"Zrobiłam coś strasznego.
A wiecie co jest najgorsze?
Ujdzie mi to na sucho"
Takie słowa wypisane są na okładce książki Annabel Pitcher. Niebanalna fabuła, lekki, zrozumiały styl i wielka tajemnica, która trzyma w napięci przez całe 347 stron.
Zoe dręczy mroczny sekret, którym nie jest się w stanie z nikim podzielić, aż do pewnego dnia, gdy dzięki zakonnicy na lekcji religii, odnajduje stonkę ze zbrodniarzami skazanymi na karę śmierci. Dziewczyna wybiera sobie Stuarta Harrisa, który zabił własną żonę. Wie, że łączy ich ta sama zbrodnia. Morderstwo. Zaczyna więc pisać do niego listy, w których po kawałku odsłania się i ujawnia co doprowadziło do tragedii, jaką przeszła rodzina chłopaka, będącego teraz pod ziemią.
Muszę przyznać, że nie często natykamy się na powieści w formie listów, dlatego bałam się, że mi się nie spodoba. Okazało się być zupełnie na odwrót 😀 Ciężko było oderwać się od książki. Baaardzo ciężko. Ilekroć już wydawało mi się, że dowiem się czegoś więcej na temat rodziny Zoe, która swoją drogą nie jest idealna, okazywało się, iż to jeszcze nie ten moment. Ciekawe było, że najmłodsza siostra bohaterki była głucha, więc musiała porozumiewać się z nią językiem migowym. Matka ciągle opiekowała się Dot i uczyła czytać z ruchu warg, przez co Sophie - druga z sióstr, była zazdrosna. Czasem zastanawiałam się, że problemy w domu Zoe, nie przewyższają tych jej miłosnych. Nasz trójkąt miłosny nie jest do końca typowy, gdyż bohaterka zdaję sobie sprawę, że nie czuję niczego do jednego z chłopaków. Mimo wszystko nadal brnie w ten związek i pogrąża się w kłamstwie. Przy końcówce nie wiedziałam, co myśleć... Z jednej strony było mi jej żal, ale z drugiej zachowała się okropnie w stosunku do obu z bohaterów. Zoe cały czas zadręcza się, że to ona zabiła, więc po przeczytaniu wyjaśnienia czułam lekki niedosyt bo moim zdaniem, trochę wyolbrzymiła... Kurczę! Nie wiem jak o tym pisać, żeby nie oznaczać recenzji jako spojler!
Może trochę o tym, że bohaterowie nie są przekoloryzowani. Są w zasadzie tak prawdziwi, że można by spotkać ich przypadkiem na ulicy. Każdy z nich ma jakiś swój problem. Choć przyznam, iż czasem czułam się jakbym oglądała kolejny sezon SKAM. Uśmiechałam się pod nosem, gdy zakochana Zoe myślała o DNA swojego ukochanego i wyobrażała sobie, co w tej chwili może robić. Była w tedy taką zwykłą, prawdziwą nastolatką, a zaraz potem uświadamiałam sobie, że to przeszłość, bo teraz została morderczynią.
Bardzo podobały mi się wstępy do jej listów, kiedy to zwracała się bezpośrednio do Stu, siedzącego w więziennej celi. Zastanawiała się, jak wyglądało jego pierwsze spotkanie z żoną, czy żałuje zbrodni... Jego historia sama w sobie jest bardzo ciekawa i chciałabym usłyszeć o niej więcej.
Intrygujący tytuł... Czerwona, mroczna okładka i niebanalna historia wewnątrz. Czego chcieć więcej? Jest dość krótka i szybko się ją czyta, więc może okazać się idealnym wyborem na weekendowy wyjazd, czy odpoczynek na plaży.
Polecam serdecznie fanom kryminałów, młodzieżówek oraz trójkątów miłosnych. Zdecydowanie jedna z książek wartych wziąć pod uwagę dobierając sobie TBR na wakacje!
Lociak