piątek, 22 lutego 2019

Recenzja "Lalkarza z Krakowa" R. M. Romero

 Czuję się dumna, że zagraniczny pisarz stworzył opowieść, której akcja dzieje się w Polsce 😊Dodatkowo w mieście leżącym niecałe dwie godziny drogi od mojego domu, czyli Krakowie. To dosyć piękne, że nasza smutna historia, zainspirowała kogoś do napisania tak pouczającej i mimo wszystko prawdziwej książki.Ktoś mógłby powiedzieć, że wydarzenia z drugiej wojny światowej są zbyt brutalne, by przedstawiać ją w książce dla dzieci, ale autorce naprawdę dobrze się to udało.

Główna bohaterka powieści, moja imienniczka Karolina, mieszka w Karinie Lalek, która zostaje napadnięta przez Szczury. Dzięki pomocy dobrego wiatru, Karolina dostaje się do warsztatu pana Brzezika - lalkarza mieszkającego w Krakowie. Lalka widzi w nim czarodzieja, który może pomóc przegonić Szczury z jej Krainy, najpierw jednak chce pomóc mu opanować jego moce. Zaprzyjaźniają się, a Karolina znów czuje się bezpiecznie, jednak nie na długo... Kilka miesięcy po tym rozpoczyna się wojna przez co do pięknego miasta, w którym żyje Lalkarz zjeżdżają się niemcy. Pan Brzezik i Karolina będą musieli ochronić swoich Żydowskich przyjaciół i sami przetrwać okupacje...

Przyznam, że najbardziej polubiłam się z Karoliną i to nie tylko dlatego, że mamy to samo imię. Nasza laleczka jest niezłym ziółkiem. Ciężko jej utrzymać język za zębami, często się irytuje i nigdy nie odpuszcza, kiedy na czymś jej zależy. Oprócz tego jest dobrą przyjaciółką małej Reny, którą chce chronić przed lękiem oraz cierpieniem. Stanowi w pewien sposób wzór do naśladowania, chociaż nie jest do końca idealna, jak zazwyczaj bohaterowie książek dla dzieci. R. M. Romero skupia się głównie na tragediach, jakie spotkały Żydów w getcie. Nasi bohaterowie usiłują wyciągnąć stamtąd Renę i jej tatę, co nie jest łatwym zadaniem.

Oprócz tego, że mamy tutaj dużo fantastyki i magii, znajdziemy także wydarzenia historyczne, które na prawdę miały miejsce. Z tyłu mamy nawet chronologie wydarzeń, która może się przydać przy omawianiu w szkole drugiej wojny w światowej. Oczywiście nie w gimnazjum, czy liceum, ale podstawówka mogłaby się czegoś nauczyć oprócz dobrej zabawy przy czytaniu. Autorka bardzo delikatnie przedstawia okrutną rzeczywistość tamtego okresu, przez co młodszy czytelnik nie przeżyje szoku. Czarni bohaterowie też nie wydają się nadto przerażający, ale nie mamy wątpliwości, że są nimi Niemcy oraz szczury. Pod warstwą niedosłowną, kryje się niewielkie powiązanie między nimi. Tak jak szczury napadły na Krainę Lalek i palili je na stosie, robili także Niemcy z Żydami.

Dzięki temu, że miejsce akcji jest mi tak bliskie, mogłam sobie wyobrażać miejsca, o których pisała autorka i myśleć o tym, jak wyglądały za czasów okupacji. Możemy zobaczyć opisy sukiennic oraz rynku. Dowiadujemy się również jak okrutni potrafili być ludzie dla siebie na wzajem. Mimo wszystko ryzyko jakie podejmuje pan Brzezik, żeby pomóc przyjaciołom jest ogromne i pozwala uwierzyć, że faktycznie było wiele ludzi zdolnych do poświęcenia. Na początku napisałam, że książka mimo elementów fantastyki, jest prawdziwa, bo nie kończy się happy endem. To uświadamia dzieci, że nie zawsze wszystko można cofnąć, czy naprawić. Ta wzruszająca historia, trzyma za serce jeszcze długo po odłożeniu książki na regał.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja "Lalkarza z Krakowa" R. M. Romero

 Czuję się dumna, że zagraniczny pisarz stworzył opowieść, której akcja dzieje się w Polsce 😊Dodatkowo w mieście leżącym niecałe dwie godzi...