Bo kto powiedział, że nie można robić TAG'ów bez nominacji?
Znaleziony na kanale Anity z Book Reviews TAG książkowy, w którym odpowiadam na pytania z serii "Co wolę?" Ponieważ dawno nie było recenzji, a do skończenia "Cienia Rycerza" którego obecnie czytam jeszcze trochę mi zostało, postanowiłam pośmiać się trochę. Ostatnio naprawdę nieźle się bawiłam robiąc tutaj RICK RIORDAN TAG, więc w sumie, dlaczego nie kolejny?!
ZACZYNAJMY!😀
1. Czytać tylko trylogie, czy tylko powieści jednotomowe?
Wolę czytać obie te rzeczy! Albo serie! A tak poważnie... Myślę, że tylko trylogię, bo na mojej liście książek do przeczytania, jest zdecydowanie więcej tego typu pozycji niż jednotomówek, choć szybko się nudzę jeśli chodzi o historię złożone z kilku części. Mimo wszystko wybieram te pierwsze.
2. Czytać tylko autorki, czy tylko autorów?
Rany... Z racji iż zostało mi jeszcze kilka książek Wujka Ricka, to odpowiem, że tylko panów... Dodatkowo John Green, którego styl pisania i powieści tak bardzo skłaniają do przemyśleń i trafiają w sedno moich myśli... Nie byłabym w stanie zrezygnować z tej dwójki. Kobiety nieraz za bardzo rozpisują się nad pewnymi wątkami, które mnie nudzą. Nie znoszę książek o typowym romansie niegrzecznego chłopca z grzeczną dziewczyną, chyba że autorka wrzuciłaby do środka trochę czegoś innego. Odświeżyła jakoś ten schemat, który jest całkiem dobry jednak ilość powieści opierających się na tym samym jest przerażająca i dlatego mam do nich tak negatywne nastawienie.
3. Wolisz kupować książki tylko w empiku, czy tylko na stronach internetowych?
Ja generalnie lubię mieć książkę od razu w ręce i nienawidzę czekać na przesyłkę. Z drugiej jednak strony w internecie mamy różne mega promocje, takie jak na przykład u wydawnictwa Galeria Książki, gdzie kupiłam za piętnaście złotych całą trylogię kryminalną Riordana, więc mój portfel podpowiada mi, że jednak internet 😂😂
4. Wolisz, żeby wszystkie książki zostały zekranizowane, czy żeby przekształcono je w serial?
Ani to, ani to... Jeśli jednak muszę wybrać, obawiam się, że film wygrywa, gdyż jest krótszy i szybciej obejrzałabym więcej. Z drugiej strony w serialu można pozwolić sobie na szczegóły, o które nie da się zadbać przy 120 minutach do dyspozycji...
5. Wolisz czytać pięć stron dziennie, czy pięć książek tygodniowo?
Tak dużo książek... Tak mało czasu... Oczywiście, że wolę czytać pięć książek tygodniowo, co nie jest możliwe, bo czytam w ślimaczym tempie, ale o ile szybciej mogłabym wstawiać recenzje na bloga... Marzenia...
6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem, czy autorem?
Jak wiecie moja debiutancka powieść miała premierę już ponad rok temu i ja nie przestałam pisać, tylko to wydawnictwo trudniej znaleźć... Lubię czytać książki i o nich rozmawiać, ale nie wiem, czy jest to coś, co mogłabym robić jako zawód... Może kiedyś się o tym przekonam, bo w sumie dlaczego by nie robić i tego i tego? Uwielbiam Targi Książki i tego rodzaju imprezy, spotkania z autorami i tą całą atmosferę, więc na pewno nie zrezygnuję z tego łatwo.
7. Wolisz czytać 20 ulubionych książek w kółko, czy cały czas sięgać po nowe?
Czy druga opcja oznacza, że już nigdy nie mogłabym przeczytać Percy'ego? Nie wiem... Chciałabym na pewno jeszcze raz przeczytać kiedyś "Papierowe Miasta" ponieważ niesamowicie utożsamiam się z głównym bohaterem, ale nie mogę się zatrzymać na tych kilku, kiedy cały czas powstają coraz lepsze książki! Nawet nie ma takiej opcji!
8. Wolisz być bibliotekarką, czy sprzedawcą książek?
Z racji, iż mam alergię na kurz, który chcąc nie chcąc siedzi w książkach, pewnie sprzedawcą książek, ale takim, który może doradzić w zakupie i ogólnie pogadać trochę. Organizowałabym w sklepie jakieś spotkania z autorami i inne takie...
9. Wolisz czytać tylko książki fizyczne, czy ebooki?
Łatwe. Mój wzrok szybko się męczy kiedy patrzę w ekran, nawet taki dostosowany - jak w czytnikach. Z resztą to nie to samo, co dotknąć książkę, okładkę, poprzewracać strony... Nic też nie zastąpi zapachu nowej książki, także zdecydowanie to pierwsze.
To by było na tyle. Jestem dumna, że wytrwałam do końca, bo jest już dość późno, a ja gdy jestem zmęczona, potrafię pisać bzdury...
Do następnego!
niedziela, 9 grudnia 2018
poniedziałek, 12 listopada 2018
Recenzja "Bandy niematerialnych szaleńców" Marysi Krasowskiej!
Wybrałam idealny termin na rozpoczęcie tej lektury. Specjalnie na szybko kończyłam "Krainę Opowieści" żeby 1 listopada móc zabrać się za tą świetnie zapowiadającą się przygodówkę z duchami na pierwszym planie.
Niestety nie byłam w stanie osobiście spotkać autorki, ale koleżanka przywiozła mi egzemplarz z autografem ze Śląskich Targów Książki. Wyobraźcie sobie jaka zadowolona byłam, przyglądając się okładce i widząc w tle pałac kultury ❤️💖 Ogólnie uważam, że wydawnictwo SQN odwaliło kawał dobrej roboty. W jednym z pierwszych rozdziałów główny bohater porównywany jest do Harry'ego Stylesa, a postać na okładce, faktycznie nieco go przypomina. No, ale może nakreślę wam nieco zarys fabuły.
Rodzice Danny'ego są okropnie bogaci, ale ma to swoje konsekwencje. Ich praca wymaga podróżowania po świecie, przez co chłopak żyje na walizkach i musi użerać się z okropnymi guwernantkami. Po tym jak pozbył się swojej trzydziestej pierwszej nauczycielki, zostaje w ramach kary wysłany do wujostwa mieszkającego w Warszawie, gdzie ma zacząć chodzić do publicznego gimnazjum. Lądując w jednym domu z piątką kuzynek, chłopak ma przed sobą nie lada wyzwanie. Z początku kiepsko idzie mu w szkole, jednak gdy okazuje się, że widzi duchy, Czarnobrody - duch pirata, pomaga mu przetrwać w nowym otoczeniu. Sielanka nie trwa jednak długo, bo jego nowy przyjaciel zostaje uwięziony w lustrze, a Danny wraz z pomocą Anety (najfajniejszej ze swoich kuzynek) musi wydostać go stamtąd do pełni księżyca i dowiedzieć się, kto oraz dlaczego go tam zamknął...
Anita z Book Reveiws napisała, że Danny Moon to godny następna Percy'ego Jacksona. Chociaż uważam, że odrobinę przesadziła, bo Persiak jest jeden jedyny w swoim rodzaju 😍 to uważam, że coś w tym jest. Postać faktycznie ma ogromny potencjał i jeśli wyjdzie kontynuacja, na pewno przeczytam, by sprawdzić, czy został wykorzystany.
Autorka wyraźnie czytała książki wujka Ricka, bo ten Riordanowski humor wszedł jej w krew, co absolutnie nie jest niczym złym. Wręcz przeciwnie, byłam zaskoczona, że dwie osoby mogą pisać tak podobnie. Same nazwy rozdziałów bardzo przypominały mi książki mojego ulubionego autora, co było niewątpliwym plusem.
Akcja toczy się naprawdę szybko, a czyta się przyjemnie. Uwielbiam relację Danny'ego z Anetą, bo przypominają mi mnie i mojego kuzyna 😂 Z drugiej strony mają coś w sobie z Percy'ego i Annabeth. On jest wybuchowy, nierozważny, ale dzielny, a ona wszystkim się przejmuję, będąc dużo mądrzejsza od niego. Mimo wszystko tworzą zgrany duet idealny do rozgryzania trudnych zagadek. Bawiłam się świetnie na tej książce, do momentu, w którym zaczęła się walka między dobrymi a złymi. Ciągła się tak długo, równocześnie będąc tak chaotyczną, że w pewnym momencie zaczęła mnie męczyć. Może to dlatego, że nie bardzo przepadam za technologicznymi odniesieniami oraz robotami w książkach, których tutaj było tak na marginesie sporo.
Bardzo denerwowała mnie też Dobromira. Nie mam pojęcia dlaczego, ta laska mi tam po prostu nie leży. Danny zakochał się w niej od tak, bo była śliczna i w sumie miał gdzieś, że za życia była podstępną trucicielką... Niby wiedziałam, że po latach bycia duchem zmieniła się na lepsze, ale ja jej zwyczajnie nie trawię. Wkurzała mnie ilekroć pojawiała się na kartach powieści 😂 Poza tym naprawdę zazdrościłam Denny'emu, że je tyle czekolady, a wciąż nie tyje. Szybki metabolizm to chyba taka super moc, którą każdy chciałby posiadać.
Naprawdę podoba mi się w tej książce to, że postacie są ogromnie wyraziste i tak bardzo się od siebie różnią. Duchy są odrobinę przerysowane, ale to także posiada swój własny urok.
Informacje są dawkowane czytelnikowi powoli, do pewnego momentu, kiedy wszystko wychodzi na jaw i zostajemy zbombardowani wiadomościami, które dziwnie się przyswaja. Ta historia bardzo przypominała mi disneyowskie filmy. Dzieciaki vs. źli dorośli, co sprawia, że książka będzie idealna dla powiedzmy dwunastolatków, chociaż poważniejszy czytelnik także będzie się dobrze bawił czytając!
Lociak <3
Niestety nie byłam w stanie osobiście spotkać autorki, ale koleżanka przywiozła mi egzemplarz z autografem ze Śląskich Targów Książki. Wyobraźcie sobie jaka zadowolona byłam, przyglądając się okładce i widząc w tle pałac kultury ❤️💖 Ogólnie uważam, że wydawnictwo SQN odwaliło kawał dobrej roboty. W jednym z pierwszych rozdziałów główny bohater porównywany jest do Harry'ego Stylesa, a postać na okładce, faktycznie nieco go przypomina. No, ale może nakreślę wam nieco zarys fabuły.
Rodzice Danny'ego są okropnie bogaci, ale ma to swoje konsekwencje. Ich praca wymaga podróżowania po świecie, przez co chłopak żyje na walizkach i musi użerać się z okropnymi guwernantkami. Po tym jak pozbył się swojej trzydziestej pierwszej nauczycielki, zostaje w ramach kary wysłany do wujostwa mieszkającego w Warszawie, gdzie ma zacząć chodzić do publicznego gimnazjum. Lądując w jednym domu z piątką kuzynek, chłopak ma przed sobą nie lada wyzwanie. Z początku kiepsko idzie mu w szkole, jednak gdy okazuje się, że widzi duchy, Czarnobrody - duch pirata, pomaga mu przetrwać w nowym otoczeniu. Sielanka nie trwa jednak długo, bo jego nowy przyjaciel zostaje uwięziony w lustrze, a Danny wraz z pomocą Anety (najfajniejszej ze swoich kuzynek) musi wydostać go stamtąd do pełni księżyca i dowiedzieć się, kto oraz dlaczego go tam zamknął...
Anita z Book Reveiws napisała, że Danny Moon to godny następna Percy'ego Jacksona. Chociaż uważam, że odrobinę przesadziła, bo Persiak jest jeden jedyny w swoim rodzaju 😍 to uważam, że coś w tym jest. Postać faktycznie ma ogromny potencjał i jeśli wyjdzie kontynuacja, na pewno przeczytam, by sprawdzić, czy został wykorzystany.
Autorka wyraźnie czytała książki wujka Ricka, bo ten Riordanowski humor wszedł jej w krew, co absolutnie nie jest niczym złym. Wręcz przeciwnie, byłam zaskoczona, że dwie osoby mogą pisać tak podobnie. Same nazwy rozdziałów bardzo przypominały mi książki mojego ulubionego autora, co było niewątpliwym plusem.
Bardzo denerwowała mnie też Dobromira. Nie mam pojęcia dlaczego, ta laska mi tam po prostu nie leży. Danny zakochał się w niej od tak, bo była śliczna i w sumie miał gdzieś, że za życia była podstępną trucicielką... Niby wiedziałam, że po latach bycia duchem zmieniła się na lepsze, ale ja jej zwyczajnie nie trawię. Wkurzała mnie ilekroć pojawiała się na kartach powieści 😂 Poza tym naprawdę zazdrościłam Denny'emu, że je tyle czekolady, a wciąż nie tyje. Szybki metabolizm to chyba taka super moc, którą każdy chciałby posiadać.
Naprawdę podoba mi się w tej książce to, że postacie są ogromnie wyraziste i tak bardzo się od siebie różnią. Duchy są odrobinę przerysowane, ale to także posiada swój własny urok.
Informacje są dawkowane czytelnikowi powoli, do pewnego momentu, kiedy wszystko wychodzi na jaw i zostajemy zbombardowani wiadomościami, które dziwnie się przyswaja. Ta historia bardzo przypominała mi disneyowskie filmy. Dzieciaki vs. źli dorośli, co sprawia, że książka będzie idealna dla powiedzmy dwunastolatków, chociaż poważniejszy czytelnik także będzie się dobrze bawił czytając!
Lociak <3
sobota, 27 października 2018
Recenzja "Kraina Opowieści. Zaklęcie Życzeń" Chris Colfer
Niedawno, nowe wydawnictwo Młodzieżówka wypuściło na rynek pierwszą książkę, której autor jest znany fanom serialu Glee, jako Kurt Humme. Młody pisarz jest dodatkowo aktorem i piosenkarzem, więc kogo nie ciekawiłaby jego debiutancka powieść? "Zaklęcie Życzeń" jest pierwszą częścią cyklu przygodowych książek dla dzieci, które są w stanie rozkochać w sobie nawet dorosłego czytelnika. 😉
Alex i Conner to bliźniaki różniące się od siebie jak ogień i woda. Dziewczynka jest piątkową uczennicą, która nie ma wielu przyjaciół poza bohaterami książek, a jej brat to dusza towarzystwa, z kolei mająca problem z przysypianiem na lekcji. Dzieci martwią się o swoją matkę, która ledwo wiążę koniec z końcem przez śmierć ich ojca. Więc kiedy babcia przyjeżdża, żeby zając się nimi w ich urodziny, nawet nie przypuszczają jak się to skończy. Rodzeństwo dostaje od niej Krainę Opowieści - książkę, którą czytała im wraz z ojcem, gdy byli młodsi. Jednak po wyjeździe babci z powieścią zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Zostają wciągnięci przez jej karty w prost do innej krainy, gdzie żyją wszystkie baśniowe stworzenia. Tylko, że... Akcja dzieje się już jakby po "żyli długo i szczęśliwie": Czerwony Kapturek ma własne królestwo, Złotowłosa jest ściganą przestępczynią, a królowa Kopciuszek właśnie spodziewa się dziecka. Dodatkowo z więzienia uciekła Zła Królowa, która tak jak Alex i Conner chcę zdobyć Zaklęcie Życzeń...
No dobra, czułam się trochę za stara na tą książkę, co nie zmienia faktu, że była urocza. Główni bohaterowie są mało realistyczni, gdyż na świecie nie ma ta grzecznych dwunastolatków! Wiem, bo mój brat jest w tym wieku 😂 Jednak obydwoje mają swoje wady. Alex bywa przemądrzała, a Conner... Wręcz przeciwnie. Dzięki temu ich sprzeczki bywały zabawne, jednak kiedy przychodziło co do czego stali za sobą murem. Non stop wpadali w tarapaty, jednak zawsze wspólnymi siłami udawało im się z nich wydostać.
Autor ma bardzo prosty i przystępny styl, dzięki czemu nie męczysz się przy czytaniu. Wszystko dokładnie opisał oraz wyjaśnił, co się stało, jak i dlaczego, jednak dopatrzyłam się kilku rzeczy, które mnie jako nastolatkę irytowały. Może to ja ominęłam jakiś fragment, przez co czegoś nie zrozumiałam, ale miałam taką pustkę jeśli chodzi o fabułę: Bliźniaki do Zaklęcia Życzeń potrzebowały kilku składników, czyli między innymi koronę Króla Goblinów i Króla Troli, która była jedna, a w momencie, gdy dzieci ścigały się z Królową o ostatni przedmiot, stwierdziły, że jeśli ona zdobędzie go pierwsza, będzie po sprawie i wygra, mimo, że to oni mieli całą resztę składników. Może przyczepiłam się szczegółów, ale staram się ostatnio nie pisać tylko i wyłącznie kolorowych recenzji, a jednak oprócz tego fragmentu... Nie mam zastrzeżeń 😂😃
Powieść czyta się szybko i przyjemnie, mimo że trochę długawo się rozkręca. Miło było przypomnieć sobie niektóre baśnie i pofantazjować, co też mogło stać się z ich bohaterami po zakończeniu historii. Ogromnie podobał mi się wątek o Jasiu i Złotowłosej, którą bajki przedstawiają nam jako małą, rozkapryszoną dziewczynkę. Dorosła, a życie zmusiło ją do stania się prawdziwą wojowniczką, którą pokochał Jaś! Tak, ten od magicznej fasolki i olbrzyma.
I choć na końcu stało się dokładnie tak jak przewidywałam, cieszyłam się, że wyszło tak a nie inaczej. Powiązanie rodziny bliźniąt z Krainą Opowieści wyszło naprawdę dobrze i nie było ani trochę wymuszone, jak często dzieje się w powieściach.
Myślę, że gdybym miała dziesięć lat, byłabym zachwycona tą opowieścią, ale w końcu do takich czytelników książka jest skierowana. Uczy bardzo dużo o przyjaźni i byciu dobrym człowiekiem. Opowieść dotyczy głównie tego, że ludzie nie rodzą się źli, tylko tacy się stają, co jest mądrym przekazem. Często nie wiemy, co kieruje danym człowiekiem, kiedy robi coś złego i pochopnie go osądzamy (choć nie w każdym przypadku).
Za możliwość recenzji dziękuję wydawnictwu Młodzieżówka.
Alex i Conner to bliźniaki różniące się od siebie jak ogień i woda. Dziewczynka jest piątkową uczennicą, która nie ma wielu przyjaciół poza bohaterami książek, a jej brat to dusza towarzystwa, z kolei mająca problem z przysypianiem na lekcji. Dzieci martwią się o swoją matkę, która ledwo wiążę koniec z końcem przez śmierć ich ojca. Więc kiedy babcia przyjeżdża, żeby zając się nimi w ich urodziny, nawet nie przypuszczają jak się to skończy. Rodzeństwo dostaje od niej Krainę Opowieści - książkę, którą czytała im wraz z ojcem, gdy byli młodsi. Jednak po wyjeździe babci z powieścią zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Zostają wciągnięci przez jej karty w prost do innej krainy, gdzie żyją wszystkie baśniowe stworzenia. Tylko, że... Akcja dzieje się już jakby po "żyli długo i szczęśliwie": Czerwony Kapturek ma własne królestwo, Złotowłosa jest ściganą przestępczynią, a królowa Kopciuszek właśnie spodziewa się dziecka. Dodatkowo z więzienia uciekła Zła Królowa, która tak jak Alex i Conner chcę zdobyć Zaklęcie Życzeń...
No dobra, czułam się trochę za stara na tą książkę, co nie zmienia faktu, że była urocza. Główni bohaterowie są mało realistyczni, gdyż na świecie nie ma ta grzecznych dwunastolatków! Wiem, bo mój brat jest w tym wieku 😂 Jednak obydwoje mają swoje wady. Alex bywa przemądrzała, a Conner... Wręcz przeciwnie. Dzięki temu ich sprzeczki bywały zabawne, jednak kiedy przychodziło co do czego stali za sobą murem. Non stop wpadali w tarapaty, jednak zawsze wspólnymi siłami udawało im się z nich wydostać.
Autor ma bardzo prosty i przystępny styl, dzięki czemu nie męczysz się przy czytaniu. Wszystko dokładnie opisał oraz wyjaśnił, co się stało, jak i dlaczego, jednak dopatrzyłam się kilku rzeczy, które mnie jako nastolatkę irytowały. Może to ja ominęłam jakiś fragment, przez co czegoś nie zrozumiałam, ale miałam taką pustkę jeśli chodzi o fabułę: Bliźniaki do Zaklęcia Życzeń potrzebowały kilku składników, czyli między innymi koronę Króla Goblinów i Króla Troli, która była jedna, a w momencie, gdy dzieci ścigały się z Królową o ostatni przedmiot, stwierdziły, że jeśli ona zdobędzie go pierwsza, będzie po sprawie i wygra, mimo, że to oni mieli całą resztę składników. Może przyczepiłam się szczegółów, ale staram się ostatnio nie pisać tylko i wyłącznie kolorowych recenzji, a jednak oprócz tego fragmentu... Nie mam zastrzeżeń 😂😃
Powieść czyta się szybko i przyjemnie, mimo że trochę długawo się rozkręca. Miło było przypomnieć sobie niektóre baśnie i pofantazjować, co też mogło stać się z ich bohaterami po zakończeniu historii. Ogromnie podobał mi się wątek o Jasiu i Złotowłosej, którą bajki przedstawiają nam jako małą, rozkapryszoną dziewczynkę. Dorosła, a życie zmusiło ją do stania się prawdziwą wojowniczką, którą pokochał Jaś! Tak, ten od magicznej fasolki i olbrzyma.
I choć na końcu stało się dokładnie tak jak przewidywałam, cieszyłam się, że wyszło tak a nie inaczej. Powiązanie rodziny bliźniąt z Krainą Opowieści wyszło naprawdę dobrze i nie było ani trochę wymuszone, jak często dzieje się w powieściach.
Myślę, że gdybym miała dziesięć lat, byłabym zachwycona tą opowieścią, ale w końcu do takich czytelników książka jest skierowana. Uczy bardzo dużo o przyjaźni i byciu dobrym człowiekiem. Opowieść dotyczy głównie tego, że ludzie nie rodzą się źli, tylko tacy się stają, co jest mądrym przekazem. Często nie wiemy, co kieruje danym człowiekiem, kiedy robi coś złego i pochopnie go osądzamy (choć nie w każdym przypadku).
Za możliwość recenzji dziękuję wydawnictwu Młodzieżówka.
wtorek, 23 października 2018
Recenzja "Zdrajcy Tronu" Alwyn Hamilton
Skoro minęły już prawie dwa tygodnie odkąd skończyłam czytać tą książkę, chyba ochłonęłam już na tyle, by napisać recenzję, choć i tak wiem, że nie odda ona tego, jak bardzo podobała mi się ta książka.
Mowa tutaj o drugiej części "Buntowniczki z pustyni" która mnie nie zachwyciła... Znaczy, podobała mi się, ale miałam mieszane odczucia. Mimo wszystko będąc na targach w Warszawie za punkt honoru wzięłam sobie, żeby zdobyć autograf autorki. Podczas gdy moja babcia, grzecznie pilnowała mi miejsca w kolejce, poszłam kupić "Zdrajcę Tronu" którego i tak miałam zamiar przeczytać. Wróciłam później do kolejki, cierpliwie czekając na swoją kolej. Po mniej więcej godzinie, przyszedł Pan który powiedział, że Pani Hamilton niestety nie zdąży podpisać książek wszystkim. Było mi przykro, mimo to cierpliwie czekałam. Gdzieś w tłumie dojrzałam Kamajle i stwierdziłam, że podejdę się przywitać i coś tam jej powiedzieć. Mimo, że rozmowa nie trwała długo, przekazała mi, że nie będę mieć podpisu jeśli się nie wepcham. Nie chciałam się "ryć" bo wiem, że pozostali także chcą zdobyć podpis, ale byłam tak zirytowana staniem, że podeszłam na przód i spytałam stojących tam dziewczyn, czy mogę się dyskretnie wepchnąć obok nich. Nie zgodziły się, więc spytałam następne 😂 Tamte powiedziały, że mogę się dołączyć. Jako, że nikt się nie sprzeciwiał, udało mi się zdobyć upragniony autograf i zdjęcie! Żałuję jedynie, że mam podpisaną pierwszą część, skoro to w drugiej się zakochałam...
Po tym jak Amani dołączyła do rebelii i omal nie umarła od kuli, udaje jej się wykonać kolejną niebezpieczną misję, podczas której poznaje swoją ciotkę. W trakcie ataku armii na Obóz Księcia Buntownika, zostaje przez nią sprzedana sułtanowi, jak potężna broń. Dziewczyna, pozbawiona mocy i uwięziona w pałacu, nie ma pojęcia jak się wydostać. Wpada jednak na pomysł, że to ona może zostać szpiegiem w szeregach wroga, którego tak bardzo potrzebowała rebelia.
Dawno nie dałam się aż tak wciągnąć w książkę 😍💗
Muszę przyznać, że siedziałam i czytałam kiedy tylko się dało. W każdym rozdziale jesteśmy zarzucani masą dobrej akcji, a bohaterowie kradną nam serca z każdą stroną.
No więc... Wiecie, że jestem kochliwa, nie?
Zakładam, że każda czytająca tę książkę dziewczyna będzie wzdychać do Jina - chłopaka Amani, Obcego Księcia. Bo przecież jest taki opiekuńczy i tajemniczy. W końcu to on wprowadził bohaterkę w świat rebelii, ale... No, sorry! Mi się podoba Ahmed, choć kiedy czytam to imię mam przed oczami Turka z Kebabem 😂 Ale wiecie... Jest Księciem Buntownikiem... Dowódcą Rebelii! Przyszłym Sułtanem!!! I po cichu liczę na to, że będzie z Shazad 😊😉 Ale niech nikt nie mówi Percy'emu ok?
Wracając do książki, bo za bardzo się rozwodzę 😂 Coraz bardziej wdrążam się w klimaty Miraji. Amani została ukryta pod przykrywką w haremie, gdzie zabiegał o nią syn Sułtana, Kadir. Po piętach deptały jej też ciągle żony Kadira, co było totalnym absurdem. Bohaterka musiała mierzyć się ze wszystkimi na raz, a w pałacu czekały na nią także nieprzyjemności związane z jej przeszłością.
W tej części poznaliśmy bardzo dużo nowych postaci, które naprawdę polubiłam, oraz stare, które mogłoby się wydawać już nigdy nie miały pojawić się w tej historii.
Jedyny problem jaki miałam podczas czytania, to zapamiętywanie tych dziwnych imion Dżinów. Było ich kilku i odgrywali jednak dosyć znaczącą rolę, jednak nie męczyłam się przy tym. Cała ich historia, jest naprawdę interesująca ale nie mamy jej wyrzuconej od tak. Każdy kawałek prawdy odkrywamy po kolei przez co nie jesteśmy zarzuceni zbyt dużą ilością informacji.
Co do miłości naszej kochanej parki Amani i Jina! Kocham to, że ich romans nie jest tu postawiony na pierwszym miejscu. Owszem są w sobie zakochani, ale przy tym obydwoje zachowują się w miarę racjonalnie. Usiłują ratować jeden drugiego przy czym nie narażają zbytnio innych. Amani nie należy do tych głupich, irytujących postaci, które będąc zakochane postępują irracjonalnie i tracą rozum, za co tak ją lubię.
Końcówka omal mnie nie zabiła. Serce biło mi jak po przebiegnięciu maratonu, a z oczu polały się łzy... A później nagle okazało się, że w sumie nie jest tak źle, jak myślałam, więc zaczęłam się śmiać. Osoby, które czytały wiedzą o co chodzi, a te które nie... Cóż. Nie będę wam psuć zabawy.
Jedyne co mogę zrobić to bardzo gorąco polecić tę książkę, bo podoba mi się tak bardzo, że nie jestem w stanie więcej o niej napisać.
Podsumowując: Love Ahmed 💗 i nie wiem jak długo wytrzymam do zakupu "Duchów Rebelii"
Join the rebellion!
Lociak <3
Mowa tutaj o drugiej części "Buntowniczki z pustyni" która mnie nie zachwyciła... Znaczy, podobała mi się, ale miałam mieszane odczucia. Mimo wszystko będąc na targach w Warszawie za punkt honoru wzięłam sobie, żeby zdobyć autograf autorki. Podczas gdy moja babcia, grzecznie pilnowała mi miejsca w kolejce, poszłam kupić "Zdrajcę Tronu" którego i tak miałam zamiar przeczytać. Wróciłam później do kolejki, cierpliwie czekając na swoją kolej. Po mniej więcej godzinie, przyszedł Pan który powiedział, że Pani Hamilton niestety nie zdąży podpisać książek wszystkim. Było mi przykro, mimo to cierpliwie czekałam. Gdzieś w tłumie dojrzałam Kamajle i stwierdziłam, że podejdę się przywitać i coś tam jej powiedzieć. Mimo, że rozmowa nie trwała długo, przekazała mi, że nie będę mieć podpisu jeśli się nie wepcham. Nie chciałam się "ryć" bo wiem, że pozostali także chcą zdobyć podpis, ale byłam tak zirytowana staniem, że podeszłam na przód i spytałam stojących tam dziewczyn, czy mogę się dyskretnie wepchnąć obok nich. Nie zgodziły się, więc spytałam następne 😂 Tamte powiedziały, że mogę się dołączyć. Jako, że nikt się nie sprzeciwiał, udało mi się zdobyć upragniony autograf i zdjęcie! Żałuję jedynie, że mam podpisaną pierwszą część, skoro to w drugiej się zakochałam...
Po tym jak Amani dołączyła do rebelii i omal nie umarła od kuli, udaje jej się wykonać kolejną niebezpieczną misję, podczas której poznaje swoją ciotkę. W trakcie ataku armii na Obóz Księcia Buntownika, zostaje przez nią sprzedana sułtanowi, jak potężna broń. Dziewczyna, pozbawiona mocy i uwięziona w pałacu, nie ma pojęcia jak się wydostać. Wpada jednak na pomysł, że to ona może zostać szpiegiem w szeregach wroga, którego tak bardzo potrzebowała rebelia.
Dawno nie dałam się aż tak wciągnąć w książkę 😍💗
Muszę przyznać, że siedziałam i czytałam kiedy tylko się dało. W każdym rozdziale jesteśmy zarzucani masą dobrej akcji, a bohaterowie kradną nam serca z każdą stroną.
No więc... Wiecie, że jestem kochliwa, nie?
Zakładam, że każda czytająca tę książkę dziewczyna będzie wzdychać do Jina - chłopaka Amani, Obcego Księcia. Bo przecież jest taki opiekuńczy i tajemniczy. W końcu to on wprowadził bohaterkę w świat rebelii, ale... No, sorry! Mi się podoba Ahmed, choć kiedy czytam to imię mam przed oczami Turka z Kebabem 😂 Ale wiecie... Jest Księciem Buntownikiem... Dowódcą Rebelii! Przyszłym Sułtanem!!! I po cichu liczę na to, że będzie z Shazad 😊😉 Ale niech nikt nie mówi Percy'emu ok?
Wracając do książki, bo za bardzo się rozwodzę 😂 Coraz bardziej wdrążam się w klimaty Miraji. Amani została ukryta pod przykrywką w haremie, gdzie zabiegał o nią syn Sułtana, Kadir. Po piętach deptały jej też ciągle żony Kadira, co było totalnym absurdem. Bohaterka musiała mierzyć się ze wszystkimi na raz, a w pałacu czekały na nią także nieprzyjemności związane z jej przeszłością.
W tej części poznaliśmy bardzo dużo nowych postaci, które naprawdę polubiłam, oraz stare, które mogłoby się wydawać już nigdy nie miały pojawić się w tej historii.
Jedyny problem jaki miałam podczas czytania, to zapamiętywanie tych dziwnych imion Dżinów. Było ich kilku i odgrywali jednak dosyć znaczącą rolę, jednak nie męczyłam się przy tym. Cała ich historia, jest naprawdę interesująca ale nie mamy jej wyrzuconej od tak. Każdy kawałek prawdy odkrywamy po kolei przez co nie jesteśmy zarzuceni zbyt dużą ilością informacji.
Co do miłości naszej kochanej parki Amani i Jina! Kocham to, że ich romans nie jest tu postawiony na pierwszym miejscu. Owszem są w sobie zakochani, ale przy tym obydwoje zachowują się w miarę racjonalnie. Usiłują ratować jeden drugiego przy czym nie narażają zbytnio innych. Amani nie należy do tych głupich, irytujących postaci, które będąc zakochane postępują irracjonalnie i tracą rozum, za co tak ją lubię.
Końcówka omal mnie nie zabiła. Serce biło mi jak po przebiegnięciu maratonu, a z oczu polały się łzy... A później nagle okazało się, że w sumie nie jest tak źle, jak myślałam, więc zaczęłam się śmiać. Osoby, które czytały wiedzą o co chodzi, a te które nie... Cóż. Nie będę wam psuć zabawy.
Jedyne co mogę zrobić to bardzo gorąco polecić tę książkę, bo podoba mi się tak bardzo, że nie jestem w stanie więcej o niej napisać.
Podsumowując: Love Ahmed 💗 i nie wiem jak długo wytrzymam do zakupu "Duchów Rebelii"
Join the rebellion!
Lociak <3
Recenzja "Ostrze Zdrajcy" De Castell
Nie czytałam Trzech Muszkieterów 😢. Z bólem się do tego przyznaję, ale nie da się zaprzeczyć, że powieść, którą mam zamiar omówić odrobinę ją przypomina. Mamy trzech szlachetnych mężczyzn, złą księżną oraz masę intryg, tak przebiegłych, że nie można być pewnym niczego.
Nie wiem jak to jest, że każda moja recenzja jest pozytywna... Jakoś trafiam na same dobre książki, które mi się podobają. Tak samo było i w tym przypadku.
Wielkie płaszcze zostały rozwiązane, gdy Król został zabity. Falcio val Mond oraz jego towarzysze łapią się praktycznie każdej pracy jaka wpadnie im w ręce, ale podczas ostatniego zadania, kiedy to mieli ochraniać swojego chlebodawcę, skończyło się na znalezieniu jego martwego ciała. Jego zabójczyni użyła magii, żeby Falcio, Kest i Brasti nie mógl go uratować. Bohaterowie uciekają z Karawaną, która pakuje ich w jeszcze większe kłopoty...
Zacznę od tego, że nie da się nie polubić trójki głównych bohaterów 😂 Jednak najgenialniejsi są, razem. Ich rozmowy ociekają sarkazmem i drażnią się ze sobą na wzajem, co czyta się w sposób tak naturalny i przyjemny jak komedię. No bo przeczytajcie tylko:
" – Kapitanie – powiedział Brasti, klaszcząc w dłonie. – Plac karawan, a myślałem, że to ja miałem być tym głupim.
– Nie martw się – powiedział z rezygnacją Kest. – Wciąż nim jesteś.
– Myślałem, że nie opowiadasz dowcipów.
– Nie opowiadam.\
Poczucie humoru Pana De Castella nie zawsze tak przypada mi do gustu, jednak ten tekst musiałam zaznaczyć podczas czytania!
Podobała mi się historia głównego bohatera. Przeszłość Felicia jest dość smutna i to ona w głównej mierze decyduje o tym, jak postępuje teraz. Dzięki temu możemy bardziej go zrozumieć. Żałuję jedynie, że nie mogliśmy w ten sam sposób poznać reszty chłopaków. Niby mamy opis, skąd się znają z Kestem, ale jest bardzo mało informacji o Brastim, który jednak jest dosyć interesującą postacią. Mam nadzieję, że w następnym tomie, będę mogła przeczytać o nim trochę więcej. Nie ukrywam, że ciekawe byłyby rozdziały także z jego perspektywy.
Bardzo miażdżące jest zakończenie. Autor zasypuje nas tyloma zwrotami akcji, że ciężko nadążyć. Ledwo twój mózg zarejestrował jedno zdarzenie, a on już bombarduje nas następnym. Książkę czyta się szybko, miło i przyjemnie, ale według mnie jest zbyt dużo scen walk, których nie rozumiem. Są opisane tak szczegółowo, a kiedy nie zna się nazw niektórych broni... Na przykład nim zorientowałam się jak w ogóle wygląd rapier, minęło trochę czasu 😂 Myślę, że historia mogłaby się bardziej spodobać chłopakom, jednak nie mówię, że dziewczyny nie będą w stanie jej ogarnąć. Co prawda główny wątek romantyczny nie kończy się najlepiej, niemniej czekam na to co wydarzy się w "Cieniu Rycerza"
Lociak
wtorek, 16 października 2018
Recenzja "Niedoskonali" Danielle L. Jensen
Ogólnie to nie miałam w planach czytać tej książki. Pomyślałam, że zakończę przygodę z Trylogią Klątwy na "Walecznej Czarownicy" i prawdopodobnie, będę wracać tylko do ulubionych fragmentów, jeśli w ogóle.
Ale Galeria Książki zrobiła promocje.
Chyba możecie się domyślić jak to się skończyło...
"Niedoskonali" czyli prequel opowiadający o losach Pénélope, siostry Anaïs i Marca, przyjaciela Tristana. Dowiadujemy się o ich zakazanym uczuciu i jakie miało ono skutki w następnych częściach. Dziewczyna jest dotknięta chorobą, a przez to nieużyteczna dla swojego ojca, a przy tym krzyżuje jego plany posadzenia Anaïs na tronie, przy boku Tristana. Zakochany w niej od zawsze Marc pomaga następcy tronu w spiskowaniu przeciw królowi, a żeby zachować życie, Pénélope musi dostarczyć ojcu informacje, dzięki którym zdobędzie władzę.
Tak nasi bohaterowie zaczynają grać w grę, która jednocześnie zbliża ich do siebie i oddala... Jednak ich związek może zagrażać bardziej im samym niż Trollus.
Czy tylko mnie najbardziej ucieszyło w tej książce to, że mogłam jeszcze trochę poczytać o Tristanie? 😂 Kocham jego poczucie humoru i już przy pierwszych zdaniach w książce, niesamowicie jarałam się tym, że znowu występuje w powieści. Poważnie! Mogłabym przeczytać książkę, w której występuje tylko on! Z perspektywy czasu, wydaje mi się, że wolę jego niż Jace'a Herondala, chociaż skradł moje serce już dawno temu.
Wiedziałam jak skończy się ta książka, a i tak było mi przykro 😖 Mimo, że nie przywiązałam się do
Pénélope tak jak do Cécile, i tak było mi jej żal. Cierpienie Marca na ostatnich stronach było tak potworne, że przypominając sobie jak kończy się jego historia... Uważam po prostu, że po tym co przeżył, zasługiwał na szczęście, ale nie! Bo pani Jensen musi być mistrzynią roztrzaskujących serce zakończeń 😠
Nie mogę powiedzieć, że ta powieść należy do grupy moich najukochańszych książek, jak "Porwana Pieśniarka", czy Percy...Ale fajnie było ponownie spotkać się z niektórymi bohaterami (szczególnie z Tristanem 😍😉). Przy tym udało mi się poprzypominać niektóre wydarzenia z późniejszych części, a nawet wzięłam je z półki i poczytałam zaznaczone przeze mnie cytaty. Jeszcze bardziej znienawidziłam czarne charaktery...
Myślę, że warto przeczytać tę książkę, ale tylko jeżeli nie ma się przed sobą innych ważnych lektur, bo ona nic nowego niestety nie wnosi. Jest po prostu uzupełnieniem, które lepiej tłumaczy niektóre zachowania postaci i miłym odświeżeniem świata, w którym żyją trole i czarownice. Nie żałuję, że postanowiłam jednak kupić tę książkę, bo naprawdę fajnie spędziłam przy niej czas. Lekkość pisania pani Danielle, sprawia że czyta się szybko i wręcz płynie przez karty powieści.
Mam nadzieję, że jeśli także po nią sięgniecie, będziecie mieć równie miłe wspomnienia, co ja!
Lociak
Ale Galeria Książki zrobiła promocje.
Chyba możecie się domyślić jak to się skończyło...
"Niedoskonali" czyli prequel opowiadający o losach Pénélope, siostry Anaïs i Marca, przyjaciela Tristana. Dowiadujemy się o ich zakazanym uczuciu i jakie miało ono skutki w następnych częściach. Dziewczyna jest dotknięta chorobą, a przez to nieużyteczna dla swojego ojca, a przy tym krzyżuje jego plany posadzenia Anaïs na tronie, przy boku Tristana. Zakochany w niej od zawsze Marc pomaga następcy tronu w spiskowaniu przeciw królowi, a żeby zachować życie, Pénélope musi dostarczyć ojcu informacje, dzięki którym zdobędzie władzę.
Tak nasi bohaterowie zaczynają grać w grę, która jednocześnie zbliża ich do siebie i oddala... Jednak ich związek może zagrażać bardziej im samym niż Trollus.
Czy tylko mnie najbardziej ucieszyło w tej książce to, że mogłam jeszcze trochę poczytać o Tristanie? 😂 Kocham jego poczucie humoru i już przy pierwszych zdaniach w książce, niesamowicie jarałam się tym, że znowu występuje w powieści. Poważnie! Mogłabym przeczytać książkę, w której występuje tylko on! Z perspektywy czasu, wydaje mi się, że wolę jego niż Jace'a Herondala, chociaż skradł moje serce już dawno temu.
Wiedziałam jak skończy się ta książka, a i tak było mi przykro 😖 Mimo, że nie przywiązałam się do
Pénélope tak jak do Cécile, i tak było mi jej żal. Cierpienie Marca na ostatnich stronach było tak potworne, że przypominając sobie jak kończy się jego historia... Uważam po prostu, że po tym co przeżył, zasługiwał na szczęście, ale nie! Bo pani Jensen musi być mistrzynią roztrzaskujących serce zakończeń 😠
Nie mogę powiedzieć, że ta powieść należy do grupy moich najukochańszych książek, jak "Porwana Pieśniarka", czy Percy...Ale fajnie było ponownie spotkać się z niektórymi bohaterami (szczególnie z Tristanem 😍😉). Przy tym udało mi się poprzypominać niektóre wydarzenia z późniejszych części, a nawet wzięłam je z półki i poczytałam zaznaczone przeze mnie cytaty. Jeszcze bardziej znienawidziłam czarne charaktery...
Myślę, że warto przeczytać tę książkę, ale tylko jeżeli nie ma się przed sobą innych ważnych lektur, bo ona nic nowego niestety nie wnosi. Jest po prostu uzupełnieniem, które lepiej tłumaczy niektóre zachowania postaci i miłym odświeżeniem świata, w którym żyją trole i czarownice. Nie żałuję, że postanowiłam jednak kupić tę książkę, bo naprawdę fajnie spędziłam przy niej czas. Lekkość pisania pani Danielle, sprawia że czyta się szybko i wręcz płynie przez karty powieści.
Mam nadzieję, że jeśli także po nią sięgniecie, będziecie mieć równie miłe wspomnienia, co ja!
Lociak
sobota, 22 września 2018
Recenzja "Kirke" Madeline Miller
Czy widzieliście kiedyś tak piękną... tak świecącą... tak cudowną okładkę, że zechcieliście kupić książkę, chociażby tylko po to, by postawić ją na półce? Mi tak, aczkolwiek na moje usprawiedliwienie:
Przeczytałam Kirke.
Wnioski:
- Grecka mitologia jest pogrzana
- ze starożytności mogę dostać 6+
- serio nie wiedziałam, że Odyseusz i ona.... No, wiecie. Albo nie wiecie? Z resztą, jak przeczytacie to się dowiecie 😂
No dobra, ale co to w ogóle za Kirke i o czym ty do mnie mówisz?
Kirke jest córką tytana Heliosa i nimfy, dzięki czemu jest nieśmiertelna. Od najmłodszych lat czuje jednak, że nie pasuje do świata Bogów. Po tym jak z zazdrości zmieniła Scyllę w potwora, została uwięziona na wyspie Ajaja (wiem jak to brzmi) by odbyć tam wieczną karę w samotności.
Pomyślicie sobie: skoro odbywała karę w samotności, to o czym jest ta książka? Ale na wyspę przypływali czasem śmiertelnicy. W tej historii możemy spotkać Odyseusza, Dedala oraz wielu innych bohaterów z greckiej mitologi. I owszem! Grecka mitologia jest chora, ale i tak ją uwielbiam. Nie potrafię tego wyjaśnić, nie sprawia mi problemu zapamiętanie imion pojedynczych bóstw, w porównaniu z kuciem na historię innych rzeczy. Być może jest to zasługa właśnie książek.
Czytając powieść Madeline Miller, współczułam głównej bohaterce, ale także się na nią wściekałam. Bywały chwile, w których zachowywała się jak naiwna idiotka, a zaraz potem była okrutna. Między innymi dlatego nie da się określić, czy Kirke jest tak naprawdę dobra, czy zła.
Denerwowały mnie niemiłosiernie opisy przyrody. Naprawdę mało mnie obchodziło jak wyglądały jakieś tam krzaczki 😂 Występuje mało dialogów, więc przyznaje się... Niektóre opisy pomijałam. Natomiast bardzo podobała mi się relacja między Kirke, a jej synem Telegonosem. Na początku wydawało mi się, że będzie jej nienawidził, ale potem to wszystko było takie urocze.
W książce bohaterka ma dużo romansów i choć nie są ode dokładnie opisane, mogą budzić niesmak. Grecka mitologia pełna jest kazirodztwa oraz innych takich, ale ja zabierając się za lekturę dokładnie o tym wiedziałam. Jednak jeśli ktoś nie lubi...
Problem Kirke polegał na tym, że była nieśmiertelna, więc zawsze mogła stracić kogoś ze śmiertelnych przyjaciół, czy partnerów. Bohaterka miała tego dość, dlatego książka skończyła się tak, a nie inaczej.
Warto przeczytać tą książkę, chociażby po to by podszkolić się w mitologii. Ujawnia ona wiele szczegółów, których nie byłam do tej pory świadoma. Jednak powieści Riordana nie mają sobie równych 💗
Nie czytało mi się tej lektury źle, ale język autorki nie był tak prosty i zrozumiały jak w innych powieściach. Minęło sporo czasu zanim się przyzwyczaiłam, tak samo jak w przypadku "Strażniczki Książek" jednak nie powiem, że mi się nie podobała, bo było wręcz odwrotnie. Ciekawiło mnie całe zakończenie historii, dlatego wkurza mnie, iż nie wiem, co dalej...
Lociak
Przeczytałam Kirke.
Wnioski:
- Grecka mitologia jest pogrzana
- ze starożytności mogę dostać 6+
- serio nie wiedziałam, że Odyseusz i ona.... No, wiecie. Albo nie wiecie? Z resztą, jak przeczytacie to się dowiecie 😂
No dobra, ale co to w ogóle za Kirke i o czym ty do mnie mówisz?
Kirke jest córką tytana Heliosa i nimfy, dzięki czemu jest nieśmiertelna. Od najmłodszych lat czuje jednak, że nie pasuje do świata Bogów. Po tym jak z zazdrości zmieniła Scyllę w potwora, została uwięziona na wyspie Ajaja (wiem jak to brzmi) by odbyć tam wieczną karę w samotności.
Pomyślicie sobie: skoro odbywała karę w samotności, to o czym jest ta książka? Ale na wyspę przypływali czasem śmiertelnicy. W tej historii możemy spotkać Odyseusza, Dedala oraz wielu innych bohaterów z greckiej mitologi. I owszem! Grecka mitologia jest chora, ale i tak ją uwielbiam. Nie potrafię tego wyjaśnić, nie sprawia mi problemu zapamiętanie imion pojedynczych bóstw, w porównaniu z kuciem na historię innych rzeczy. Być może jest to zasługa właśnie książek.
Czytając powieść Madeline Miller, współczułam głównej bohaterce, ale także się na nią wściekałam. Bywały chwile, w których zachowywała się jak naiwna idiotka, a zaraz potem była okrutna. Między innymi dlatego nie da się określić, czy Kirke jest tak naprawdę dobra, czy zła.
Denerwowały mnie niemiłosiernie opisy przyrody. Naprawdę mało mnie obchodziło jak wyglądały jakieś tam krzaczki 😂 Występuje mało dialogów, więc przyznaje się... Niektóre opisy pomijałam. Natomiast bardzo podobała mi się relacja między Kirke, a jej synem Telegonosem. Na początku wydawało mi się, że będzie jej nienawidził, ale potem to wszystko było takie urocze.
W książce bohaterka ma dużo romansów i choć nie są ode dokładnie opisane, mogą budzić niesmak. Grecka mitologia pełna jest kazirodztwa oraz innych takich, ale ja zabierając się za lekturę dokładnie o tym wiedziałam. Jednak jeśli ktoś nie lubi...
Problem Kirke polegał na tym, że była nieśmiertelna, więc zawsze mogła stracić kogoś ze śmiertelnych przyjaciół, czy partnerów. Bohaterka miała tego dość, dlatego książka skończyła się tak, a nie inaczej.
Warto przeczytać tą książkę, chociażby po to by podszkolić się w mitologii. Ujawnia ona wiele szczegółów, których nie byłam do tej pory świadoma. Jednak powieści Riordana nie mają sobie równych 💗
Nie czytało mi się tej lektury źle, ale język autorki nie był tak prosty i zrozumiały jak w innych powieściach. Minęło sporo czasu zanim się przyzwyczaiłam, tak samo jak w przypadku "Strażniczki Książek" jednak nie powiem, że mi się nie podobała, bo było wręcz odwrotnie. Ciekawiło mnie całe zakończenie historii, dlatego wkurza mnie, iż nie wiem, co dalej...
Lociak
środa, 1 sierpnia 2018
Recenzja "Chmury z keczupu" Annabel Pitcher od wydawnictwa Papierowy Księżyc
"Zrobiłam coś strasznego.
A wiecie co jest najgorsze?
Ujdzie mi to na sucho"
Takie słowa wypisane są na okładce książki Annabel Pitcher. Niebanalna fabuła, lekki, zrozumiały styl i wielka tajemnica, która trzyma w napięci przez całe 347 stron.
Zoe dręczy mroczny sekret, którym nie jest się w stanie z nikim podzielić, aż do pewnego dnia, gdy dzięki zakonnicy na lekcji religii, odnajduje stonkę ze zbrodniarzami skazanymi na karę śmierci. Dziewczyna wybiera sobie Stuarta Harrisa, który zabił własną żonę. Wie, że łączy ich ta sama zbrodnia. Morderstwo. Zaczyna więc pisać do niego listy, w których po kawałku odsłania się i ujawnia co doprowadziło do tragedii, jaką przeszła rodzina chłopaka, będącego teraz pod ziemią.
Muszę przyznać, że nie często natykamy się na powieści w formie listów, dlatego bałam się, że mi się nie spodoba. Okazało się być zupełnie na odwrót 😀 Ciężko było oderwać się od książki. Baaardzo ciężko. Ilekroć już wydawało mi się, że dowiem się czegoś więcej na temat rodziny Zoe, która swoją drogą nie jest idealna, okazywało się, iż to jeszcze nie ten moment. Ciekawe było, że najmłodsza siostra bohaterki była głucha, więc musiała porozumiewać się z nią językiem migowym. Matka ciągle opiekowała się Dot i uczyła czytać z ruchu warg, przez co Sophie - druga z sióstr, była zazdrosna. Czasem zastanawiałam się, że problemy w domu Zoe, nie przewyższają tych jej miłosnych. Nasz trójkąt miłosny nie jest do końca typowy, gdyż bohaterka zdaję sobie sprawę, że nie czuję niczego do jednego z chłopaków. Mimo wszystko nadal brnie w ten związek i pogrąża się w kłamstwie. Przy końcówce nie wiedziałam, co myśleć... Z jednej strony było mi jej żal, ale z drugiej zachowała się okropnie w stosunku do obu z bohaterów. Zoe cały czas zadręcza się, że to ona zabiła, więc po przeczytaniu wyjaśnienia czułam lekki niedosyt bo moim zdaniem, trochę wyolbrzymiła... Kurczę! Nie wiem jak o tym pisać, żeby nie oznaczać recenzji jako spojler!
Może trochę o tym, że bohaterowie nie są przekoloryzowani. Są w zasadzie tak prawdziwi, że można by spotkać ich przypadkiem na ulicy. Każdy z nich ma jakiś swój problem. Choć przyznam, iż czasem czułam się jakbym oglądała kolejny sezon SKAM. Uśmiechałam się pod nosem, gdy zakochana Zoe myślała o DNA swojego ukochanego i wyobrażała sobie, co w tej chwili może robić. Była w tedy taką zwykłą, prawdziwą nastolatką, a zaraz potem uświadamiałam sobie, że to przeszłość, bo teraz została morderczynią.
Bardzo podobały mi się wstępy do jej listów, kiedy to zwracała się bezpośrednio do Stu, siedzącego w więziennej celi. Zastanawiała się, jak wyglądało jego pierwsze spotkanie z żoną, czy żałuje zbrodni... Jego historia sama w sobie jest bardzo ciekawa i chciałabym usłyszeć o niej więcej.
Intrygujący tytuł... Czerwona, mroczna okładka i niebanalna historia wewnątrz. Czego chcieć więcej? Jest dość krótka i szybko się ją czyta, więc może okazać się idealnym wyborem na weekendowy wyjazd, czy odpoczynek na plaży.
Polecam serdecznie fanom kryminałów, młodzieżówek oraz trójkątów miłosnych. Zdecydowanie jedna z książek wartych wziąć pod uwagę dobierając sobie TBR na wakacje!
Lociak
Recenzja "Znak Ateny" Rick Riordan
Nie powinnam się w ogóle za to zabierać.
Wszyscy, którzy kiedykolwiek czytali starsze posty (czyli prawdopodobnie tylko moja mama 😂) wiedzą, że kocham Percy'ego Jacksona, więc jakim sposobem moja opinia na temat książki, w której on się znajduje może być negatywna?
Po tym, jak Hera/Junona wymieniła Obozami Percy'ego i Jasona, Annabeth wraz z nowymi przyjaciółmi leci na statku zbudowanym przez Leo "Argo II" żeby spotkać swojego chłopaka. Niestety Rzymianie nie są dobrze nastawieni do Greków. W dodatku dziewczyna otrzymała od matki misję. Ma podążać za Znakiem Ateny, co nie udało się jeszcze żadnemu z półbogów. Cała siódemka wybranych z przepowiedni, leci do starożytnego Rzymu by powstrzymać gigantów przed jego zniszczeniem i uratować Nica Di Angelo, który szukał Wrót Śmierci...
Tak, tak. Jestem świadoma, że jeśli nie czytałeś poprzednich części to nie nadążysz. Możesz za to przeczytać jakąś inna moją recenzję jeszcze raz albo... Pojawić się za jakiś czas i przeczytać nową? Taka luźna sugestia.
Wracając do książki. Ja za Annabeth nie przepadam i sięgając po tą część byłam pewna, że będę się zbyt często irytować... Zawiodę was jeśli powiem, że tak nie było? Jej losy opisane w tej książce były naprawdę ciekawe i ilekroć córka Ateny robiła coś niebezpiecznego, powtarzałam sobie w myślach, że ja na jej miejscu nie dałabym rady. Rick jak zawsze idealnie powiązał ze sobą każdy wątek, pozostawiając oczywiście niewiadome, na które odpowiedź znajdziemy zapewne w "Domie Hadesa"...
który przy dobrych wiatrach będę czytać za rok xd
Ja po prostu nie wiem jak wujek Rick to robi! Dlaczego jego książki pomimo takiej objętości czyta się tak szybko? Dlaczego nie można się od nich oderwać? Mam nadzieję, że jeśli kiedyś go spotkam zdradzi mi swój sekret. Chciałabym się móc od niego uczyć! Moje książki byłyby najlepsze! (bo to nie tak, że teraz nie są pfffff, ale wyobraźcie sobie lepsze od najlepszego, hę? 😉)
Akcja toczy się tak błyskawicznie, że nie da się nudzić czytając. Opisy są proste, zabawne i nie uciążliwe. Wiem, że to literatura raczej dla młodszej młodzieży, gdzie nie ma romansów, czy jakiś głębszych problemów moralnych, ale skoro tak to wygląda mogę czytać tylko ten gatunek, a nigdy się nie znudzi.
Postacie są genialnie wykreowane, bo każda się od siebie czymś różni, czy to z wyglądu, czy z charakteru. Na przykład:
spokojny jak lekki jesienny wiatr - Jason
i
wybuchowy jak sztorm na oceanie - Percy
Jeden przemyśli wszystko dwadzieścia razy, drugi działa impulsywnie, dlatego tak bardzo uwielbiam ich razem. Dzięki tej książce znacznie bardziej polubiłam Piper, bo trochę mnie od niej odrzuciło, po nudnej jak flaki z olejem pierwszej części Olimpijskich Herosów. Nabrałam ogromnego współczucia do Leo, który o każdy wypadek obwinia siebie i nie może znaleźć sobie miejsca w zespole... No i Percy....💗 ale o nim nie mogę się rozpisywać bo wyjdzie mi praca magisterska. Ejjj.... Co prawda na studia pójdę za trzy lata, ale to zawsze jakiś plan!
Chyba słaba ze mnie recenzentka, skoro nie mogę nic więcej powiedzieć na temat urzekającej mnie książki. Mogę tylko powiedzieć, że naprawdę chcę się dowiedzieć jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Tym bardziej, iż mam problem z "nie spojlerowaniem sobie serii"
Poważnie.
Wpisałam w Youtube "Newt" po czym wyskoczyło mi "Newt dead scene". Tylko wyobraźcie sobie moją minę przed tym jak się rozpłakałam... Nie oglądajcie "Więźnia Labiryntu" - to niszczy.
Ok, mam dzisiaj trochę rozbiegane myśli i tak skaczę z tematu na temat, więc pożegnam się z wami jak zwykle słowami:
Do następnego!
Wszyscy, którzy kiedykolwiek czytali starsze posty (czyli prawdopodobnie tylko moja mama 😂) wiedzą, że kocham Percy'ego Jacksona, więc jakim sposobem moja opinia na temat książki, w której on się znajduje może być negatywna?
Po tym, jak Hera/Junona wymieniła Obozami Percy'ego i Jasona, Annabeth wraz z nowymi przyjaciółmi leci na statku zbudowanym przez Leo "Argo II" żeby spotkać swojego chłopaka. Niestety Rzymianie nie są dobrze nastawieni do Greków. W dodatku dziewczyna otrzymała od matki misję. Ma podążać za Znakiem Ateny, co nie udało się jeszcze żadnemu z półbogów. Cała siódemka wybranych z przepowiedni, leci do starożytnego Rzymu by powstrzymać gigantów przed jego zniszczeniem i uratować Nica Di Angelo, który szukał Wrót Śmierci...
Tak, tak. Jestem świadoma, że jeśli nie czytałeś poprzednich części to nie nadążysz. Możesz za to przeczytać jakąś inna moją recenzję jeszcze raz albo... Pojawić się za jakiś czas i przeczytać nową? Taka luźna sugestia.
Wracając do książki. Ja za Annabeth nie przepadam i sięgając po tą część byłam pewna, że będę się zbyt często irytować... Zawiodę was jeśli powiem, że tak nie było? Jej losy opisane w tej książce były naprawdę ciekawe i ilekroć córka Ateny robiła coś niebezpiecznego, powtarzałam sobie w myślach, że ja na jej miejscu nie dałabym rady. Rick jak zawsze idealnie powiązał ze sobą każdy wątek, pozostawiając oczywiście niewiadome, na które odpowiedź znajdziemy zapewne w "Domie Hadesa"...
który przy dobrych wiatrach będę czytać za rok xd
Ja po prostu nie wiem jak wujek Rick to robi! Dlaczego jego książki pomimo takiej objętości czyta się tak szybko? Dlaczego nie można się od nich oderwać? Mam nadzieję, że jeśli kiedyś go spotkam zdradzi mi swój sekret. Chciałabym się móc od niego uczyć! Moje książki byłyby najlepsze! (bo to nie tak, że teraz nie są pfffff, ale wyobraźcie sobie lepsze od najlepszego, hę? 😉)
Akcja toczy się tak błyskawicznie, że nie da się nudzić czytając. Opisy są proste, zabawne i nie uciążliwe. Wiem, że to literatura raczej dla młodszej młodzieży, gdzie nie ma romansów, czy jakiś głębszych problemów moralnych, ale skoro tak to wygląda mogę czytać tylko ten gatunek, a nigdy się nie znudzi.
Postacie są genialnie wykreowane, bo każda się od siebie czymś różni, czy to z wyglądu, czy z charakteru. Na przykład:
spokojny jak lekki jesienny wiatr - Jason
i
wybuchowy jak sztorm na oceanie - Percy
Jeden przemyśli wszystko dwadzieścia razy, drugi działa impulsywnie, dlatego tak bardzo uwielbiam ich razem. Dzięki tej książce znacznie bardziej polubiłam Piper, bo trochę mnie od niej odrzuciło, po nudnej jak flaki z olejem pierwszej części Olimpijskich Herosów. Nabrałam ogromnego współczucia do Leo, który o każdy wypadek obwinia siebie i nie może znaleźć sobie miejsca w zespole... No i Percy....💗 ale o nim nie mogę się rozpisywać bo wyjdzie mi praca magisterska. Ejjj.... Co prawda na studia pójdę za trzy lata, ale to zawsze jakiś plan!
Chyba słaba ze mnie recenzentka, skoro nie mogę nic więcej powiedzieć na temat urzekającej mnie książki. Mogę tylko powiedzieć, że naprawdę chcę się dowiedzieć jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Tym bardziej, iż mam problem z "nie spojlerowaniem sobie serii"
Poważnie.
Wpisałam w Youtube "Newt" po czym wyskoczyło mi "Newt dead scene". Tylko wyobraźcie sobie moją minę przed tym jak się rozpłakałam... Nie oglądajcie "Więźnia Labiryntu" - to niszczy.
Ok, mam dzisiaj trochę rozbiegane myśli i tak skaczę z tematu na temat, więc pożegnam się z wami jak zwykle słowami:
Do następnego!
wtorek, 10 lipca 2018
Recenzja "Waleczna czarownica" Danielle L. Jensen
No dobra.
Podobała mi się Porwana Pieśniarka.
Uwielbiałam czytać Ukrytą Łowczynię
Ale Waleczna Czarownica złamała mi serce.
Oglądając opinię na jej temat, zastanawiałam się dlaczego wszyscy sądzą, że zakończenie rozczarowuje? W końcu mi zostało piętnaście stron do happy endu i wszystko jak na razie układa się bosko... Ta... A potem przewróciłam stronę.
JEDEN WIELKI SZOK I BÓL.
Cécile i Tristan po zabiciu czarownicy uwolnili trolle spod Samotnej Góry. WSZYSTKIE Trolle. W tym także te złe, które chcą przejąć władzę i zniszczyć świat ludzi.
W ostatniej części Trylogii Klątwy dzieje się naprawdę dużo. Okazuje się, że wrogowie nie byli naprawdę wrogami. Giną następni ludzie poświęcając się w walce. Bohaterowie dokonują niemożliwego. Jestem naprawdę oczarowana wszystkimi trzema książkami bo w nich wszystko jest takie przemyślane i cudownie się łączy. Nie ma otwartego wątku zostawionego bez odpowiedzi, a gdy skończyłam czytać... Nie do końca wiedziałam, co teraz mam zrobić ze swoim życiem. To prawda że zakończenie rozczarowuje, ale mimo wszystko zdecydowanie warto przeczytać te książki, choćby tylko i wyłącznie dla Chrisa i Tristana. Jak już wspominałam uwielbiam ich stosunek do siebie na wzajem. Oczywiście byli też bohaterowie, którzy denerwowali mnie ilekroć zobaczyłam ich imię na stronie. W tym brat i siostra Cécile. Właściwie do końca nie rozumiałam tego, że mimo krzywdy jaką wyrządzili jej i Tristanowi, nie było żadnej rozmowy, która wskazywałaby na to, że im wybaczyła. Akcja po prostu szła do przodu, co było niezwykłą zaletą, bo ciężko było znaleźć moment na odłożenie powieści. Ciężko mi jest powiedzieć cokolwiek więcej na ten temat. Pani Jensen po prostu rozwaliła mi umysł niektórymi sytuacjami i tekstami. W środku znajdziemy odrobinę ironii i humoru, co tylko daje większą satysfakcję z czytania. Jest to jedna z lepszych książek jakie czytałam. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że zostanie w moich ulubionych książkach na długo. Te trzy książki były po prostu niezapomnianą podróżą po świecie trolli, magii i przepięknej miłości, która w niektórych momentach potrafi wzruszyć do łez. Polecam z całego serca każdemu, nie tylko fanom fantastyki.
Podobała mi się Porwana Pieśniarka.
Uwielbiałam czytać Ukrytą Łowczynię
Ale Waleczna Czarownica złamała mi serce.
Oglądając opinię na jej temat, zastanawiałam się dlaczego wszyscy sądzą, że zakończenie rozczarowuje? W końcu mi zostało piętnaście stron do happy endu i wszystko jak na razie układa się bosko... Ta... A potem przewróciłam stronę.
JEDEN WIELKI SZOK I BÓL.
Cécile i Tristan po zabiciu czarownicy uwolnili trolle spod Samotnej Góry. WSZYSTKIE Trolle. W tym także te złe, które chcą przejąć władzę i zniszczyć świat ludzi.
W ostatniej części Trylogii Klątwy dzieje się naprawdę dużo. Okazuje się, że wrogowie nie byli naprawdę wrogami. Giną następni ludzie poświęcając się w walce. Bohaterowie dokonują niemożliwego. Jestem naprawdę oczarowana wszystkimi trzema książkami bo w nich wszystko jest takie przemyślane i cudownie się łączy. Nie ma otwartego wątku zostawionego bez odpowiedzi, a gdy skończyłam czytać... Nie do końca wiedziałam, co teraz mam zrobić ze swoim życiem. To prawda że zakończenie rozczarowuje, ale mimo wszystko zdecydowanie warto przeczytać te książki, choćby tylko i wyłącznie dla Chrisa i Tristana. Jak już wspominałam uwielbiam ich stosunek do siebie na wzajem. Oczywiście byli też bohaterowie, którzy denerwowali mnie ilekroć zobaczyłam ich imię na stronie. W tym brat i siostra Cécile. Właściwie do końca nie rozumiałam tego, że mimo krzywdy jaką wyrządzili jej i Tristanowi, nie było żadnej rozmowy, która wskazywałaby na to, że im wybaczyła. Akcja po prostu szła do przodu, co było niezwykłą zaletą, bo ciężko było znaleźć moment na odłożenie powieści. Ciężko mi jest powiedzieć cokolwiek więcej na ten temat. Pani Jensen po prostu rozwaliła mi umysł niektórymi sytuacjami i tekstami. W środku znajdziemy odrobinę ironii i humoru, co tylko daje większą satysfakcję z czytania. Jest to jedna z lepszych książek jakie czytałam. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że zostanie w moich ulubionych książkach na długo. Te trzy książki były po prostu niezapomnianą podróżą po świecie trolli, magii i przepięknej miłości, która w niektórych momentach potrafi wzruszyć do łez. Polecam z całego serca każdemu, nie tylko fanom fantastyki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Recenzja "Lalkarza z Krakowa" R. M. Romero
Czuję się dumna, że zagraniczny pisarz stworzył opowieść, której akcja dzieje się w Polsce 😊Dodatkowo w mieście leżącym niecałe dwie godzi...
-
Na prośbę mojego czytelnika, a także kolegi z wattpada, postanowiłam zrobić recenzję, jego opowiadania. Przyznam, że trochę bałam sie takieg...
-
Przeglądałam tak sobie filmy booktuberów i natknęłam się na tagi. Pomyślałam (tak, zdarzają się takie sytuację, w których myślę 😉 ) że w ...
-
Skoro minęły już prawie dwa tygodnie odkąd skończyłam czytać tą książkę, chyba ochłonęłam już na tyle, by napisać recenzję, choć i tak wiem,...
