sobota, 30 grudnia 2017

Recenzja "W śnieżną noc" John Green, Lauren Myracle i Maureen Johnson

Teraz kilka słów o książce, na której przeczytaniu zależało mi w Święta.
Dlaczego?
Bo akcja wszystkich trzech opowiadań dzieje się w tym okresie. No, ale najpierw link do lubimy czytać W śnieżną noc.

Książka prócz niezwykłej, sennej okładki posiada również całkiem ciekawą treść i muszę przyznać, że po przeczytaniu, chodziła mi po głowie piosenka What the world needs now z Listów do M. Powieść niesamowicie kojarzyła mi się z tym filmem, który lubię dlatego, że zawsze kończy się Happy Endem w przeciwieństwie do realnego życia. Jest to miły rozweselacz i podobnie było z tą książką.
Wszystkie trzy historie, były słodkie, ale najbardziej do gustu przypadła mi ostatnia, czyli "Święta patronka Świnek" bo najbardziej oddawała magię świąt i nie skupiała się tylko i wyłącznie na miłości (choć w głównej mierze też) Jej treść przekazywała, żeby nie skupiać się na sobie, ale pamiętać o innych oraz o tym, że swoim zachowaniem też mamy na nich wpływ. W dodatku Dorrie i Tregan bardzo przypominały mi swoim zachowaniem moje przyjaciółki. Jedna poważna, druga infantylna. Dlatego fajnie było wyobrazić sobie je na miejscu postaci. Choć, czy ja tak jak główna bohaterka przefarbowałabym włosy na różowo, tylko dlatego, że zerwałam z chłopakiem? Nie jestem tego pewna 😂
Opowiadanie Pana Greena też mi się podobało, ze względu na przyjaciółkę głównego bohatera - Diuk. Nie wiem dlaczego, ale lubię postacie, które są dziewczynami, ale nie strzelają fochów i kumplują się z facetami. Choć trzeba przyznać, że w niektórych historiach, szczególnie na wattpadzie, jest to mocno przerysowane, nie mnie jednak polubiła Angie (bo tak naprawdę miała na imię Diuk) za to, że przypominała mi Jordan z "Dziewczyna z drużyny" a tą książkę kocham 💓



A teraz, ponieważ nie było mnie tu na święta. Chciałabym wam złożyć zaległe życzenia:
Więc... Zdrowia, szczęścia, miłości, sukcesów i spełniania marzeń oraz energii do działania w Nowym Roku! Pamiętajcie o marzeniach, pomagajcie spełniać je innym w miarę możliwości, bo bez nich świat nie miałby sensu. Nie mielibyśmy do czego dążyć, a życie tylko po to, żeby przetrwać jest bardzo smutne. Dlatego wszystkim którzy to czytają (a może nawet tym, co nie) życzę marzeń! Bo nawet te nie realne marzenia ubarwiają nasz świat i malują go, wyrywając z szarości. 💗🙂😉

Jeszcze raz wszystkiego dobrego!

Lociak 
 

środa, 13 grudnia 2017

Recenzja "Mirror Mirror" Cara Delevingne

UWAGA! Recenzja zawiera spojlery!

Ok... Pamięta ktoś moją recenzję "Girl Online"? Mówiłam w niej, że nim zaczęłam czytać, byłam przekonana, że książka ma tak wysoką popularność, dzięki temu, że Zoe Sugg wszyscy znają z You Tuba. W tym przypadku było podobnie. W końcu nazwisko autorki na okładce jest większe od tytułu! Fakt, to że Cara jest modelką, aktorką i z tego co kojarzę ma nawet piosenkę tylko i wyłącznie promuję jej debiutancką powieść, ale sama w sobie jest naprawdę fajna... Tak, mam kilka zastrzeżeń, bo końcówka przypomina mi każdy odcinek Scooby Doo, ale ogółem wciągnęłam się w historię.

Książka opowiada o czwórce przyjaciół, którzy poznali się dzięki zespołowi. Każdy z nich ma jakiś problem: Red ma matkę alkoholiczkę i ojca, którego wiecznie nie ma w domu, Rose nie cierpi dziewczyny swojego taty - Amandy, prócz tego ukrywa straszne wspomnienia, brat Leo siedzi w więzieniu, a Naomi... Znika na samym początku. Osiem tygodni potem odnajdują ją nieprzytomną w jakimś porcie ( nie pamiętam dokładnie ) Dziewczyna ląduje w śpiączce farmakologicznej. Jedni uważają, że chciała popełnić samobójstwo, ale Red ma kilka innych teorii... Próbuje dowiedzieć się prawdy z pomocą Ashiry - siostry Naomi.

I teraz największy szok jaki przeżyłam czytając tę książkę:
Przez DWIEŚCIE PIĘĆDZIESIĄT STRON myślałam, że Red to chłopak, aż tu nagle ni z gruszki ni z pietruszki Rose mówi: "Red nie jestem taka jak ty. Jestem hetero. Nie całuje się z dziewczynami" Nie wiem, czy jestem jakaś nad wyraz tępa i dało się tego domyślić, ale szczęka mi opadła. W głowie miałam już obraz wulgarnej wersji Rona Weasleya, a tu coś takiego! W tej powieści było kilka takich momentów, kiedy miałam ochotę krzyknąć "O fuck! Co tu się stało?!" No bo umówmy się, Cara uwielbia zaskakiwać. Nie wiem też, jak wyglądała jej współpraca z Rowan Coleman, ale mam wrażenie, że niektóre opisy wstawiła tam właśnie ona. Sądzę tak, ponieważ są ubrane w takie metafory, że... Znaczy... Ja nie twierdzę, że Cara jest głupia. Co to, to nie. Uwielbiam ją w "Papierowych Miastach" i jej brwi wymiatają, ale... Wydaje mi się, że trzeba dużo ćwiczyć, by umieć tak dobrać słowa.

Sama fabuła jest nieprzewidywalna. Przynajmniej dla mnie. Byłam niemal pewna, że ktoś porwał Naomi, ale kiedy dowiedziałam się w jakich celach... Zmroziło mi krew w żyłach. Autorka przedstawiła to bardzo brutalnie, ale jestem w stanie w to uwierzyć, bo takie straszne rzeczy zdarzają się na świcie, natomiast tak jak wspominałam wcześniej... Końcówka... Grupka dzieciaków rozwiązała tajemnice, a Ash jest genialnym hakerem. Trochę bajkowo, ale ogółem podobało mi się i dobrze wiem, że nie zmarnowałam czasu. Mimo, że denerwowała mnie nieco rozpuszczona Rose, polubiłam Leo i Red (która okazała się mieć na imię Amy)



poniedziałek, 20 listopada 2017

Recenzja "Syn Neptuna" Ricka Riordana

Okej... Nie ma sensu pisać tej recenzji, bo i tak wszyscy wiemy, że uznam iż to cudowna książka bo jest w niej Percy 💗
No, ale co mi zależy... Spróbujmy!

Syn Neptuna jest drugą częścią serii "Olimpijscy Herosi". Jest opowiadana z perspektywy Percy'ego i dwóch, nieznanych nam z poprzednich książek bohaterów - Hazel i Franka. Powieść wujka Ricka porywa już od pierwszych stron. Poznajemy Obóz Jupiter, który jest rzymskim odpowiednikiem Obozu Herosów oraz wiele innych nowych postaci... W tym Oktawiana 😒 ( oglądałam sobie memy z Percy'ego i zastanawiałam się, dlaczego wszyscy tak po nim jadą... No, już teraz wiem! )

Ale troszeczkę się rozpędziłam. Dla tych, którzy nie mają bladego pojęcia o czym teraz mówię...
Syn Neptuna
Choć w sumie jeśli nie czytaliście serii "Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy" to i tak nie ogarniecie 😂 ale mówi się trudno. 
A teraz mogę przejść do rzeczy! Za co kocham tą książkę? Przede wszystkim za humor. Rick Riordan ma tak boskie teksty i używa ich w najlepszych momentach.
Mimo, że nie jest to romans, każdy może odnaleźć w powieści swoją ulubioną parę...( #teamFrazel )Muszę jednak przyznać, że wkurza mnie to gderanie Persiaka o Annabeth... i nie, nie chodzi o to, że jestem zazdrosna! Po prostu on w każdym wolnym momencie, gada tylko o tym, żeby ją znaleźć, co w którymś momencie robi się irytujące. Dlatego nie wiem, jak przetrwam następne części, gdzie podobno jest tego coraz więcej. Będę musiała albo polubić tą blond wersję Hermiony Granger, albo popijać herbatę z melisą ilekroć zabiorę się za czytanie. No, ale czego nie robi się z miłości?

Chciałabym również wziąć pod uwagę to, że przy pierwszej części, czyli "Zagubiony Heros" naprawdę się męczyłam, przez schematyczność i obawiałam się, że tutaj będzie to samo. Na szczęście okazało się, że mój lęk był niepotrzebny. Bohaterowie cały czas poruszali się do przodu i nie było zbędnego przeciągania.
Dlatego jedyne, co mogę zrobić, to z całego serca polecić wam tę książkę, bo słowami nie da się określić tego jaka była genialna. Czytając cały czas mam przed oczami fanarty, które są zdecydowanie lepsze niż oficjalne rysunki w książkach Ricka. To co robi Viria na papierze jest po prostu niesamowite! Polecam sobie pooglądać, czy to na instagramie, czy tumblerze 😃😉

Do następnego! Bajo!

piątek, 10 listopada 2017

Śląskie Targi Książki

Hejka!
Kto był na Targach Książki w Katowicach?
No ja!

Muszę się przyznać, że były to moje pierwsze tego typu wydarzenie i... Mój portfel w życiu tak nie płakał 😆
Otuż kupiłam raz... dwa...siedem książek! Wiem, że niektórzy potrafią przeczytać tyle w tydzień, ale dla mi to coś wow, okej? Zacznę od tego, że wybrałam się tam z rodzicami i młodszym bratem, nie mówiąc o tym ani na wattpadzie, ani nigdzie i trochę żałuję, bo tym samym minęłam się z paroma osobami... Ale! Pierwsze umaniłam sobie, że muszę iść na wykład Michała Zawadki "Jak być kimś, w czasach kiedy wszyscy mają wywalone?" A ja jako człowiek sukcesu (ekhem, ta, jasne, ekhem), po prostu musiałam tego posłuchać. Oczywiście z domu wjechaliśmy trochę późno, mimo wszystko zdążyłam na styk, kłócąc się z moim tatą w którym miejscu jest Forum1, a gdzie Forum2. Razem z mamą zajęłyśmy miejsca, a Pan Michał na scenie zaczął sobie jeść banana. No i jak to na rodzica przystało, moja mama spytała "Dlaczego on je?" "O co tu chodzi?" "Bez sensu". W końcu zaczął mówić i zmieniła zdanie. Była zachwycona, z resztą ja też. Na tyle zachwycona, że kupiłam dwie jego książki!😩 Pan Zawadka mówił w tak dobitny sposób, o toku myślenia młodych ludzi w dzisiejszych czasach: o braku wiary w siebie i... Paradygmancie
Oj! Karolina używa mądrych słów... Coś jest nie w porządku... 
...że naprawdę przyjemnie się go słuchało i można było wynieść z jego wykładu parę ważnych rzeczy

A tak poważnie to właśnie teraz sprawdziłam w książce jak napisać słowo "Paradygmant"😅

Wracając, po wykładzie stałam w kolejce po autograf. Wyczekałam, a kiedy powiedziałam już, że "Dla Karoliny" pan Michał spytał, czy przez "rz". Na szczęście załapałam, że to żart. Zrobiliśmy sobie razem zdjęcie, po czym poszłam dalej na książkowe łowy
W moje ręce wpadły:
* Złodziej pioruna (komiks) - wszyscy wiemy, że mam kręćka na punkcie Percy'ego Jacksona xd
* Tajne akta Obozu Herosów (Uzasadnienie: patrz punkt wyżej)
* W śnieżną noc - Johna Greena, Maureen Johnson i Lauren Myracle
* Córka króla moczarów - Karen Dionne
* Projekt "Rosie" - Graeme'a Simsiona (była w gratisie do Córki króla moczarów xd)
Jestem niesamowicie zadowolona z moich pierwszych targów! Żałuję tylko, że nie było stoiska wydawnictwa Jaguar i nie mogłam kupić "Mirror, Mirror" oraz jakiejś książki Collen Hover, na którą poluję już od dłuższego czasu.

Teraz następuję pytanie:
Kiedy ja mam to wszystko przeczytać i jeszcze mieć czas na pisanie nowej książki, nie wspominając już o wattpadzie? Dlatego błagam, bądźcie wyrozumiali jeśli chodzi o recenzję... Jakoś niedługo powinna się pojawić wzmianka o "Syn Neptuna"
Hihihi, Percy, Hihihi
Bo skończyłam czytać dokładnie wczoraj 🙂
To chyba tyle o targach, było cudownie!
Do następnego!

Lociak






A! Byłabym zapomniała! Zapraszam wszystkich do filmiku Anity z Book Reviews, gdzie w book haulu wspomina o mojej książce! Dokładnie coś koło 20-stej minuty xd Dziękuję Anicie za wzmiankę i czekam na opinię 💗
link do filmu Anity

środa, 11 października 2017

Recenzja "Buntowniczka z pustyni" Alwyn Hamilton

Dobra, gotowi na coś niemalże równającego się z twórczością Ricka Riordana?
Bo ja nie... Chyba nie byłam gotowa na tę książkę. Bo myślę, że gdyby nie to iż od początku wmówiłam sobie schemat, powieść wydawałaby mi się jeszcze lepsza.
W zasadzie o czym była książka?
Buntowniczka z pustyni

Na początku naprawdę nie mogłam wbić się w pustynny klimat. Ciężko było mi wyobrazić sobie arabskie domy i świątynie... Oczami wyobraźni bardziej przypominało mi to western. Trudne do zapamiętania były również nazwy oraz imiona, bo chcąc nie chcąc, odbiegają one od polskich, czy amerykańskich, na które zwykle napotykamy się w książkach. W momencie kiedy akcja zaczęła nabierać tempa, byłam już o krok od zakochania się na zabój w Jinie, oraz tej książce, ale... Coś poszło nie tak. Kiedy czytamy "Dary Anioła" bohaterowie walczą z czym? Demonami. Celiena ze "Szklanego Tronu" walczyła z kim...? Yhym... Dokładnie, też z nimi! Nie obeszło się również bez nich i tutaj. Szczerze mówiąc, może za bardzo się czepiam, ale mnie to męczy...
Ale w końcu Amani oraz Jin trafiają do obozu Księcia Buntownika i szokuje mnie tam tyle rzeczy, że jestem w stanie wybaczyć wcześniejsze wady. Ostatnie 160 stron połknęła w całości 😂
Akcja ma takie tempo i tyle rzeczy się okazuję, że można złapać zadyszki siedząc wygodnie na kanapie i czytając. Podoba mi się również pomysł przypominający Percy'ego, a mianowicie "Półdźiny" w dodatku moc głównej bohaterki... W życiu bym się nie spodziewała! Mam ogromną ochotę sięgnąć po drugi tom, ale to jeszcze nie teraz... Mam za dużo książek na liście życzeń!
Jednymi słowy gorąco polecam tę książkę, szczególnie fanom innych serii, gdyż obóz Ahmeda przypomina nie tylko Obóz Herosów, ale także Dystrykt Trzynasty, dzięki czemu można znów poczuć to, co przy tamtych książkach... Rebelię i walkę

                     Lociak

 

poniedziałek, 9 października 2017

Powracam + Recenzja "Fatalna Lista" Siobhan Vivan

Witam z powrotem!
Żyję, nie umarłam, jestem i... Wracam do blogowania!
Po, co?
Tak po prostu, żeby nie zapomnieć o książkach, które już czytałam i... żeby pamiętać, czy było warto 😀
Okay... To może najpierw małe sprostowanie... Dużo się działo. Tak, wiem, że często usprawiedliwiam się w ten sposób, ale taka prawda 😂 W końcu byłam w Pytaniu na Śniadanie! Ale o tym może innym razem.
W końcu to nie blog autorski, ale blog o książkach (nie moich)

Tym więc jakże błyskotliwym i pozostawiającym niedosyt wstępem, przechodzimy do recenzji.
No to tak: Mimo, że czytałam tą książkę już jakiś miesiąc temu, mam na jej temat co nieco do powiedzenia, ale najpierw tradycyjnie link do opisu Fatalna Lista

Pierwsze, co zaskakuje w tej powieści to narracja z perspektywy ośmiu głównych bohaterek. Każda z nich ma inne problemy, które wzmacniają się pod wpływem znalezienia się na Liście. Dla jednych jest to zaszczyt, dla innych najgorsza obelga. Co mi się podobało, to fakt, że problemy nastolatek nie są wyssane z palca. One faktycznie istnieją! Jedne bohaterki polubiłam bardziej, inne mniej, ale ostatecznie wszystkim współczułam. No może prócz jednej....
Osobiście nie mam pojęcia, co bym zrobiła, gdyby ktoś wybrał mnie najpaskudniejszą z całego roku. Moja noga chyba więcej by nie stanęła w szkole. Jednakże gdybym była w grupie najładniejszych... Oj, byłby zaciesz. No bo umówmy się... Każda dziewczyna chciałaby być tą najpiękniejszą w klasie! Choć książka ukazuje również ciemne strony, bycia ładną. Choćby to, że niektórzy mogą uważać cię za głupią lub pustą.
Książka zaskoczyła mnie pod koniec, bo w życiu nie pomyślałabym, że to właśnie ta dziewczyna sporządziła tegoroczną (ostatnią) listę. Z początku ciężko mi się czytało, ponieważ autorka ma naprawdę oryginalny styl, ale gdy już się przyzwyczaiłam, to naprawdę miło spędziłam czas.
To tyle na ten temat. Mam jeszcze do wstawienia rozdział na wattpada 😂😋
Książkę polecam miłośnikom intryg i typowych szkolnych dram 😂😂😂

                                                                                        Lociak

wtorek, 29 sierpnia 2017

Poszarpane myśli #2

Hej wszystkim!
Dzisiaj bez recenzji 😞
Dawno mnie tu nie było, w zasadzie nie wiem dlaczego.
Kończą się wakacje, a to oznacza, że przydałoby się je jakoś podsumować. Nie mam pojęcia, jak wy spędziliście czas wolny, ale ja, mimo że tak naprawdę trochę się przenudziłam... Wiele się pozmieniało. Między innymi moje nastawienie do różnych spraw oraz patrzenie na świat, choć do końca nie wiem, czy to dobre. Czy to właśnie jest dorastanie? No wiecie, czujecie że świat się zmienia, ale ty nie wiesz, czy tak naprawdę chcesz razem z nim?
W tym roku czeka mnie naprawdę duuużo pracy: promocja książki, bierzmowanie, egzamin i wybór nowej szkoły. Prócz tego mam zostać jeszcze redaktor naczelną szkolnej gazetki i... Naprawdę nie wiem jak poradzę sobie z tym wszystkim? Strasznie boję się reakcji innych.
Bo kiedy piszesz w internecie, pod nikiem, nikt nie wie, że to tak naprawdę ty, ale kiedy wydajesz coś pod swoim nazwiskiem, uwagi na temat twojej twórczości bolą podwójnie. Myślisz: "Co powiedzą inni?" i to ogranicza cię jako autora. Choćby moment, kiedy chcesz stworzyć wulgarną, charakterystyczną postać, ale rezygnujesz, bo boisz się co powiedzą dziadkowie, czy też rodzice na to, że pisząc przeklinasz. To tylko przykład, ale taka jest prawda.
Niby wiecie, że ja to ja, ale... Nikt tego nie czyta! Dlatego piszę tu tak swobodnie.
To tyle ode mnie, taka krótka, drętwa notka
Do następnego 😉

                                                                                                Lociak

środa, 26 lipca 2017

Wattpadowa Recenzja "Pamiętniki Herosów - Diadem Afrodyty" MrMisthunter02

Na prośbę mojego czytelnika, a także kolegi z wattpada, postanowiłam zrobić recenzję, jego opowiadania. Przyznam, że trochę bałam sie takiego wyzwania, bo mimo, że wydaję własną książkę, nie jestem specjalistką. Na wstępie powiem jeszcze, że mimo iż sama publikuje swoje dzieła, na tej stronie, to naprawdę nie lubię na niej czytać. I nie chodzi tu o to, że trafiam na same, głupie rzeczy, tylko o to, że po prostu nie lubię czytać z ekranu komórki, czy też laptopa. Tym razem jednak przemogłam się i nie żałuję.
Opowieść jest fanfiction świata wykreowanego przez Ricka Riordana 💖💓💗
Dotyczy czwórki herosów, która musi wyruszyć na niebezpieczną misję po Diadem Afrodyty. A to wszystko przez szpiega, który ich szantażuje.

Tu macie link do tej opowieści: Pamiętniki Herosów

Z początku nie byłam przekonana do tej opowieści, przez amerykańskie imiona i akcję dziejącą się w Polsce. Na szczęście autor wybronił się, tłumacząc to w crossoverze (w którym swoją drogą jest moja bohaterka z wattpadowego opowiadania) Autor musi uważać również niestety na interpunkcję. Wiem, co to znaczy bo nie tak dawno, sama nie umiałam wstawiać przecinków, ale czytając prace innych, dotarło do mnie jak bardzo to ważne. Dlatego następnym razem musi uważać na to aby po prawej stronie była spacja. Wtedy znacznie lepiej się czyta.
Następną rzeczą do której się przyczepię to straszne mieszanie. Ja rozumiem, że w ten sposób autor chciał dodać dynamiki akcji, ale czasami przez to jest dużo niejasności i nie mogłam się połapać, kto co mówi.
Ale rzeczą godna pochwały jest fakt, że został tu użyty typowo Riordanowski humor. Przyznaję, nieźle się uśmiałam czytając Pamiętniki. Również bardzo podobał mi się sam pomysł na Diadem. Nie mam pojęcia, czy to tylko fantazja autora, czy jakiś faktyczny mit, ale podziwiam! 😀
Myślę, że jak na pierwsze opowiadanie tego autora, było naprawdę całkiem nie złe. Oczywiście czekam na dalsze postępy i już nie mogę doczekać się następnego rozdziału crossovera. Wszystkich zachęcam do przeczytania! 😊

                  Lociak

poniedziałek, 17 lipca 2017

Recenzja "Elita" Kiery Cass

Tę książkę skończyłam czytać już jakieś dwa tygodnie temu (o ile nie więcej), ale z recenzją przychodzę dopiero dziś.
Dlaczego?
W zasadzie... Sama nie wiem.
Znów mogłabym zanudzać was przybliżeniem fabuły, ale... Od czego są linki?
[link]

No więc tak. Jak - choć trochę irytowała mnie jej odmienność na siłę - lubiłam Ami, bo w sumie była spoko wykreowaną postacią, miała tam jakiś swój system wartości, cechy itp. Tak, po przeczytaniu drugiego tomu
"Rywalek" myślałam, że ukatrupię Panią Cass.
O mój Boże! Kiedy główna bohaterka jest już zdecydowana, że daje Maxonowi szansę i liczymy na to, że fabuła posunie się odrobinę do przodu...Dup! Jest zamach. Wszyscy do schronu.
Kiedy główna bohaterka jednak zmienia zdanie i che być z Aspenem, ma ochotę opuścić rywalizacje i wracać do domu... Dup! Jest zamach. Wszyscy do schronu.
Mniej więcej tyle pamiętam z tej książki 😊

Ale jest chociaż jeden pozytywny aspekt tego wszystkiego: Zdecydowałam się na #TEAM MAXON
( no weźcie ojciec go bije i jest taki biedy bo całe życie spędził w zamku...)
No właśnie i pod koniec Ami zaczęła się rozkręcać, bawiąc się w Katniss Everdeen (o niej może innym razem) Mianowicie, chce znieść klasy i... Przez to Król znowu bije Maxia, a ona prawie wylatuje z pałacu.
Brawo Ami! 😉
Mimo wszystko i tak, chcę przeczytać trzeci tom! Bo w sumie to fajna książka, mimo powtarzającego się schematu w drugim tomie.
Maxon
Schron
Aspen
Schron
Maxon
Złapanie przyjaciółki na zdradzie księcia
Schron...
I tak dalej i tak dalej...
To na dziś tyle.
Do następnego!

           Lociak

PS: Ja recenzuje książki innych, a inni recenzują moją! Oto pierwsza recenzja mojej książki!
Kto ciekawy, zapraszam recenzja

A tu można zamówić książkę 😉😀😊 kup książkę

wtorek, 11 lipca 2017

Recenzja "Nerve" Jeanne Ryan

Ponieważ tę książkę, przede mną przeczytała moja przyjaciółka, byłam do niej nastawiona dość sceptycznie. Razem oglądałyśmy ekranizację i uznała... Że tym razem film był lepszy od powieści. Nie chciało mi się wierzyć, bo przecież nigdy jeszcze na coś takiego nie natrafiłam, ale... Chyba miała rację...
Nie bardzo chce mi się tutaj przybliżać opis fabuły, więc dam wam tutaj linka do innej strony [link]
Żałuję, że scenarzysta, nie wpadł na ten pomysł pierwszy i to on nie napisał książki. BYŁABY GENIALNA!

No bo tak, zacznijmy od tego, że Vee, kłóci się z Sydney z naprawdę głupiego powodu. Mianowicie:
- całowała się w przedstawieniu, z chłopakiem który jej się podoba dłużej niż trzy sekundy 😕
No błagam! Poważnie! Ja rozumiem bo pewnie na jej miejscu też bym się trochę z irytowała, ale bez przesady!

Numer dwa do którego się doczepię:
- zupełnie inne wyzwania niż w filmie i niektóre reguły gry
Czyt. (w książce zostawało kilku finalistów i jeśli któryś zrezygnuje WSZYSCY tracą nagrody)
Uważam, że w ekranizacji wystąpił bardziej sprawiedliwy, bo polegał na tym, że poddajesz się nie grasz. Tracisz kasę na własną odpowiedzialność, a tutaj czyjaś decyzja decydowała o wszystkich twoich staraniach. Ostatnie opisy przekartkowałam bo na mojej półce jest jeszcze sporo książek do przeczytania przez wakacje, a ta mnie już trochę nudziła...

Jednymi słowy, książkę mogę polecić tylko osobą, które nie oglądały wcześniej filmu 🙁 Bo jeśli go widziały mogą się nieco rozczarować tak jak my

Lociak 

środa, 21 czerwca 2017

Recenzja "Rywalki" Kiery Cass

Ból. 
Szok. 
Jeszcze raz ból. 

Tak opiszę tę książkę, dlatego, że... Naprawdę mnie zraniła. Nie była to jakaś ambitna lektura, która by rozwaliła system, ale... Sama mam dylemat między #TEAM MAXON a #TEAM ASPEN ! Ale najpierw o czym jest książka:

Główna bohaterka America, mieszka w kraju, gdzie stan majątkowy określa się numerkiem. Ona jest Piątką - jedną z biedniejszych. Jest zakochana w Aspenie, chłopaku, który jest Szóstką, co stanowi dodatkowy problem. Pewnego dnia, do jej domu przychodzi list informujący o Eliminacjach. Dziewczyna nie chcę w nich uczestniczyć, bo to taki jakby konkurs na żonę, dla księcia Maxona. Kłóci się z matką, ale za namową swojego chłopaka zgadza się ( bo on nie dałby sobie spokoju gdyby straciła przez niego szansę na lepsze życie 😒 ) Ami będąc pewna, że nie zostanie wylosowana w początkowej fazie rywalizacji i nie pojedzie do pałacu, wypełnia arkusz. W tym czasie Aspen, jest wściekły na to, że nie może zapewnić jej dobrobytu i... Rozstają się. Potem okazuje się, że została wybrana na jedną z 35 kobiet, mających zamieszkać w pałacu na czas Eliminacji.

I teraz moje odczucia:
Na początku, byłam po stronie Aspena (tym bardziej, że ma wygląd Percy'ego Jacksona) Potem byłam wściekłą, że z nią zerwał, ale nadal im kibicowałam, ale w końcu pojawił się Maxon... I teraz mam chyba większy dylemat niż Ami, bo nie wiem, którego wybrać. Zważając na to, że Aspen w końcu przyjechał do pałacu jako gwardzista i wyznał jej miłość... (Sorry, za spojler)
No po prostu nie wiem! I to jest ten ból o którym pisałam na początku!
Książkę czyta się szybko i przyjemnie. Jest idealna zarówno na początek lata jak i na zimę lub inną porę roku, ale jak do niej usiądziesz, to możesz nie przespać nocy, żeby ją skończyć. Ja z niecierpliwością czekam, aż przyjdzie do mnie drugi tom tej serii i bardzo polecam!
Gdy spytałam na grupie "Okładkowe sroki", utworzonej przez BookReviews by Anita, co powinnam czytać najpierw z mojej listy? Na "Rywalki" było najwięcej głosów.

Jak widać nie bez przyczyny 😉😊

Lociak

 

piątek, 16 czerwca 2017

Grecja, czyli jak trafiłam do McDonalda w ojczyźnie Percy'ego Jacksona

Jakieś dwa tygodnie temu wróciłam z obozu naukowego, który miał miejsce w Grecji. Konkretnie w miejscowości Velika. Opisuję to dopiero teraz bo tak naprawdę zapomniałam o tym opowiedzieć. Ogółem było naprawdę przepięknie, ale jeszcze przed wyjazdem najbardziej jarałam się zwiedzaniem Aten. No bo halo! Partenon i w ogóle! Miało być zarąbiście, chciałam pozwiedzać świątynie, kupić pamiątki, ale... Z resztą zacznę od początku.

Nasza pani kazała nam zabrać kremy z filtrem i spodenki bo ponoć w Atenach ZAWSZE jest gorąco. Więc wszyscy spakowaliśmy się wieczorem i o pierwszej w nocy ruszyliśmy spod pensjonatu. Pomijając to, że w nocy niemal zamarzłam zapowiadało się fajnie. Moja kumpela Pati, z którą miałam pokój, pożyczyła mi swoją bluzę, więc znowu udało mi się zasnąć na pół godziny. Po czym stwierdziła, że jej jednak też jest zimno i musiałam jej oddać ubranie służące mi za koc. Tak też resztę nocy spędziłam pod kurtką przeciwdeszczową.
O dziewiątej dotarliśmy na miejsce. Lało. Jak się okazało, ostatni raz padało tak bardzo piętnaście lat temu. W roku 2002, czyli moim roczniku. Fajnie, nie? Zobaczyliśmy stadion, ogrody, greków ubranych w buty z pomponami... Aż wreszcie dotarliśmy na szczyt Akropolu i moim oczom ukazał się Partenon! Tyle, że w okół było mnóstwo dźwigów i stelaży, które psuły cały klimat, a mnie nie wolno było dotknąć nawet kamienia! W dodatku przewodnik pozmieniał historię walki Ateny z Posejdonem o to miejsce i jeszcze bardziej się denerwowałam (uwielbiam mity 💗) Po zejściu z góry okazało się, że leje jeszcze bardziej. Miałam mokrą kurtkę, bluzę, koszulkę, leginsy, spodenki będące w plecaku, skarpetki, buty i plecak. Ale żeby tego było mało przesmyczyli nas jeszcze przez pół miasta. Uradowana, że w końcu kupię sobie koszulkę za 8€ myślałam, że się rozbeczę, kiedy kazali nam zostać w McDonaldzie. Zdesperowana ubłagałam pana od historii, żeby wziął mnie i moje koleżanki na sklepy. I wiecie co? Kupiłam tą durną koszulkę! Ba, nawet dwie, ale nie żałuję, bo nasza grupa w tym czasie siedziała dwie godziny próbując się suszyć, a ja zapierniczałam po deszczu wahając się między T-shirtem z Ateną, a Zeusem (wybrałam z Ateną)

Jeśli więc macie zamiar wybrać się kiedyś w wymarzoną podróż do Aten tak jak ja... Życzę wam więcej szczęścia 😂😉😂

Lociak

 

środa, 14 czerwca 2017

Recenzja "Ponad Wszystko" Nicola Yoon

Czy zdarzyło wam się natrafić na zwiastun zarąbistego filmu, który ma wejść do kin dopiero za pół roku, a tydzień przed premierą okazało się, że jest książka? Ja tak mam po raz setny! Choć z tą książką było inaczej bo... Przeczytałam ją przed filmem!

Powiem w miarę krótko. Jest to książka, o dziewczynie chorej na bardzo rzadki SCID - alergia na czynnik nie znany. Więc matka z trzyma ją w domu, ze specjalnymi filtrami, przez osiemnaście lat. Niespodziewanie obok wprowadzają się sąsiedzi, a ich synem jest niejaki, Olly - chłopak mający wygląd "anioła śmierci" przez nawyk ubierania się na czarno. Naturalnie coraz bardziej zaczyna się interesować dziewczyną przesiadującą w oknie i nigdy nie wychodzącą na dwór. Resztę łatwo sobie wyobrazić... 😁

Nie da się ukryć, że książkę czyta się mega szybko. Dzięki obrazkom narysowanym przez męża Pani Yoon, jeszcze bardziej się skraca, bo zajmują one wiele miejsca. Książka jest dość lekka i idealna na weekend w domku na Mazurach. Nie zachwyciłam się nią bardzo dlatego, że była dość przewidywalna w paru momentach, ale nie udaję, że mi się nie podobała. W szczególności zachęciła mnie okładka (ale nie ta filmowa). Na pewno warto mieć "Ponad Wszystko" w swoich zbiorach, bo jest to nie codzienna tematyka (chyba, że spojrzeć na "Gwiazd naszych wina"

Lociak

PS: Kidy w końcu wybiorę się do kina zrobię różnice między filmem, a książką.

czwartek, 4 maja 2017

Recenzja "Gril Onilne" Zoe Sugg

 Skoro można powiedzieć, że jako tako jestem pisarką... I jestem może trochę bardziej niż przeciętnie rozeznana w świecie książek, może mogłabym się pobawić w recenzentkę? Jasne, blog nie będzie typowo książkowy, ale czemu by nie spróbować!

Więc na pierwszy ogień wzięłam dwie książki z trylogii Zoe Sugg "Girl Online"

Szczerze... Z początku myślałam, że to nie będzie dobre. Wątpiłam w prawdziwość fenomenu tej historii i sądziłam, że ma ona taki rozgłos tylko dlatego, że "Zoella" jest sławną youtuberką i blogerką. W zasadzie byłam niemal pewna, że większość sięgnie po tę pozycję tylko przez to, że oglądają ją w internecie.

I cóż... Moje poglądy okazały się nie do końca prawdziwe.

Więc. Jako pierwszą przeczytałam drugą część z trylogii zatytułowaną "W Trasie" ponieważ pożyczyła mi ją koleżanka, a że okładka jest prześliczna, tak też nie mogłam się jej oprzeć. Książka opowiadała historię nastoletniej Penny, która spotyka się ze wschodzącą gwiazdą sceny muzycznej, Noah. Są w sobie ogromnie zakochani po tym co przeszli podczas świąt Bożego Narodzenia (czego nie wiem, bo nie przeczytałam jeszcze pierwszej części😞 Z naciskiem na jeszcze) Chłopak zabiera naszą bohaterkę na swoją pierwszą europejską trasę. Z początku ma być cudownie i wspaniale, ale wkrótce okazuję się, że nie do końca jest tak, jak sobie to zaplanowali.
Tyle mogę wam powiedzieć o fabule, żeby nie popsuć zabawy.

A teraz moje odczucia. Mogą pojawić się drobne spojlery!!!


To, co naprawdę podobało mi się w książce to fakt, że czyta się ją błyskawicznie z powodu krótkich rozdziałów. Ma naprawdę dobry styl i wciągające wątki. W pewnych momentach jest przewidywalna, ale mi to osobiście nie przeszkadzało. Bardzo utożsamiłam się z główną bohaterką, która momentami jest tak samo niezdarna jak ja. Wylewa na swojego chłopaka koktajl... Rozwala głośniki i... tym podobne.
Natomiast drażniła mnie jej naiwność. Dużo za szybko zaczynała ufać nowo poznanym ludziom i dawała im sobie wchodzić na głowę. No, bo sorry, gdyby mnie chłopak, po raz któryś z rzędu olał dla jakiejś tam wytwórni, to już dawno bym się wściekła, a nie potakiwała tylko miłosiernie i zgadzała się na wszystko. Nie zrozumcie mnie źle. Przez dwie ostatnie części pokochałam Noah, ale były momenty w których ja i raczej każda normalna dziewczyna, na miejscu Penny by się wkurzyła. Wkurzyłam się też mocno na koniec serii kiedy okazało się, że to Megan stała za całą tą sprawą z Leah (jeśli czytałeś wiesz o czym mówię xd)

Na koniec, chcę powiedzieć, że naprawdę dobrze się bawiłam czytając Girl Online i sama chciałam zostać offline, jak nasza droga Penny ;) Książka zdecydowanie warta uwagi 😋

                      Lociak

niedziela, 23 kwietnia 2017

Czego NIE robić na meczu

W związku z wcześniejszym postem mam dla was kilka wskazówek, na wypadek gdyby komuś kiedyś przyszło zaczynać przygodę z piłką nożna... Dzięki nim może unikniecie moich błędów, które jednak czasem się zdarzały.

  1. NIE WPADAJ NA BRAMKARZA PRZECIWNIKÓW (szczególnie jeśli jednocześnie jest z tobą w drużynie bo twój trener po prostu go wypożyczył), wiedząc że i tak nie dobiegniesz do piłki przed nim. Ja myślałam, że zdążę i brakło mi kilku sekund, a efekt był trochę bolesny. Choć kiedy oglądam to nagranie wydaje się być zabawne...
  2. Staraj się NIE podawać do przeciwników. Jasne, że to nie jest takie proste, kiedy obskakują cię z każdej strony, ale staraj się rozejrzeć gdzie masz swoich zawodników. Z naciskiem na staraj. Wiem po sobie, że w efekcie wychodzi różnie.
  3. Nie ulegaj presji. W drużynie mamy różne osoby, a w śród nich takie, które zamiast ci pomóc odnaleźć się w grze tylko pogorszą sprawę i zmniejszą twój poziom pewności siebie drąc po tobie mordę! Oznacza to tyle, że jeszcze bardziej nie lubią przegranej niż ty i chcą zwalić cała winę na ciebie. Naturalnie są w śród nich też osoby, które faktycznie chcą i pomóc i wskazać co powinieneś robić.
  4. Nie bierz tego za bardzo na poważnie. To przede wszystkim zabawa. Świat się nie zawali jeśli przegracie, choć wiem że jest wtedy mega przykro. Jeśli sprawia ci to radość to graj i nie przejmuj się!
  5. Nie wmawiaj sobie, że jesteś do niczego, a tym bardziej nie wmawiaj tego innym. Każdy może w sobie wypracować umiejętność grania. Ważny jest wrodzony talent, ale nie najważniejszy. 
Mam nadzieję, że trochę pomogłam. Teraz jeszcze sama powinnam zacząć stosować się do moich rad. Powinnam sobie jeszcze zrobić listę "Co ROBIĆ na meczu?" Tak na przyszłość, żeby wiedzieć. O rany... Dwa posty jednego dnia? Może jednak będę mieć jakąkolwiek wenę!

                    Lociak

Do trzech razy sztuka...

Ponieważ nadal nie mam pomysłu, co konkretnie chcę tutaj zdziałać równie dobrze mogę wam powiedzieć... Co powiedzieć? Że raz ci się udało i strzeliłaś gola na turnieju? Phhhi!
Tak, to dokładnie to, co chciałam powiedzieć.

To tyle.

Cześć.

Żartuję 😂😁
Aleś ty zabawna... 😬
Ale teraz tak poważnie. Od bardzo niedawna gram w piłkę nożną i nie chcę tu podkreślać tego, że jestem dziewczyną, bo chyba raczej już wszyscy wiedzą, że my także interesujemy się tym sportem i nikogo to nie dziwi. Brałam udział w moim trzecim turnieju i w końcu udało mi się strzelić tą bramkę. Wyobrażacie sobie tą radość? Tym bardziej, że przez dwa wcześniejsze spotkania byłam napastnikiem bez ani jednej bramki, czy też asysty na koncie.
Co chcę przez to powiedzieć? W zasadzie to nie wiem... Chodzi o to, że przed tą bramką byłam pewna, że to już koniec i przegrałyśmy. Byłam tak strasznie na siebie zła bo obiecałam sobie, że będzie inaczej niż zwykle, a tu znowu to samo, ale kiedy okazało się, że wychodzimy na boisko po raz ostatni tego dnia pojawiła się nowa szansa, którą udało się wykorzystać. W całym wydarzeniu zdobyłyśmy piąte miejsce na osiem grup. To chyba nie źle zważając na to, że trener podzielił nas na te dłużej grające i te krócej. Jaki wniosek... Walczyć do końca? Nie martwić się na zapas... Nie wiem. Po postu tak strasznie się cieszę, że chciałam o tym napisać.
Tak dla śmiechu warto jeszcze nadmienić, że w momencie mojego strzału moi rodzice pojechali już do domu, a koleżanki nie patrzyły. W dodatku jak na złość ten mecz nie został nagrany 😁 ale cóż... Mówią, że nie można mieć wszystkiego...

                               Lociak

wtorek, 11 kwietnia 2017

"Poszarpane myśli" - książki

Jest wiele różnych cytatów wyrażających opinię ludzi na temat czytania. Brzmią one mniej więcej na tą samą melodię, np: "Czytając podróżujemy do różnych, nieznanych światów" czy też "Czytając żyjesz podwójnie..." bla, bla, bla... Nie chodzi o to, że się z nimi nie zgadzam. Zgadzam się. Po stokroć się zgadzam! Ale nie możemy wciskać tego na siłę innym, wywieszając plakaty na szkolnych korytarzach. Takimi słowami zrażamy ich do sięgnięcia po jakiś tam głupi "Pamiętnik nastolatki" a co dopiero po ambitniejszą lekturę...? W naszych czasach ludzie mało czytają. Nie mówię tu o nastolatkach, bo tu co drugi sięga z własnej woli po fantastykę (ja! ja! ja!) lub jakieś tępe romansidło. Chodzi mi o ludzi dorosłych. Dlaczego?

a) przez brak czasu

b) zrażenie w młodości nudną szkolną lekturą

c) brak środków (mimo bibliotek nie odnajdziemy tam wszystkich pozycji, a książki bywają drogie)

I na to nic nie poradzimy. Bo choćbym mówiła mojej mamie po tysiąc razy dziennie, że ta książka rozwala mi mózg i że powinna ją przeczytać i tak po nią nie sięgnie. Chociaż nie. Sięgnie i odłoży po rozdziale stwierdzając, że chce jej się spać.
To samo w przypadku mojej przyjaciółki, Pati. Pożyczyłam jej książkę, z nadzieją że je się spodoba. Nie tknęła jej przez długi okres czasu. Doszło nawet do tego, że słuchałam dwie godziny przez telefon jak czyta jeden rozdział bo stwierdziła, że "WOLI CZYTAĆ NA GŁOS" Wyszło na to, że oddaje mi książkę kończąc na rozdziale przy, którym była ze mną.
    Wiem, że pewnie połowa osób już dawno przestała czytać (o ile w ogóle zaczęła) ale to naprawdę smutne, zwłaszcza dla książkocholików. Fajnie jest móc się podzielić przeżytą historią, poznanymi bohaterami i emocjami związanymi z wątkami. Niektórym wydaje się, że czytanie jest dla ludzi, którzy nie mają własnego życia, nudzą się całymi dniami, sami w domu, ale to nie prawda. Czytać może każdy. Nawet najbardziej zapracowana osoba na świecie, jeśli tylko wciągnie ją fabuła i to właśnie jest najbardziej niesamowite.
    Tyle chciałam wam dzisiaj przekazać. Mam nadzieję, że mimo mojego rozpisania nie umarliście z nudów.

                   Lociak

PS: Powinnam wstawić jeszcze jakieś głupie motto w stylu "Czytaj! Będziesz mądrzejszy" ale nie widzę w tym sensu... Chociaż... To przyciągnie wzrokowców! Proszę! 😊


piątek, 7 kwietnia 2017

Ja naprawdę jestem w pełni świadoma, że nikt nie będzie tego czytał. Dlaczego więc męczę się, siedząc dwie godziny przed komputerem i szukam playlist oraz ustawiam jak najładniejsze motywy bloga? Bo mogę😉. Na tym blogu nie będzie stylizacji, czy też innych mało istotnych pierdół. Będą tu wstawiane moje opinie na różne tematy (naprawdę różne) i inne bzdety, kiedy tylko poczuję wenę. A że jestem w wieku, w którym normą jest bunt przeciwko okrutnemu światu... Może być zabawnie 😅 Jako iż jestem początkującą pisarką i wydaję książkę, a wiem że z tej pracy ciężko jest się utrzymać, dlaczego by nie poćwiczyć dziennikarstwa? Mój tata mówi, że to naprawdę dobry sposób, więc przekonam się czy miał rację. Naturalnie tłumaczyłam mu, że miałam już dwa tego typu dziadostwa i żadne nie wypaliło, ale wiadomo... Do trzech razy sztuka 😂
       Więc jeśli jakimś trafem, aż tak bardzo zabłądziłeś w internecie i trafiłeś na mój blog... Witam cię serdecznie i mam nadzieję, że nie zraziłam cię tym mało błyskotliwym wstępem. Jeśli pojawiły się już następne posty, zerknij na nie. Nie gwarantuje, że ci się spodobają, ale wtedy będziesz, co jest warte uwagi, a co nie. To chyba tyle jak na mój pierwszy kontakt z blogiem od szóstej klasy... So... Jak to zawsze piszę na wattpadzie:

Do następnego
       
          Lociak

Recenzja "Lalkarza z Krakowa" R. M. Romero

 Czuję się dumna, że zagraniczny pisarz stworzył opowieść, której akcja dzieje się w Polsce 😊Dodatkowo w mieście leżącym niecałe dwie godzi...