środa, 1 sierpnia 2018

Recenzja "Znak Ateny" Rick Riordan

Nie powinnam się w ogóle za to zabierać.




Wszyscy, którzy kiedykolwiek czytali starsze posty (czyli prawdopodobnie tylko moja mama 😂) wiedzą, że kocham Percy'ego Jacksona, więc jakim sposobem moja opinia na temat książki, w której on się znajduje może być negatywna?

Po tym, jak Hera/Junona wymieniła Obozami Percy'ego i Jasona, Annabeth wraz z nowymi przyjaciółmi leci na statku zbudowanym przez Leo "Argo II" żeby spotkać swojego chłopaka. Niestety Rzymianie nie są dobrze nastawieni do Greków. W dodatku dziewczyna otrzymała od matki misję. Ma podążać za Znakiem Ateny, co nie udało się jeszcze żadnemu z półbogów. Cała siódemka wybranych z przepowiedni, leci do starożytnego Rzymu by powstrzymać gigantów przed jego zniszczeniem i uratować Nica Di Angelo, który szukał Wrót Śmierci...

Tak, tak. Jestem świadoma, że jeśli nie czytałeś poprzednich części to nie nadążysz. Możesz za to przeczytać jakąś inna moją recenzję jeszcze raz albo... Pojawić się za jakiś czas i przeczytać nową? Taka luźna sugestia.

Wracając do książki. Ja za Annabeth nie przepadam i sięgając po tą część byłam pewna, że będę się zbyt często irytować... Zawiodę was jeśli powiem, że tak nie było? Jej losy opisane w tej książce były naprawdę ciekawe i ilekroć córka Ateny robiła coś niebezpiecznego, powtarzałam sobie w myślach, że ja na jej miejscu nie dałabym rady. Rick jak zawsze idealnie powiązał ze sobą każdy wątek, pozostawiając oczywiście niewiadome, na które odpowiedź znajdziemy zapewne w "Domie Hadesa"...
który przy dobrych wiatrach będę czytać za rok xd

Ja po prostu nie wiem jak wujek Rick to robi! Dlaczego jego książki pomimo takiej objętości czyta się tak szybko? Dlaczego nie można się od nich oderwać? Mam nadzieję, że jeśli kiedyś go spotkam zdradzi mi swój sekret. Chciałabym się móc od niego uczyć! Moje książki byłyby najlepsze! (bo to nie tak, że teraz nie są pfffff, ale wyobraźcie sobie lepsze od najlepszego, hę? 😉)

Akcja toczy się tak błyskawicznie, że nie da się nudzić czytając. Opisy są proste, zabawne i nie uciążliwe. Wiem, że to literatura raczej dla młodszej młodzieży, gdzie nie ma romansów, czy jakiś głębszych problemów moralnych, ale skoro tak to wygląda mogę czytać tylko ten gatunek, a nigdy się nie znudzi.

Postacie są genialnie wykreowane, bo każda się od siebie czymś różni, czy to z wyglądu, czy z charakteru. Na przykład:
spokojny jak lekki jesienny wiatr - Jason
i
wybuchowy jak sztorm na oceanie - Percy
Jeden przemyśli wszystko dwadzieścia razy, drugi działa impulsywnie, dlatego tak bardzo uwielbiam ich razem. Dzięki tej książce znacznie bardziej polubiłam Piper, bo trochę mnie od niej odrzuciło, po nudnej jak flaki z olejem pierwszej części Olimpijskich Herosów. Nabrałam ogromnego współczucia do Leo, który o każdy wypadek obwinia siebie i nie może znaleźć sobie miejsca w zespole... No i Percy....💗 ale o nim nie mogę się rozpisywać bo wyjdzie mi praca magisterska. Ejjj.... Co prawda na studia pójdę za trzy lata, ale to zawsze jakiś plan!

Chyba słaba ze mnie recenzentka, skoro nie mogę nic więcej powiedzieć na temat urzekającej mnie książki. Mogę tylko powiedzieć, że naprawdę chcę się dowiedzieć jak potoczą się dalsze losy bohaterów. Tym bardziej, iż mam problem z "nie spojlerowaniem sobie serii"
Poważnie.
Wpisałam w Youtube "Newt" po czym wyskoczyło mi "Newt dead scene". Tylko wyobraźcie sobie moją minę przed tym jak się rozpłakałam... Nie oglądajcie "Więźnia Labiryntu" - to niszczy.

Ok, mam dzisiaj trochę rozbiegane myśli i tak skaczę z tematu na temat, więc pożegnam się z wami jak zwykle słowami:

Do następnego!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja "Lalkarza z Krakowa" R. M. Romero

 Czuję się dumna, że zagraniczny pisarz stworzył opowieść, której akcja dzieje się w Polsce 😊Dodatkowo w mieście leżącym niecałe dwie godzi...