Skoro minęły już prawie dwa tygodnie odkąd skończyłam czytać tą książkę, chyba ochłonęłam już na tyle, by napisać recenzję, choć i tak wiem, że nie odda ona tego, jak bardzo podobała mi się ta książka.
Mowa tutaj o drugiej części "Buntowniczki z pustyni" która mnie nie zachwyciła... Znaczy, podobała mi się, ale miałam mieszane odczucia. Mimo wszystko będąc na targach w Warszawie za punkt honoru wzięłam sobie, żeby zdobyć autograf autorki. Podczas gdy moja babcia, grzecznie pilnowała mi miejsca w kolejce, poszłam kupić "Zdrajcę Tronu" którego i tak miałam zamiar przeczytać. Wróciłam później do kolejki, cierpliwie czekając na swoją kolej. Po mniej więcej godzinie, przyszedł Pan który powiedział, że Pani Hamilton niestety nie zdąży podpisać książek wszystkim. Było mi przykro, mimo to cierpliwie czekałam. Gdzieś w tłumie dojrzałam Kamajle i stwierdziłam, że podejdę się przywitać i coś tam jej powiedzieć. Mimo, że rozmowa nie trwała długo, przekazała mi, że nie będę mieć podpisu jeśli się nie wepcham. Nie chciałam się "ryć" bo wiem, że pozostali także chcą zdobyć podpis, ale byłam tak zirytowana staniem, że podeszłam na przód i spytałam stojących tam dziewczyn, czy mogę się dyskretnie wepchnąć obok nich. Nie zgodziły się, więc spytałam następne 😂 Tamte powiedziały, że mogę się dołączyć. Jako, że nikt się nie sprzeciwiał, udało mi się zdobyć upragniony autograf i zdjęcie! Żałuję jedynie, że mam podpisaną pierwszą część, skoro to w drugiej się zakochałam...
Po tym jak Amani dołączyła do rebelii i omal nie umarła od kuli, udaje jej się wykonać kolejną niebezpieczną misję, podczas której poznaje swoją ciotkę. W trakcie ataku armii na Obóz Księcia Buntownika, zostaje przez nią sprzedana sułtanowi, jak potężna broń. Dziewczyna, pozbawiona mocy i uwięziona w pałacu, nie ma pojęcia jak się wydostać. Wpada jednak na pomysł, że to ona może zostać szpiegiem w szeregach wroga, którego tak bardzo potrzebowała rebelia.
Dawno nie dałam się aż tak wciągnąć w książkę 😍💗
Muszę przyznać, że siedziałam i czytałam kiedy tylko się dało. W każdym rozdziale jesteśmy zarzucani masą dobrej akcji, a bohaterowie kradną nam serca z każdą stroną.
No więc... Wiecie, że jestem kochliwa, nie?
Zakładam, że każda czytająca tę książkę dziewczyna będzie wzdychać do Jina - chłopaka Amani, Obcego Księcia. Bo przecież jest taki opiekuńczy i tajemniczy. W końcu to on wprowadził bohaterkę w świat rebelii, ale... No, sorry! Mi się podoba Ahmed, choć kiedy czytam to imię mam przed oczami Turka z Kebabem 😂 Ale wiecie... Jest Księciem Buntownikiem... Dowódcą Rebelii! Przyszłym Sułtanem!!! I po cichu liczę na to, że będzie z Shazad 😊😉 Ale niech nikt nie mówi Percy'emu ok?
Wracając do książki, bo za bardzo się rozwodzę 😂 Coraz bardziej wdrążam się w klimaty Miraji. Amani została ukryta pod przykrywką w haremie, gdzie zabiegał o nią syn Sułtana, Kadir. Po piętach deptały jej też ciągle żony Kadira, co było totalnym absurdem. Bohaterka musiała mierzyć się ze wszystkimi na raz, a w pałacu czekały na nią także nieprzyjemności związane z jej przeszłością.
W tej części poznaliśmy bardzo dużo nowych postaci, które naprawdę polubiłam, oraz stare, które mogłoby się wydawać już nigdy nie miały pojawić się w tej historii.
Jedyny problem jaki miałam podczas czytania, to zapamiętywanie tych dziwnych imion Dżinów. Było ich kilku i odgrywali jednak dosyć znaczącą rolę, jednak nie męczyłam się przy tym. Cała ich historia, jest naprawdę interesująca ale nie mamy jej wyrzuconej od tak. Każdy kawałek prawdy odkrywamy po kolei przez co nie jesteśmy zarzuceni zbyt dużą ilością informacji.
Co do miłości naszej kochanej parki Amani i Jina! Kocham to, że ich romans nie jest tu postawiony na pierwszym miejscu. Owszem są w sobie zakochani, ale przy tym obydwoje zachowują się w miarę racjonalnie. Usiłują ratować jeden drugiego przy czym nie narażają zbytnio innych. Amani nie należy do tych głupich, irytujących postaci, które będąc zakochane postępują irracjonalnie i tracą rozum, za co tak ją lubię.
Końcówka omal mnie nie zabiła. Serce biło mi jak po przebiegnięciu maratonu, a z oczu polały się łzy... A później nagle okazało się, że w sumie nie jest tak źle, jak myślałam, więc zaczęłam się śmiać. Osoby, które czytały wiedzą o co chodzi, a te które nie... Cóż. Nie będę wam psuć zabawy.
Jedyne co mogę zrobić to bardzo gorąco polecić tę książkę, bo podoba mi się tak bardzo, że nie jestem w stanie więcej o niej napisać.
Podsumowując: Love Ahmed 💗 i nie wiem jak długo wytrzymam do zakupu "Duchów Rebelii"
Join the rebellion!
Lociak <3
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Recenzja "Lalkarza z Krakowa" R. M. Romero
Czuję się dumna, że zagraniczny pisarz stworzył opowieść, której akcja dzieje się w Polsce 😊Dodatkowo w mieście leżącym niecałe dwie godzi...
-
Na prośbę mojego czytelnika, a także kolegi z wattpada, postanowiłam zrobić recenzję, jego opowiadania. Przyznam, że trochę bałam sie takieg...
-
Przeglądałam tak sobie filmy booktuberów i natknęłam się na tagi. Pomyślałam (tak, zdarzają się takie sytuację, w których myślę 😉 ) że w ...
-
Skoro minęły już prawie dwa tygodnie odkąd skończyłam czytać tą książkę, chyba ochłonęłam już na tyle, by napisać recenzję, choć i tak wiem,...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz