Czuję się dumna, że zagraniczny pisarz stworzył opowieść, której akcja dzieje się w Polsce 😊Dodatkowo w mieście leżącym niecałe dwie godziny drogi od mojego domu, czyli Krakowie. To dosyć piękne, że nasza smutna historia, zainspirowała kogoś do napisania tak pouczającej i mimo wszystko prawdziwej książki.Ktoś mógłby powiedzieć, że wydarzenia z drugiej wojny światowej są zbyt brutalne, by przedstawiać ją w książce dla dzieci, ale autorce naprawdę dobrze się to udało.
Główna bohaterka powieści, moja imienniczka Karolina, mieszka w Karinie Lalek, która zostaje napadnięta przez Szczury. Dzięki pomocy dobrego wiatru, Karolina dostaje się do warsztatu pana Brzezika - lalkarza mieszkającego w Krakowie. Lalka widzi w nim czarodzieja, który może pomóc przegonić Szczury z jej Krainy, najpierw jednak chce pomóc mu opanować jego moce. Zaprzyjaźniają się, a Karolina znów czuje się bezpiecznie, jednak nie na długo... Kilka miesięcy po tym rozpoczyna się wojna przez co do pięknego miasta, w którym żyje Lalkarz zjeżdżają się niemcy. Pan Brzezik i Karolina będą musieli ochronić swoich Żydowskich przyjaciół i sami przetrwać okupacje...
Przyznam, że najbardziej polubiłam się z Karoliną i to nie tylko dlatego, że mamy to samo imię. Nasza laleczka jest niezłym ziółkiem. Ciężko jej utrzymać język za zębami, często się irytuje i nigdy nie odpuszcza, kiedy na czymś jej zależy. Oprócz tego jest dobrą przyjaciółką małej Reny, którą chce chronić przed lękiem oraz cierpieniem. Stanowi w pewien sposób wzór do naśladowania, chociaż nie jest do końca idealna, jak zazwyczaj bohaterowie książek dla dzieci. R. M. Romero skupia się głównie na tragediach, jakie spotkały Żydów w getcie. Nasi bohaterowie usiłują wyciągnąć stamtąd Renę i jej tatę, co nie jest łatwym zadaniem.
Oprócz tego, że mamy tutaj dużo fantastyki i magii, znajdziemy także wydarzenia historyczne, które na prawdę miały miejsce. Z tyłu mamy nawet chronologie wydarzeń, która może się przydać przy omawianiu w szkole drugiej wojny w światowej. Oczywiście nie w gimnazjum, czy liceum, ale podstawówka mogłaby się czegoś nauczyć oprócz dobrej zabawy przy czytaniu. Autorka bardzo delikatnie przedstawia okrutną rzeczywistość tamtego okresu, przez co młodszy czytelnik nie przeżyje szoku. Czarni bohaterowie też nie wydają się nadto przerażający, ale nie mamy wątpliwości, że są nimi Niemcy oraz szczury. Pod warstwą niedosłowną, kryje się niewielkie powiązanie między nimi. Tak jak szczury napadły na Krainę Lalek i palili je na stosie, robili także Niemcy z Żydami.
Dzięki temu, że miejsce akcji jest mi tak bliskie, mogłam sobie wyobrażać miejsca, o których pisała autorka i myśleć o tym, jak wyglądały za czasów okupacji. Możemy zobaczyć opisy sukiennic oraz rynku. Dowiadujemy się również jak okrutni potrafili być ludzie dla siebie na wzajem. Mimo wszystko ryzyko jakie podejmuje pan Brzezik, żeby pomóc przyjaciołom jest ogromne i pozwala uwierzyć, że faktycznie było wiele ludzi zdolnych do poświęcenia. Na początku napisałam, że książka mimo elementów fantastyki, jest prawdziwa, bo nie kończy się happy endem. To uświadamia dzieci, że nie zawsze wszystko można cofnąć, czy naprawić. Ta wzruszająca historia, trzyma za serce jeszcze długo po odłożeniu książki na regał.
Lottie's Show
piątek, 22 lutego 2019
piątek, 8 lutego 2019
Najlepsze książka na rozpoczęcie roku 2019, czyli "Duchy Rebelii" Alwyn Hamilton
Jakiś czas temu pojawiła się u mnie recenzja "Zdrajcy Tronu", czyli drugiej części trylogii o Amani - dziewczynie z pustyni, która przyłączyła się do rebelii Księcia Buntownika. Mówiłam wtedy, że jestem na maksa zakochana w Ahmedzie i nie mogę się doczekać zakończenia całej historii, a teraz... Jest mi naprawdę przykro, że się skończyła. Ostatnie 100 stron skończyłam o pierwszej w nocy, na drugi dzień mając wracać do szkoły. Z zapartym tchem przewracałam kartki, na zmianę płacząc i uśmiechając się.
Ale może coś o fabule:
Sułtan złapał część buntowników i uwięził ich daleko od pałacu, w tym Ahmeda, przez co dowództwo spada na barki Amani. Dziewczyna z pomocą nielicznej grupki pozostałych musi dotrzeć do mitycznego miasta Eremontu, gdzie ponoć uwięzieni są rebelianci. Droga jest niepewna oraz niebezpieczna, w dodatku bohaterka ma wrażenie, że cały wysiłek jaki w to wkładaj może pójść na marne. Bo w końcu całe powodzenie misji, zależy od tego, czy przeżyje jedna konkretna osoba, która równie dobrze może już dawno być martwa...
A teraz nie do końca wiem, jak wyrazić słowami moją miłość do tej książki 😍❤️❤️ Tak jak w przypadku wcześniejszej części wszystko jest tu dokładnie zaplanowane, ale w taki sposób, że czytelnik nie może przewidzieć co się stanie dalej, gdyż z dwóch opcji, które obstawiacie, bohaterka wybiera trzecią, albo nawet czwartą. Od początku, aż do samego końca jesteśmy trzymani w ogromnym napięciu, które nie pozwala nam odłożyć książki (dlatego polecam się za nią zabrać, mając wolne). Do momentu, w którym nie upewniłam się, że mój kolejny książkowy mąż żyje, tak ciężko mi było nie czytać, a gdy sprawa się już rozwiązała, musiałam wiedzieć, czy przeżyje do końca historii. Postacie są tak realne, że naprawdę trudno się z nimi nie zaprzyjaźnić. Szczególnie podobało mi się wykreowanie Sama, który z pozoru był irytującym, towarzyskim chłopcem, nie przejmującym się niczym oraz nikim. Potem jednak naprawdę dużo się o nim dowiadujemy, a między innymi to, że jest skłonny do poświęceń w imię wspólnego dobra. Dlatego nie wkurzałam się tak bardzo, kiedy okazało się, że to z nim jest Shazad, a nie z Ahmedem. Wszyscy główni bohaterowie są tak dobrzy, a zarazem tak ludzcy... Mają wątpliwości, wahania, dzięki czemu powieść fantasy staje się nam bliższa.
Cały świat wykreowany przez Alwyn jest niesamowity i choć przypominał mi trochę "Porwaną Pieśniarkę" za względu na to, że żelazo pozbawiały mocy zarówno Półdżinów, jak i trolle (nie wiem, która powieść wyszła pierwsza i wątpię, żeby autorki zrzynały od siebie, bo książki ogromnie się różnią) nie przeszkadzało mi to. Zwróciłam na to uwagę, właściwie tylko dlatego, że stosunkowo w bliskim czasie czytałam obie te trylogie i nie poświęcałam więcej uwagi na analizę innych podobnych cech, które gdybyśmy chcieli, bylibyśmy w stanie znaleźć. Mimo wszystko "Duchy Rebelii" zachowują swój pustynny klimat. Kiedy czytamy, niemal czuć zapach pyłu strzelniczego. Opisy, które stosuje pani Hamilton, nie są męczące, czy przydługie, ale dość dosadne, za co wszyscy fani powinni być jej wdzięczni.
Kolejną bardzo dobrą cechą tej książki, jest to, że Amani nie należy do irytujących bohaterek, z jakimi często zderzam się w seriach. Jasne, ma swoje dylematy i rzeczy na które bardziej zwraca uwagę, bo tkwią gdzieś głęboko w niej, jak przekonanie, że się zmieniła. Uważa, że nie jest już tą samą dziewczyną z miasteczka, która zostawiła przyjaciela na śmierć, żeby ratować własną skórę. Między innymi to sprawia, że jest taka wyjątkowa, a jej działania są takie, a nie inne.
Sceny pod koniec książki doprowadziły mnie do łez. Byłam przerażona, że seria skończy się właśnie w ten sposób, ale na szczęście wszystko wróciło na właściwy tor. Nie wiem, co mam więcej powiedzieć o tej książce. Uważam, że po przeczytaniu "Buntowniczki z pustyni" będziecie wzruszeni tym, jak opowiadane legendy mogą zostać pozmieniane, a prawdę znać będą tylko nieliczne osoby. Historia Amani długo po odłożeniu książki na półkę zostanie w waszych sercach i nie będziecie żałowali poświęconego jej czasu.
To tyle ode mnie!
Lociak
Ale może coś o fabule:
Sułtan złapał część buntowników i uwięził ich daleko od pałacu, w tym Ahmeda, przez co dowództwo spada na barki Amani. Dziewczyna z pomocą nielicznej grupki pozostałych musi dotrzeć do mitycznego miasta Eremontu, gdzie ponoć uwięzieni są rebelianci. Droga jest niepewna oraz niebezpieczna, w dodatku bohaterka ma wrażenie, że cały wysiłek jaki w to wkładaj może pójść na marne. Bo w końcu całe powodzenie misji, zależy od tego, czy przeżyje jedna konkretna osoba, która równie dobrze może już dawno być martwa...
A teraz nie do końca wiem, jak wyrazić słowami moją miłość do tej książki 😍❤️❤️ Tak jak w przypadku wcześniejszej części wszystko jest tu dokładnie zaplanowane, ale w taki sposób, że czytelnik nie może przewidzieć co się stanie dalej, gdyż z dwóch opcji, które obstawiacie, bohaterka wybiera trzecią, albo nawet czwartą. Od początku, aż do samego końca jesteśmy trzymani w ogromnym napięciu, które nie pozwala nam odłożyć książki (dlatego polecam się za nią zabrać, mając wolne). Do momentu, w którym nie upewniłam się, że mój kolejny książkowy mąż żyje, tak ciężko mi było nie czytać, a gdy sprawa się już rozwiązała, musiałam wiedzieć, czy przeżyje do końca historii. Postacie są tak realne, że naprawdę trudno się z nimi nie zaprzyjaźnić. Szczególnie podobało mi się wykreowanie Sama, który z pozoru był irytującym, towarzyskim chłopcem, nie przejmującym się niczym oraz nikim. Potem jednak naprawdę dużo się o nim dowiadujemy, a między innymi to, że jest skłonny do poświęceń w imię wspólnego dobra. Dlatego nie wkurzałam się tak bardzo, kiedy okazało się, że to z nim jest Shazad, a nie z Ahmedem. Wszyscy główni bohaterowie są tak dobrzy, a zarazem tak ludzcy... Mają wątpliwości, wahania, dzięki czemu powieść fantasy staje się nam bliższa.
Cały świat wykreowany przez Alwyn jest niesamowity i choć przypominał mi trochę "Porwaną Pieśniarkę" za względu na to, że żelazo pozbawiały mocy zarówno Półdżinów, jak i trolle (nie wiem, która powieść wyszła pierwsza i wątpię, żeby autorki zrzynały od siebie, bo książki ogromnie się różnią) nie przeszkadzało mi to. Zwróciłam na to uwagę, właściwie tylko dlatego, że stosunkowo w bliskim czasie czytałam obie te trylogie i nie poświęcałam więcej uwagi na analizę innych podobnych cech, które gdybyśmy chcieli, bylibyśmy w stanie znaleźć. Mimo wszystko "Duchy Rebelii" zachowują swój pustynny klimat. Kiedy czytamy, niemal czuć zapach pyłu strzelniczego. Opisy, które stosuje pani Hamilton, nie są męczące, czy przydługie, ale dość dosadne, za co wszyscy fani powinni być jej wdzięczni.
Kolejną bardzo dobrą cechą tej książki, jest to, że Amani nie należy do irytujących bohaterek, z jakimi często zderzam się w seriach. Jasne, ma swoje dylematy i rzeczy na które bardziej zwraca uwagę, bo tkwią gdzieś głęboko w niej, jak przekonanie, że się zmieniła. Uważa, że nie jest już tą samą dziewczyną z miasteczka, która zostawiła przyjaciela na śmierć, żeby ratować własną skórę. Między innymi to sprawia, że jest taka wyjątkowa, a jej działania są takie, a nie inne.
Sceny pod koniec książki doprowadziły mnie do łez. Byłam przerażona, że seria skończy się właśnie w ten sposób, ale na szczęście wszystko wróciło na właściwy tor. Nie wiem, co mam więcej powiedzieć o tej książce. Uważam, że po przeczytaniu "Buntowniczki z pustyni" będziecie wzruszeni tym, jak opowiadane legendy mogą zostać pozmieniane, a prawdę znać będą tylko nieliczne osoby. Historia Amani długo po odłożeniu książki na półkę zostanie w waszych sercach i nie będziecie żałowali poświęconego jej czasu.
To tyle ode mnie!
Lociak
niedziela, 9 grudnia 2018
ALBO ALBO TAG
Bo kto powiedział, że nie można robić TAG'ów bez nominacji?
Znaleziony na kanale Anity z Book Reviews TAG książkowy, w którym odpowiadam na pytania z serii "Co wolę?" Ponieważ dawno nie było recenzji, a do skończenia "Cienia Rycerza" którego obecnie czytam jeszcze trochę mi zostało, postanowiłam pośmiać się trochę. Ostatnio naprawdę nieźle się bawiłam robiąc tutaj RICK RIORDAN TAG, więc w sumie, dlaczego nie kolejny?!
ZACZYNAJMY!😀
1. Czytać tylko trylogie, czy tylko powieści jednotomowe?
Wolę czytać obie te rzeczy! Albo serie! A tak poważnie... Myślę, że tylko trylogię, bo na mojej liście książek do przeczytania, jest zdecydowanie więcej tego typu pozycji niż jednotomówek, choć szybko się nudzę jeśli chodzi o historię złożone z kilku części. Mimo wszystko wybieram te pierwsze.
2. Czytać tylko autorki, czy tylko autorów?
Rany... Z racji iż zostało mi jeszcze kilka książek Wujka Ricka, to odpowiem, że tylko panów... Dodatkowo John Green, którego styl pisania i powieści tak bardzo skłaniają do przemyśleń i trafiają w sedno moich myśli... Nie byłabym w stanie zrezygnować z tej dwójki. Kobiety nieraz za bardzo rozpisują się nad pewnymi wątkami, które mnie nudzą. Nie znoszę książek o typowym romansie niegrzecznego chłopca z grzeczną dziewczyną, chyba że autorka wrzuciłaby do środka trochę czegoś innego. Odświeżyła jakoś ten schemat, który jest całkiem dobry jednak ilość powieści opierających się na tym samym jest przerażająca i dlatego mam do nich tak negatywne nastawienie.
3. Wolisz kupować książki tylko w empiku, czy tylko na stronach internetowych?
Ja generalnie lubię mieć książkę od razu w ręce i nienawidzę czekać na przesyłkę. Z drugiej jednak strony w internecie mamy różne mega promocje, takie jak na przykład u wydawnictwa Galeria Książki, gdzie kupiłam za piętnaście złotych całą trylogię kryminalną Riordana, więc mój portfel podpowiada mi, że jednak internet 😂😂
4. Wolisz, żeby wszystkie książki zostały zekranizowane, czy żeby przekształcono je w serial?
Ani to, ani to... Jeśli jednak muszę wybrać, obawiam się, że film wygrywa, gdyż jest krótszy i szybciej obejrzałabym więcej. Z drugiej strony w serialu można pozwolić sobie na szczegóły, o które nie da się zadbać przy 120 minutach do dyspozycji...
5. Wolisz czytać pięć stron dziennie, czy pięć książek tygodniowo?
Tak dużo książek... Tak mało czasu... Oczywiście, że wolę czytać pięć książek tygodniowo, co nie jest możliwe, bo czytam w ślimaczym tempie, ale o ile szybciej mogłabym wstawiać recenzje na bloga... Marzenia...
6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem, czy autorem?
Jak wiecie moja debiutancka powieść miała premierę już ponad rok temu i ja nie przestałam pisać, tylko to wydawnictwo trudniej znaleźć... Lubię czytać książki i o nich rozmawiać, ale nie wiem, czy jest to coś, co mogłabym robić jako zawód... Może kiedyś się o tym przekonam, bo w sumie dlaczego by nie robić i tego i tego? Uwielbiam Targi Książki i tego rodzaju imprezy, spotkania z autorami i tą całą atmosferę, więc na pewno nie zrezygnuję z tego łatwo.
7. Wolisz czytać 20 ulubionych książek w kółko, czy cały czas sięgać po nowe?
Czy druga opcja oznacza, że już nigdy nie mogłabym przeczytać Percy'ego? Nie wiem... Chciałabym na pewno jeszcze raz przeczytać kiedyś "Papierowe Miasta" ponieważ niesamowicie utożsamiam się z głównym bohaterem, ale nie mogę się zatrzymać na tych kilku, kiedy cały czas powstają coraz lepsze książki! Nawet nie ma takiej opcji!
8. Wolisz być bibliotekarką, czy sprzedawcą książek?
Z racji, iż mam alergię na kurz, który chcąc nie chcąc siedzi w książkach, pewnie sprzedawcą książek, ale takim, który może doradzić w zakupie i ogólnie pogadać trochę. Organizowałabym w sklepie jakieś spotkania z autorami i inne takie...
9. Wolisz czytać tylko książki fizyczne, czy ebooki?
Łatwe. Mój wzrok szybko się męczy kiedy patrzę w ekran, nawet taki dostosowany - jak w czytnikach. Z resztą to nie to samo, co dotknąć książkę, okładkę, poprzewracać strony... Nic też nie zastąpi zapachu nowej książki, także zdecydowanie to pierwsze.
To by było na tyle. Jestem dumna, że wytrwałam do końca, bo jest już dość późno, a ja gdy jestem zmęczona, potrafię pisać bzdury...
Do następnego!
Znaleziony na kanale Anity z Book Reviews TAG książkowy, w którym odpowiadam na pytania z serii "Co wolę?" Ponieważ dawno nie było recenzji, a do skończenia "Cienia Rycerza" którego obecnie czytam jeszcze trochę mi zostało, postanowiłam pośmiać się trochę. Ostatnio naprawdę nieźle się bawiłam robiąc tutaj RICK RIORDAN TAG, więc w sumie, dlaczego nie kolejny?!
ZACZYNAJMY!😀
1. Czytać tylko trylogie, czy tylko powieści jednotomowe?
Wolę czytać obie te rzeczy! Albo serie! A tak poważnie... Myślę, że tylko trylogię, bo na mojej liście książek do przeczytania, jest zdecydowanie więcej tego typu pozycji niż jednotomówek, choć szybko się nudzę jeśli chodzi o historię złożone z kilku części. Mimo wszystko wybieram te pierwsze.
2. Czytać tylko autorki, czy tylko autorów?
Rany... Z racji iż zostało mi jeszcze kilka książek Wujka Ricka, to odpowiem, że tylko panów... Dodatkowo John Green, którego styl pisania i powieści tak bardzo skłaniają do przemyśleń i trafiają w sedno moich myśli... Nie byłabym w stanie zrezygnować z tej dwójki. Kobiety nieraz za bardzo rozpisują się nad pewnymi wątkami, które mnie nudzą. Nie znoszę książek o typowym romansie niegrzecznego chłopca z grzeczną dziewczyną, chyba że autorka wrzuciłaby do środka trochę czegoś innego. Odświeżyła jakoś ten schemat, który jest całkiem dobry jednak ilość powieści opierających się na tym samym jest przerażająca i dlatego mam do nich tak negatywne nastawienie.
3. Wolisz kupować książki tylko w empiku, czy tylko na stronach internetowych?
Ja generalnie lubię mieć książkę od razu w ręce i nienawidzę czekać na przesyłkę. Z drugiej jednak strony w internecie mamy różne mega promocje, takie jak na przykład u wydawnictwa Galeria Książki, gdzie kupiłam za piętnaście złotych całą trylogię kryminalną Riordana, więc mój portfel podpowiada mi, że jednak internet 😂😂
4. Wolisz, żeby wszystkie książki zostały zekranizowane, czy żeby przekształcono je w serial?
Ani to, ani to... Jeśli jednak muszę wybrać, obawiam się, że film wygrywa, gdyż jest krótszy i szybciej obejrzałabym więcej. Z drugiej strony w serialu można pozwolić sobie na szczegóły, o które nie da się zadbać przy 120 minutach do dyspozycji...
5. Wolisz czytać pięć stron dziennie, czy pięć książek tygodniowo?
Tak dużo książek... Tak mało czasu... Oczywiście, że wolę czytać pięć książek tygodniowo, co nie jest możliwe, bo czytam w ślimaczym tempie, ale o ile szybciej mogłabym wstawiać recenzje na bloga... Marzenia...
6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem, czy autorem?
Jak wiecie moja debiutancka powieść miała premierę już ponad rok temu i ja nie przestałam pisać, tylko to wydawnictwo trudniej znaleźć... Lubię czytać książki i o nich rozmawiać, ale nie wiem, czy jest to coś, co mogłabym robić jako zawód... Może kiedyś się o tym przekonam, bo w sumie dlaczego by nie robić i tego i tego? Uwielbiam Targi Książki i tego rodzaju imprezy, spotkania z autorami i tą całą atmosferę, więc na pewno nie zrezygnuję z tego łatwo.
7. Wolisz czytać 20 ulubionych książek w kółko, czy cały czas sięgać po nowe?
Czy druga opcja oznacza, że już nigdy nie mogłabym przeczytać Percy'ego? Nie wiem... Chciałabym na pewno jeszcze raz przeczytać kiedyś "Papierowe Miasta" ponieważ niesamowicie utożsamiam się z głównym bohaterem, ale nie mogę się zatrzymać na tych kilku, kiedy cały czas powstają coraz lepsze książki! Nawet nie ma takiej opcji!
8. Wolisz być bibliotekarką, czy sprzedawcą książek?
Z racji, iż mam alergię na kurz, który chcąc nie chcąc siedzi w książkach, pewnie sprzedawcą książek, ale takim, który może doradzić w zakupie i ogólnie pogadać trochę. Organizowałabym w sklepie jakieś spotkania z autorami i inne takie...
9. Wolisz czytać tylko książki fizyczne, czy ebooki?
Łatwe. Mój wzrok szybko się męczy kiedy patrzę w ekran, nawet taki dostosowany - jak w czytnikach. Z resztą to nie to samo, co dotknąć książkę, okładkę, poprzewracać strony... Nic też nie zastąpi zapachu nowej książki, także zdecydowanie to pierwsze.
To by było na tyle. Jestem dumna, że wytrwałam do końca, bo jest już dość późno, a ja gdy jestem zmęczona, potrafię pisać bzdury...
Do następnego!
poniedziałek, 12 listopada 2018
Recenzja "Bandy niematerialnych szaleńców" Marysi Krasowskiej!
Wybrałam idealny termin na rozpoczęcie tej lektury. Specjalnie na szybko kończyłam "Krainę Opowieści" żeby 1 listopada móc zabrać się za tą świetnie zapowiadającą się przygodówkę z duchami na pierwszym planie.
Niestety nie byłam w stanie osobiście spotkać autorki, ale koleżanka przywiozła mi egzemplarz z autografem ze Śląskich Targów Książki. Wyobraźcie sobie jaka zadowolona byłam, przyglądając się okładce i widząc w tle pałac kultury ❤️💖 Ogólnie uważam, że wydawnictwo SQN odwaliło kawał dobrej roboty. W jednym z pierwszych rozdziałów główny bohater porównywany jest do Harry'ego Stylesa, a postać na okładce, faktycznie nieco go przypomina. No, ale może nakreślę wam nieco zarys fabuły.
Rodzice Danny'ego są okropnie bogaci, ale ma to swoje konsekwencje. Ich praca wymaga podróżowania po świecie, przez co chłopak żyje na walizkach i musi użerać się z okropnymi guwernantkami. Po tym jak pozbył się swojej trzydziestej pierwszej nauczycielki, zostaje w ramach kary wysłany do wujostwa mieszkającego w Warszawie, gdzie ma zacząć chodzić do publicznego gimnazjum. Lądując w jednym domu z piątką kuzynek, chłopak ma przed sobą nie lada wyzwanie. Z początku kiepsko idzie mu w szkole, jednak gdy okazuje się, że widzi duchy, Czarnobrody - duch pirata, pomaga mu przetrwać w nowym otoczeniu. Sielanka nie trwa jednak długo, bo jego nowy przyjaciel zostaje uwięziony w lustrze, a Danny wraz z pomocą Anety (najfajniejszej ze swoich kuzynek) musi wydostać go stamtąd do pełni księżyca i dowiedzieć się, kto oraz dlaczego go tam zamknął...
Anita z Book Reveiws napisała, że Danny Moon to godny następna Percy'ego Jacksona. Chociaż uważam, że odrobinę przesadziła, bo Persiak jest jeden jedyny w swoim rodzaju 😍 to uważam, że coś w tym jest. Postać faktycznie ma ogromny potencjał i jeśli wyjdzie kontynuacja, na pewno przeczytam, by sprawdzić, czy został wykorzystany.
Autorka wyraźnie czytała książki wujka Ricka, bo ten Riordanowski humor wszedł jej w krew, co absolutnie nie jest niczym złym. Wręcz przeciwnie, byłam zaskoczona, że dwie osoby mogą pisać tak podobnie. Same nazwy rozdziałów bardzo przypominały mi książki mojego ulubionego autora, co było niewątpliwym plusem.
Akcja toczy się naprawdę szybko, a czyta się przyjemnie. Uwielbiam relację Danny'ego z Anetą, bo przypominają mi mnie i mojego kuzyna 😂 Z drugiej strony mają coś w sobie z Percy'ego i Annabeth. On jest wybuchowy, nierozważny, ale dzielny, a ona wszystkim się przejmuję, będąc dużo mądrzejsza od niego. Mimo wszystko tworzą zgrany duet idealny do rozgryzania trudnych zagadek. Bawiłam się świetnie na tej książce, do momentu, w którym zaczęła się walka między dobrymi a złymi. Ciągła się tak długo, równocześnie będąc tak chaotyczną, że w pewnym momencie zaczęła mnie męczyć. Może to dlatego, że nie bardzo przepadam za technologicznymi odniesieniami oraz robotami w książkach, których tutaj było tak na marginesie sporo.
Bardzo denerwowała mnie też Dobromira. Nie mam pojęcia dlaczego, ta laska mi tam po prostu nie leży. Danny zakochał się w niej od tak, bo była śliczna i w sumie miał gdzieś, że za życia była podstępną trucicielką... Niby wiedziałam, że po latach bycia duchem zmieniła się na lepsze, ale ja jej zwyczajnie nie trawię. Wkurzała mnie ilekroć pojawiała się na kartach powieści 😂 Poza tym naprawdę zazdrościłam Denny'emu, że je tyle czekolady, a wciąż nie tyje. Szybki metabolizm to chyba taka super moc, którą każdy chciałby posiadać.
Naprawdę podoba mi się w tej książce to, że postacie są ogromnie wyraziste i tak bardzo się od siebie różnią. Duchy są odrobinę przerysowane, ale to także posiada swój własny urok.
Informacje są dawkowane czytelnikowi powoli, do pewnego momentu, kiedy wszystko wychodzi na jaw i zostajemy zbombardowani wiadomościami, które dziwnie się przyswaja. Ta historia bardzo przypominała mi disneyowskie filmy. Dzieciaki vs. źli dorośli, co sprawia, że książka będzie idealna dla powiedzmy dwunastolatków, chociaż poważniejszy czytelnik także będzie się dobrze bawił czytając!
Lociak <3
Niestety nie byłam w stanie osobiście spotkać autorki, ale koleżanka przywiozła mi egzemplarz z autografem ze Śląskich Targów Książki. Wyobraźcie sobie jaka zadowolona byłam, przyglądając się okładce i widząc w tle pałac kultury ❤️💖 Ogólnie uważam, że wydawnictwo SQN odwaliło kawał dobrej roboty. W jednym z pierwszych rozdziałów główny bohater porównywany jest do Harry'ego Stylesa, a postać na okładce, faktycznie nieco go przypomina. No, ale może nakreślę wam nieco zarys fabuły.
Rodzice Danny'ego są okropnie bogaci, ale ma to swoje konsekwencje. Ich praca wymaga podróżowania po świecie, przez co chłopak żyje na walizkach i musi użerać się z okropnymi guwernantkami. Po tym jak pozbył się swojej trzydziestej pierwszej nauczycielki, zostaje w ramach kary wysłany do wujostwa mieszkającego w Warszawie, gdzie ma zacząć chodzić do publicznego gimnazjum. Lądując w jednym domu z piątką kuzynek, chłopak ma przed sobą nie lada wyzwanie. Z początku kiepsko idzie mu w szkole, jednak gdy okazuje się, że widzi duchy, Czarnobrody - duch pirata, pomaga mu przetrwać w nowym otoczeniu. Sielanka nie trwa jednak długo, bo jego nowy przyjaciel zostaje uwięziony w lustrze, a Danny wraz z pomocą Anety (najfajniejszej ze swoich kuzynek) musi wydostać go stamtąd do pełni księżyca i dowiedzieć się, kto oraz dlaczego go tam zamknął...
Anita z Book Reveiws napisała, że Danny Moon to godny następna Percy'ego Jacksona. Chociaż uważam, że odrobinę przesadziła, bo Persiak jest jeden jedyny w swoim rodzaju 😍 to uważam, że coś w tym jest. Postać faktycznie ma ogromny potencjał i jeśli wyjdzie kontynuacja, na pewno przeczytam, by sprawdzić, czy został wykorzystany.
Autorka wyraźnie czytała książki wujka Ricka, bo ten Riordanowski humor wszedł jej w krew, co absolutnie nie jest niczym złym. Wręcz przeciwnie, byłam zaskoczona, że dwie osoby mogą pisać tak podobnie. Same nazwy rozdziałów bardzo przypominały mi książki mojego ulubionego autora, co było niewątpliwym plusem.
Bardzo denerwowała mnie też Dobromira. Nie mam pojęcia dlaczego, ta laska mi tam po prostu nie leży. Danny zakochał się w niej od tak, bo była śliczna i w sumie miał gdzieś, że za życia była podstępną trucicielką... Niby wiedziałam, że po latach bycia duchem zmieniła się na lepsze, ale ja jej zwyczajnie nie trawię. Wkurzała mnie ilekroć pojawiała się na kartach powieści 😂 Poza tym naprawdę zazdrościłam Denny'emu, że je tyle czekolady, a wciąż nie tyje. Szybki metabolizm to chyba taka super moc, którą każdy chciałby posiadać.
Naprawdę podoba mi się w tej książce to, że postacie są ogromnie wyraziste i tak bardzo się od siebie różnią. Duchy są odrobinę przerysowane, ale to także posiada swój własny urok.
Informacje są dawkowane czytelnikowi powoli, do pewnego momentu, kiedy wszystko wychodzi na jaw i zostajemy zbombardowani wiadomościami, które dziwnie się przyswaja. Ta historia bardzo przypominała mi disneyowskie filmy. Dzieciaki vs. źli dorośli, co sprawia, że książka będzie idealna dla powiedzmy dwunastolatków, chociaż poważniejszy czytelnik także będzie się dobrze bawił czytając!
Lociak <3
sobota, 27 października 2018
Recenzja "Kraina Opowieści. Zaklęcie Życzeń" Chris Colfer
Niedawno, nowe wydawnictwo Młodzieżówka wypuściło na rynek pierwszą książkę, której autor jest znany fanom serialu Glee, jako Kurt Humme. Młody pisarz jest dodatkowo aktorem i piosenkarzem, więc kogo nie ciekawiłaby jego debiutancka powieść? "Zaklęcie Życzeń" jest pierwszą częścią cyklu przygodowych książek dla dzieci, które są w stanie rozkochać w sobie nawet dorosłego czytelnika. 😉
Alex i Conner to bliźniaki różniące się od siebie jak ogień i woda. Dziewczynka jest piątkową uczennicą, która nie ma wielu przyjaciół poza bohaterami książek, a jej brat to dusza towarzystwa, z kolei mająca problem z przysypianiem na lekcji. Dzieci martwią się o swoją matkę, która ledwo wiążę koniec z końcem przez śmierć ich ojca. Więc kiedy babcia przyjeżdża, żeby zając się nimi w ich urodziny, nawet nie przypuszczają jak się to skończy. Rodzeństwo dostaje od niej Krainę Opowieści - książkę, którą czytała im wraz z ojcem, gdy byli młodsi. Jednak po wyjeździe babci z powieścią zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Zostają wciągnięci przez jej karty w prost do innej krainy, gdzie żyją wszystkie baśniowe stworzenia. Tylko, że... Akcja dzieje się już jakby po "żyli długo i szczęśliwie": Czerwony Kapturek ma własne królestwo, Złotowłosa jest ściganą przestępczynią, a królowa Kopciuszek właśnie spodziewa się dziecka. Dodatkowo z więzienia uciekła Zła Królowa, która tak jak Alex i Conner chcę zdobyć Zaklęcie Życzeń...
No dobra, czułam się trochę za stara na tą książkę, co nie zmienia faktu, że była urocza. Główni bohaterowie są mało realistyczni, gdyż na świecie nie ma ta grzecznych dwunastolatków! Wiem, bo mój brat jest w tym wieku 😂 Jednak obydwoje mają swoje wady. Alex bywa przemądrzała, a Conner... Wręcz przeciwnie. Dzięki temu ich sprzeczki bywały zabawne, jednak kiedy przychodziło co do czego stali za sobą murem. Non stop wpadali w tarapaty, jednak zawsze wspólnymi siłami udawało im się z nich wydostać.
Autor ma bardzo prosty i przystępny styl, dzięki czemu nie męczysz się przy czytaniu. Wszystko dokładnie opisał oraz wyjaśnił, co się stało, jak i dlaczego, jednak dopatrzyłam się kilku rzeczy, które mnie jako nastolatkę irytowały. Może to ja ominęłam jakiś fragment, przez co czegoś nie zrozumiałam, ale miałam taką pustkę jeśli chodzi o fabułę: Bliźniaki do Zaklęcia Życzeń potrzebowały kilku składników, czyli między innymi koronę Króla Goblinów i Króla Troli, która była jedna, a w momencie, gdy dzieci ścigały się z Królową o ostatni przedmiot, stwierdziły, że jeśli ona zdobędzie go pierwsza, będzie po sprawie i wygra, mimo, że to oni mieli całą resztę składników. Może przyczepiłam się szczegółów, ale staram się ostatnio nie pisać tylko i wyłącznie kolorowych recenzji, a jednak oprócz tego fragmentu... Nie mam zastrzeżeń 😂😃
Powieść czyta się szybko i przyjemnie, mimo że trochę długawo się rozkręca. Miło było przypomnieć sobie niektóre baśnie i pofantazjować, co też mogło stać się z ich bohaterami po zakończeniu historii. Ogromnie podobał mi się wątek o Jasiu i Złotowłosej, którą bajki przedstawiają nam jako małą, rozkapryszoną dziewczynkę. Dorosła, a życie zmusiło ją do stania się prawdziwą wojowniczką, którą pokochał Jaś! Tak, ten od magicznej fasolki i olbrzyma.
I choć na końcu stało się dokładnie tak jak przewidywałam, cieszyłam się, że wyszło tak a nie inaczej. Powiązanie rodziny bliźniąt z Krainą Opowieści wyszło naprawdę dobrze i nie było ani trochę wymuszone, jak często dzieje się w powieściach.
Myślę, że gdybym miała dziesięć lat, byłabym zachwycona tą opowieścią, ale w końcu do takich czytelników książka jest skierowana. Uczy bardzo dużo o przyjaźni i byciu dobrym człowiekiem. Opowieść dotyczy głównie tego, że ludzie nie rodzą się źli, tylko tacy się stają, co jest mądrym przekazem. Często nie wiemy, co kieruje danym człowiekiem, kiedy robi coś złego i pochopnie go osądzamy (choć nie w każdym przypadku).
Za możliwość recenzji dziękuję wydawnictwu Młodzieżówka.
Alex i Conner to bliźniaki różniące się od siebie jak ogień i woda. Dziewczynka jest piątkową uczennicą, która nie ma wielu przyjaciół poza bohaterami książek, a jej brat to dusza towarzystwa, z kolei mająca problem z przysypianiem na lekcji. Dzieci martwią się o swoją matkę, która ledwo wiążę koniec z końcem przez śmierć ich ojca. Więc kiedy babcia przyjeżdża, żeby zając się nimi w ich urodziny, nawet nie przypuszczają jak się to skończy. Rodzeństwo dostaje od niej Krainę Opowieści - książkę, którą czytała im wraz z ojcem, gdy byli młodsi. Jednak po wyjeździe babci z powieścią zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Zostają wciągnięci przez jej karty w prost do innej krainy, gdzie żyją wszystkie baśniowe stworzenia. Tylko, że... Akcja dzieje się już jakby po "żyli długo i szczęśliwie": Czerwony Kapturek ma własne królestwo, Złotowłosa jest ściganą przestępczynią, a królowa Kopciuszek właśnie spodziewa się dziecka. Dodatkowo z więzienia uciekła Zła Królowa, która tak jak Alex i Conner chcę zdobyć Zaklęcie Życzeń...
No dobra, czułam się trochę za stara na tą książkę, co nie zmienia faktu, że była urocza. Główni bohaterowie są mało realistyczni, gdyż na świecie nie ma ta grzecznych dwunastolatków! Wiem, bo mój brat jest w tym wieku 😂 Jednak obydwoje mają swoje wady. Alex bywa przemądrzała, a Conner... Wręcz przeciwnie. Dzięki temu ich sprzeczki bywały zabawne, jednak kiedy przychodziło co do czego stali za sobą murem. Non stop wpadali w tarapaty, jednak zawsze wspólnymi siłami udawało im się z nich wydostać.
Autor ma bardzo prosty i przystępny styl, dzięki czemu nie męczysz się przy czytaniu. Wszystko dokładnie opisał oraz wyjaśnił, co się stało, jak i dlaczego, jednak dopatrzyłam się kilku rzeczy, które mnie jako nastolatkę irytowały. Może to ja ominęłam jakiś fragment, przez co czegoś nie zrozumiałam, ale miałam taką pustkę jeśli chodzi o fabułę: Bliźniaki do Zaklęcia Życzeń potrzebowały kilku składników, czyli między innymi koronę Króla Goblinów i Króla Troli, która była jedna, a w momencie, gdy dzieci ścigały się z Królową o ostatni przedmiot, stwierdziły, że jeśli ona zdobędzie go pierwsza, będzie po sprawie i wygra, mimo, że to oni mieli całą resztę składników. Może przyczepiłam się szczegółów, ale staram się ostatnio nie pisać tylko i wyłącznie kolorowych recenzji, a jednak oprócz tego fragmentu... Nie mam zastrzeżeń 😂😃
Powieść czyta się szybko i przyjemnie, mimo że trochę długawo się rozkręca. Miło było przypomnieć sobie niektóre baśnie i pofantazjować, co też mogło stać się z ich bohaterami po zakończeniu historii. Ogromnie podobał mi się wątek o Jasiu i Złotowłosej, którą bajki przedstawiają nam jako małą, rozkapryszoną dziewczynkę. Dorosła, a życie zmusiło ją do stania się prawdziwą wojowniczką, którą pokochał Jaś! Tak, ten od magicznej fasolki i olbrzyma.
I choć na końcu stało się dokładnie tak jak przewidywałam, cieszyłam się, że wyszło tak a nie inaczej. Powiązanie rodziny bliźniąt z Krainą Opowieści wyszło naprawdę dobrze i nie było ani trochę wymuszone, jak często dzieje się w powieściach.
Myślę, że gdybym miała dziesięć lat, byłabym zachwycona tą opowieścią, ale w końcu do takich czytelników książka jest skierowana. Uczy bardzo dużo o przyjaźni i byciu dobrym człowiekiem. Opowieść dotyczy głównie tego, że ludzie nie rodzą się źli, tylko tacy się stają, co jest mądrym przekazem. Często nie wiemy, co kieruje danym człowiekiem, kiedy robi coś złego i pochopnie go osądzamy (choć nie w każdym przypadku).
Za możliwość recenzji dziękuję wydawnictwu Młodzieżówka.
wtorek, 23 października 2018
Recenzja "Zdrajcy Tronu" Alwyn Hamilton
Skoro minęły już prawie dwa tygodnie odkąd skończyłam czytać tą książkę, chyba ochłonęłam już na tyle, by napisać recenzję, choć i tak wiem, że nie odda ona tego, jak bardzo podobała mi się ta książka.
Mowa tutaj o drugiej części "Buntowniczki z pustyni" która mnie nie zachwyciła... Znaczy, podobała mi się, ale miałam mieszane odczucia. Mimo wszystko będąc na targach w Warszawie za punkt honoru wzięłam sobie, żeby zdobyć autograf autorki. Podczas gdy moja babcia, grzecznie pilnowała mi miejsca w kolejce, poszłam kupić "Zdrajcę Tronu" którego i tak miałam zamiar przeczytać. Wróciłam później do kolejki, cierpliwie czekając na swoją kolej. Po mniej więcej godzinie, przyszedł Pan który powiedział, że Pani Hamilton niestety nie zdąży podpisać książek wszystkim. Było mi przykro, mimo to cierpliwie czekałam. Gdzieś w tłumie dojrzałam Kamajle i stwierdziłam, że podejdę się przywitać i coś tam jej powiedzieć. Mimo, że rozmowa nie trwała długo, przekazała mi, że nie będę mieć podpisu jeśli się nie wepcham. Nie chciałam się "ryć" bo wiem, że pozostali także chcą zdobyć podpis, ale byłam tak zirytowana staniem, że podeszłam na przód i spytałam stojących tam dziewczyn, czy mogę się dyskretnie wepchnąć obok nich. Nie zgodziły się, więc spytałam następne 😂 Tamte powiedziały, że mogę się dołączyć. Jako, że nikt się nie sprzeciwiał, udało mi się zdobyć upragniony autograf i zdjęcie! Żałuję jedynie, że mam podpisaną pierwszą część, skoro to w drugiej się zakochałam...
Po tym jak Amani dołączyła do rebelii i omal nie umarła od kuli, udaje jej się wykonać kolejną niebezpieczną misję, podczas której poznaje swoją ciotkę. W trakcie ataku armii na Obóz Księcia Buntownika, zostaje przez nią sprzedana sułtanowi, jak potężna broń. Dziewczyna, pozbawiona mocy i uwięziona w pałacu, nie ma pojęcia jak się wydostać. Wpada jednak na pomysł, że to ona może zostać szpiegiem w szeregach wroga, którego tak bardzo potrzebowała rebelia.
Dawno nie dałam się aż tak wciągnąć w książkę 😍💗
Muszę przyznać, że siedziałam i czytałam kiedy tylko się dało. W każdym rozdziale jesteśmy zarzucani masą dobrej akcji, a bohaterowie kradną nam serca z każdą stroną.
No więc... Wiecie, że jestem kochliwa, nie?
Zakładam, że każda czytająca tę książkę dziewczyna będzie wzdychać do Jina - chłopaka Amani, Obcego Księcia. Bo przecież jest taki opiekuńczy i tajemniczy. W końcu to on wprowadził bohaterkę w świat rebelii, ale... No, sorry! Mi się podoba Ahmed, choć kiedy czytam to imię mam przed oczami Turka z Kebabem 😂 Ale wiecie... Jest Księciem Buntownikiem... Dowódcą Rebelii! Przyszłym Sułtanem!!! I po cichu liczę na to, że będzie z Shazad 😊😉 Ale niech nikt nie mówi Percy'emu ok?
Wracając do książki, bo za bardzo się rozwodzę 😂 Coraz bardziej wdrążam się w klimaty Miraji. Amani została ukryta pod przykrywką w haremie, gdzie zabiegał o nią syn Sułtana, Kadir. Po piętach deptały jej też ciągle żony Kadira, co było totalnym absurdem. Bohaterka musiała mierzyć się ze wszystkimi na raz, a w pałacu czekały na nią także nieprzyjemności związane z jej przeszłością.
W tej części poznaliśmy bardzo dużo nowych postaci, które naprawdę polubiłam, oraz stare, które mogłoby się wydawać już nigdy nie miały pojawić się w tej historii.
Jedyny problem jaki miałam podczas czytania, to zapamiętywanie tych dziwnych imion Dżinów. Było ich kilku i odgrywali jednak dosyć znaczącą rolę, jednak nie męczyłam się przy tym. Cała ich historia, jest naprawdę interesująca ale nie mamy jej wyrzuconej od tak. Każdy kawałek prawdy odkrywamy po kolei przez co nie jesteśmy zarzuceni zbyt dużą ilością informacji.
Co do miłości naszej kochanej parki Amani i Jina! Kocham to, że ich romans nie jest tu postawiony na pierwszym miejscu. Owszem są w sobie zakochani, ale przy tym obydwoje zachowują się w miarę racjonalnie. Usiłują ratować jeden drugiego przy czym nie narażają zbytnio innych. Amani nie należy do tych głupich, irytujących postaci, które będąc zakochane postępują irracjonalnie i tracą rozum, za co tak ją lubię.
Końcówka omal mnie nie zabiła. Serce biło mi jak po przebiegnięciu maratonu, a z oczu polały się łzy... A później nagle okazało się, że w sumie nie jest tak źle, jak myślałam, więc zaczęłam się śmiać. Osoby, które czytały wiedzą o co chodzi, a te które nie... Cóż. Nie będę wam psuć zabawy.
Jedyne co mogę zrobić to bardzo gorąco polecić tę książkę, bo podoba mi się tak bardzo, że nie jestem w stanie więcej o niej napisać.
Podsumowując: Love Ahmed 💗 i nie wiem jak długo wytrzymam do zakupu "Duchów Rebelii"
Join the rebellion!
Lociak <3
Mowa tutaj o drugiej części "Buntowniczki z pustyni" która mnie nie zachwyciła... Znaczy, podobała mi się, ale miałam mieszane odczucia. Mimo wszystko będąc na targach w Warszawie za punkt honoru wzięłam sobie, żeby zdobyć autograf autorki. Podczas gdy moja babcia, grzecznie pilnowała mi miejsca w kolejce, poszłam kupić "Zdrajcę Tronu" którego i tak miałam zamiar przeczytać. Wróciłam później do kolejki, cierpliwie czekając na swoją kolej. Po mniej więcej godzinie, przyszedł Pan który powiedział, że Pani Hamilton niestety nie zdąży podpisać książek wszystkim. Było mi przykro, mimo to cierpliwie czekałam. Gdzieś w tłumie dojrzałam Kamajle i stwierdziłam, że podejdę się przywitać i coś tam jej powiedzieć. Mimo, że rozmowa nie trwała długo, przekazała mi, że nie będę mieć podpisu jeśli się nie wepcham. Nie chciałam się "ryć" bo wiem, że pozostali także chcą zdobyć podpis, ale byłam tak zirytowana staniem, że podeszłam na przód i spytałam stojących tam dziewczyn, czy mogę się dyskretnie wepchnąć obok nich. Nie zgodziły się, więc spytałam następne 😂 Tamte powiedziały, że mogę się dołączyć. Jako, że nikt się nie sprzeciwiał, udało mi się zdobyć upragniony autograf i zdjęcie! Żałuję jedynie, że mam podpisaną pierwszą część, skoro to w drugiej się zakochałam...
Po tym jak Amani dołączyła do rebelii i omal nie umarła od kuli, udaje jej się wykonać kolejną niebezpieczną misję, podczas której poznaje swoją ciotkę. W trakcie ataku armii na Obóz Księcia Buntownika, zostaje przez nią sprzedana sułtanowi, jak potężna broń. Dziewczyna, pozbawiona mocy i uwięziona w pałacu, nie ma pojęcia jak się wydostać. Wpada jednak na pomysł, że to ona może zostać szpiegiem w szeregach wroga, którego tak bardzo potrzebowała rebelia.
Dawno nie dałam się aż tak wciągnąć w książkę 😍💗
Muszę przyznać, że siedziałam i czytałam kiedy tylko się dało. W każdym rozdziale jesteśmy zarzucani masą dobrej akcji, a bohaterowie kradną nam serca z każdą stroną.
No więc... Wiecie, że jestem kochliwa, nie?
Zakładam, że każda czytająca tę książkę dziewczyna będzie wzdychać do Jina - chłopaka Amani, Obcego Księcia. Bo przecież jest taki opiekuńczy i tajemniczy. W końcu to on wprowadził bohaterkę w świat rebelii, ale... No, sorry! Mi się podoba Ahmed, choć kiedy czytam to imię mam przed oczami Turka z Kebabem 😂 Ale wiecie... Jest Księciem Buntownikiem... Dowódcą Rebelii! Przyszłym Sułtanem!!! I po cichu liczę na to, że będzie z Shazad 😊😉 Ale niech nikt nie mówi Percy'emu ok?
Wracając do książki, bo za bardzo się rozwodzę 😂 Coraz bardziej wdrążam się w klimaty Miraji. Amani została ukryta pod przykrywką w haremie, gdzie zabiegał o nią syn Sułtana, Kadir. Po piętach deptały jej też ciągle żony Kadira, co było totalnym absurdem. Bohaterka musiała mierzyć się ze wszystkimi na raz, a w pałacu czekały na nią także nieprzyjemności związane z jej przeszłością.
W tej części poznaliśmy bardzo dużo nowych postaci, które naprawdę polubiłam, oraz stare, które mogłoby się wydawać już nigdy nie miały pojawić się w tej historii.
Jedyny problem jaki miałam podczas czytania, to zapamiętywanie tych dziwnych imion Dżinów. Było ich kilku i odgrywali jednak dosyć znaczącą rolę, jednak nie męczyłam się przy tym. Cała ich historia, jest naprawdę interesująca ale nie mamy jej wyrzuconej od tak. Każdy kawałek prawdy odkrywamy po kolei przez co nie jesteśmy zarzuceni zbyt dużą ilością informacji.
Co do miłości naszej kochanej parki Amani i Jina! Kocham to, że ich romans nie jest tu postawiony na pierwszym miejscu. Owszem są w sobie zakochani, ale przy tym obydwoje zachowują się w miarę racjonalnie. Usiłują ratować jeden drugiego przy czym nie narażają zbytnio innych. Amani nie należy do tych głupich, irytujących postaci, które będąc zakochane postępują irracjonalnie i tracą rozum, za co tak ją lubię.
Końcówka omal mnie nie zabiła. Serce biło mi jak po przebiegnięciu maratonu, a z oczu polały się łzy... A później nagle okazało się, że w sumie nie jest tak źle, jak myślałam, więc zaczęłam się śmiać. Osoby, które czytały wiedzą o co chodzi, a te które nie... Cóż. Nie będę wam psuć zabawy.
Jedyne co mogę zrobić to bardzo gorąco polecić tę książkę, bo podoba mi się tak bardzo, że nie jestem w stanie więcej o niej napisać.
Podsumowując: Love Ahmed 💗 i nie wiem jak długo wytrzymam do zakupu "Duchów Rebelii"
Join the rebellion!
Lociak <3
Recenzja "Ostrze Zdrajcy" De Castell
Nie czytałam Trzech Muszkieterów 😢. Z bólem się do tego przyznaję, ale nie da się zaprzeczyć, że powieść, którą mam zamiar omówić odrobinę ją przypomina. Mamy trzech szlachetnych mężczyzn, złą księżną oraz masę intryg, tak przebiegłych, że nie można być pewnym niczego.
Nie wiem jak to jest, że każda moja recenzja jest pozytywna... Jakoś trafiam na same dobre książki, które mi się podobają. Tak samo było i w tym przypadku.
Wielkie płaszcze zostały rozwiązane, gdy Król został zabity. Falcio val Mond oraz jego towarzysze łapią się praktycznie każdej pracy jaka wpadnie im w ręce, ale podczas ostatniego zadania, kiedy to mieli ochraniać swojego chlebodawcę, skończyło się na znalezieniu jego martwego ciała. Jego zabójczyni użyła magii, żeby Falcio, Kest i Brasti nie mógl go uratować. Bohaterowie uciekają z Karawaną, która pakuje ich w jeszcze większe kłopoty...
Zacznę od tego, że nie da się nie polubić trójki głównych bohaterów 😂 Jednak najgenialniejsi są, razem. Ich rozmowy ociekają sarkazmem i drażnią się ze sobą na wzajem, co czyta się w sposób tak naturalny i przyjemny jak komedię. No bo przeczytajcie tylko:
" – Kapitanie – powiedział Brasti, klaszcząc w dłonie. – Plac karawan, a myślałem, że to ja miałem być tym głupim.
– Nie martw się – powiedział z rezygnacją Kest. – Wciąż nim jesteś.
– Myślałem, że nie opowiadasz dowcipów.
– Nie opowiadam.\
Poczucie humoru Pana De Castella nie zawsze tak przypada mi do gustu, jednak ten tekst musiałam zaznaczyć podczas czytania!
Podobała mi się historia głównego bohatera. Przeszłość Felicia jest dość smutna i to ona w głównej mierze decyduje o tym, jak postępuje teraz. Dzięki temu możemy bardziej go zrozumieć. Żałuję jedynie, że nie mogliśmy w ten sam sposób poznać reszty chłopaków. Niby mamy opis, skąd się znają z Kestem, ale jest bardzo mało informacji o Brastim, który jednak jest dosyć interesującą postacią. Mam nadzieję, że w następnym tomie, będę mogła przeczytać o nim trochę więcej. Nie ukrywam, że ciekawe byłyby rozdziały także z jego perspektywy.
Bardzo miażdżące jest zakończenie. Autor zasypuje nas tyloma zwrotami akcji, że ciężko nadążyć. Ledwo twój mózg zarejestrował jedno zdarzenie, a on już bombarduje nas następnym. Książkę czyta się szybko, miło i przyjemnie, ale według mnie jest zbyt dużo scen walk, których nie rozumiem. Są opisane tak szczegółowo, a kiedy nie zna się nazw niektórych broni... Na przykład nim zorientowałam się jak w ogóle wygląd rapier, minęło trochę czasu 😂 Myślę, że historia mogłaby się bardziej spodobać chłopakom, jednak nie mówię, że dziewczyny nie będą w stanie jej ogarnąć. Co prawda główny wątek romantyczny nie kończy się najlepiej, niemniej czekam na to co wydarzy się w "Cieniu Rycerza"
Lociak
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Recenzja "Lalkarza z Krakowa" R. M. Romero
Czuję się dumna, że zagraniczny pisarz stworzył opowieść, której akcja dzieje się w Polsce 😊Dodatkowo w mieście leżącym niecałe dwie godzi...
-
Na prośbę mojego czytelnika, a także kolegi z wattpada, postanowiłam zrobić recenzję, jego opowiadania. Przyznam, że trochę bałam sie takieg...
-
Przeglądałam tak sobie filmy booktuberów i natknęłam się na tagi. Pomyślałam (tak, zdarzają się takie sytuację, w których myślę 😉 ) że w ...
-
Skoro minęły już prawie dwa tygodnie odkąd skończyłam czytać tą książkę, chyba ochłonęłam już na tyle, by napisać recenzję, choć i tak wiem,...