środa, 1 sierpnia 2018

Recenzja "Chmury z keczupu" Annabel Pitcher od wydawnictwa Papierowy Księżyc

"Zrobiłam coś strasznego.
A wiecie co jest najgorsze?
Ujdzie mi to na sucho"

Takie słowa wypisane są na okładce książki Annabel Pitcher. Niebanalna fabuła, lekki, zrozumiały styl i wielka tajemnica, która trzyma w napięci przez całe 347 stron.
Zoe dręczy mroczny sekret, którym nie jest się w stanie z nikim podzielić, aż do pewnego dnia, gdy dzięki zakonnicy na lekcji religii, odnajduje stonkę ze zbrodniarzami skazanymi na karę śmierci. Dziewczyna wybiera sobie Stuarta Harrisa, który zabił własną żonę. Wie, że łączy ich ta sama zbrodnia. Morderstwo. Zaczyna więc pisać do niego listy, w których po kawałku odsłania się i ujawnia co doprowadziło do tragedii, jaką przeszła rodzina chłopaka, będącego teraz pod ziemią. 

 Muszę przyznać, że nie często natykamy się na powieści w formie listów, dlatego bałam się, że mi się nie spodoba. Okazało się być zupełnie na odwrót 😀 Ciężko było oderwać się od książki. Baaardzo ciężko. Ilekroć już wydawało mi się, że dowiem się czegoś więcej na temat rodziny Zoe, która swoją drogą nie jest idealna, okazywało się, iż to jeszcze nie ten moment. Ciekawe było, że najmłodsza siostra bohaterki była głucha, więc musiała porozumiewać się z nią językiem migowym. Matka ciągle opiekowała się Dot i uczyła czytać z ruchu warg, przez co Sophie - druga z sióstr, była zazdrosna. Czasem zastanawiałam się, że problemy w domu Zoe, nie przewyższają tych jej miłosnych. Nasz trójkąt miłosny nie jest do końca typowy, gdyż bohaterka zdaję sobie sprawę, że nie czuję niczego do jednego z chłopaków. Mimo wszystko nadal brnie w ten związek i pogrąża się w kłamstwie. Przy końcówce nie wiedziałam, co myśleć... Z jednej strony było mi jej żal, ale z drugiej zachowała się okropnie w stosunku do obu z bohaterów. Zoe cały czas zadręcza się, że to ona zabiła, więc po przeczytaniu wyjaśnienia czułam lekki niedosyt bo moim zdaniem, trochę wyolbrzymiła... Kurczę! Nie wiem jak o tym pisać, żeby nie oznaczać recenzji jako spojler!



Może trochę o tym, że bohaterowie nie są przekoloryzowani. Są w zasadzie tak prawdziwi, że można by spotkać ich przypadkiem na ulicy. Każdy z nich ma jakiś swój problem. Choć przyznam, iż czasem czułam się jakbym oglądała kolejny sezon SKAM. Uśmiechałam się pod nosem, gdy zakochana Zoe myślała o DNA swojego ukochanego i wyobrażała sobie, co w tej chwili może robić. Była w tedy taką zwykłą, prawdziwą nastolatką, a zaraz potem uświadamiałam sobie, że to przeszłość, bo teraz została morderczynią.

Bardzo podobały mi się wstępy do jej listów, kiedy to zwracała się bezpośrednio do Stu, siedzącego w więziennej celi. Zastanawiała się, jak wyglądało jego pierwsze spotkanie z żoną, czy żałuje zbrodni... Jego historia sama w sobie jest bardzo ciekawa i chciałabym usłyszeć o niej więcej.
Intrygujący tytuł... Czerwona, mroczna okładka i niebanalna historia wewnątrz. Czego chcieć więcej? Jest dość krótka i szybko się ją czyta, więc może okazać się idealnym wyborem na weekendowy wyjazd, czy odpoczynek na plaży.
Polecam serdecznie fanom kryminałów, młodzieżówek oraz trójkątów miłosnych. Zdecydowanie jedna z książek wartych wziąć pod uwagę dobierając sobie TBR na wakacje!

Lociak

Recenzja "Znak Ateny" Rick Riordan

Nie powinnam się w ogóle za to zabierać.




Wszyscy, którzy kiedykolwiek czytali starsze posty (czyli prawdopodobnie tylko moja mama 😂) wiedzą, że kocham Percy'ego Jacksona, więc jakim sposobem moja opinia na temat książki, w której on się znajduje może być negatywna?

Po tym, jak Hera/Junona wymieniła Obozami Percy'ego i Jasona, Annabeth wraz z nowymi przyjaciółmi leci na statku zbudowanym przez Leo "Argo II" żeby spotkać swojego chłopaka. Niestety Rzymianie nie są dobrze nastawieni do Greków. W dodatku dziewczyna otrzymała od matki misję. Ma podążać za Znakiem Ateny, co nie udało się jeszcze żadnemu z półbogów. Cała siódemka wybranych z przepowiedni, leci do starożytnego Rzymu by powstrzymać gigantów przed jego zniszczeniem i uratować Nica Di Angelo, który szukał Wrót Śmierci...

Tak, tak. Jestem świadoma, że jeśli nie czytałeś poprzednich części to nie nadążysz. Możesz za to przeczytać jakąś inna moją recenzję jeszcze raz albo... Pojawić się za jakiś czas i przeczytać nową? Taka luźna sugestia.

Wracając do książki. Ja za Annabeth nie przepadam i sięgając po tą część byłam pewna, że będę się zbyt często irytować... Zawiodę was jeśli powiem, że tak nie było? Jej losy opisane w tej książce były naprawdę ciekawe i ilekroć córka Ateny robiła coś niebezpiecznego, powtarzałam sobie w myślach, że ja na jej miejscu nie dałabym rady. Rick jak zawsze idealnie powiązał ze sobą każdy wątek, pozostawiając oczywiście niewiadome, na które odpowiedź znajdziemy zapewne w "Domie Hadesa"...
który przy dobrych wiatrach będę czytać za rok xd

Ja po prostu nie wiem jak wujek Rick to robi! Dlaczego jego książki pomimo takiej objętości czyta się tak szybko? Dlaczego nie można się od nich oderwać? Mam nadzieję, że jeśli kiedyś go spotkam zdradzi mi swój sekret. Chciałabym się móc od niego uczyć! Moje książki byłyby najlepsze! (bo to nie tak, że teraz nie są pfffff, ale wyobraźcie sobie lepsze od najlepszego, hę? 😉)

Akcja toczy się tak błyskawicznie, że nie da się nudzić czytając. Opisy są proste, zabawne i nie uciążliwe. Wiem, że to literatura raczej dla młodszej młodzieży, gdzie nie ma romansów, czy jakiś głębszych problemów moralnych, ale skoro tak to wygląda mogę czytać tylko ten gatunek, a nigdy się nie znudzi.

Postacie są genialnie wykreowane, bo każda się od siebie czymś różni, czy to z wyglądu, czy z charakteru. Na przykład:
spokojny jak lekki jesienny wiatr - Jason
i
wybuchowy jak sztorm na oceanie - Percy
Jeden przemyśli wszystko dwadzieścia razy, drugi działa impulsywnie, dlatego tak bardzo uwielbiam ich razem. Dzięki tej książce znacznie bardziej polubiłam Piper, bo trochę mnie od niej odrzuciło, po nudnej jak flaki z olejem pierwszej części Olimpijskich Herosów. Nabrałam ogromnego współczucia do Leo, który o każdy wypadek obwinia siebie i nie może znaleźć sobie miejsca w zespole... No i Percy....💗 ale o nim nie mogę się rozpisywać bo wyjdzie mi praca magisterska. Ejjj.... Co prawda na studia pójdę za trzy lata, ale to zawsze jakiś plan!

Chyba słaba ze mnie recenzentka, skoro nie mogę nic więcej powiedzieć na temat urzekającej mnie książki. Mogę tylko powiedzieć, że naprawdę chcę się dowiedzieć jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Tym bardziej, iż mam problem z "nie spojlerowaniem sobie serii"
Poważnie.
Wpisałam w Youtube "Newt" po czym wyskoczyło mi "Newt dead scene". Tylko wyobraźcie sobie moją minę przed tym jak się rozpłakałam... Nie oglądajcie "Więźnia Labiryntu" - to niszczy.

Ok, mam dzisiaj trochę rozbiegane myśli i tak skaczę z tematu na temat, więc pożegnam się z wami jak zwykle słowami:

Do następnego!


Recenzja "Lalkarza z Krakowa" R. M. Romero

 Czuję się dumna, że zagraniczny pisarz stworzył opowieść, której akcja dzieje się w Polsce 😊Dodatkowo w mieście leżącym niecałe dwie godzi...