niedziela, 23 kwietnia 2017

Do trzech razy sztuka...

Ponieważ nadal nie mam pomysłu, co konkretnie chcę tutaj zdziałać równie dobrze mogę wam powiedzieć... Co powiedzieć? Że raz ci się udało i strzeliłaś gola na turnieju? Phhhi!
Tak, to dokładnie to, co chciałam powiedzieć.

To tyle.

Cześć.

Żartuję 😂😁
Aleś ty zabawna... 😬
Ale teraz tak poważnie. Od bardzo niedawna gram w piłkę nożną i nie chcę tu podkreślać tego, że jestem dziewczyną, bo chyba raczej już wszyscy wiedzą, że my także interesujemy się tym sportem i nikogo to nie dziwi. Brałam udział w moim trzecim turnieju i w końcu udało mi się strzelić tą bramkę. Wyobrażacie sobie tą radość? Tym bardziej, że przez dwa wcześniejsze spotkania byłam napastnikiem bez ani jednej bramki, czy też asysty na koncie.
Co chcę przez to powiedzieć? W zasadzie to nie wiem... Chodzi o to, że przed tą bramką byłam pewna, że to już koniec i przegrałyśmy. Byłam tak strasznie na siebie zła bo obiecałam sobie, że będzie inaczej niż zwykle, a tu znowu to samo, ale kiedy okazało się, że wychodzimy na boisko po raz ostatni tego dnia pojawiła się nowa szansa, którą udało się wykorzystać. W całym wydarzeniu zdobyłyśmy piąte miejsce na osiem grup. To chyba nie źle zważając na to, że trener podzielił nas na te dłużej grające i te krócej. Jaki wniosek... Walczyć do końca? Nie martwić się na zapas... Nie wiem. Po postu tak strasznie się cieszę, że chciałam o tym napisać.
Tak dla śmiechu warto jeszcze nadmienić, że w momencie mojego strzału moi rodzice pojechali już do domu, a koleżanki nie patrzyły. W dodatku jak na złość ten mecz nie został nagrany 😁 ale cóż... Mówią, że nie można mieć wszystkiego...

                               Lociak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja "Lalkarza z Krakowa" R. M. Romero

 Czuję się dumna, że zagraniczny pisarz stworzył opowieść, której akcja dzieje się w Polsce 😊Dodatkowo w mieście leżącym niecałe dwie godzi...