czwartek, 4 maja 2017

Recenzja "Gril Onilne" Zoe Sugg

 Skoro można powiedzieć, że jako tako jestem pisarką... I jestem może trochę bardziej niż przeciętnie rozeznana w świecie książek, może mogłabym się pobawić w recenzentkę? Jasne, blog nie będzie typowo książkowy, ale czemu by nie spróbować!

Więc na pierwszy ogień wzięłam dwie książki z trylogii Zoe Sugg "Girl Online"

Szczerze... Z początku myślałam, że to nie będzie dobre. Wątpiłam w prawdziwość fenomenu tej historii i sądziłam, że ma ona taki rozgłos tylko dlatego, że "Zoella" jest sławną youtuberką i blogerką. W zasadzie byłam niemal pewna, że większość sięgnie po tę pozycję tylko przez to, że oglądają ją w internecie.

I cóż... Moje poglądy okazały się nie do końca prawdziwe.

Więc. Jako pierwszą przeczytałam drugą część z trylogii zatytułowaną "W Trasie" ponieważ pożyczyła mi ją koleżanka, a że okładka jest prześliczna, tak też nie mogłam się jej oprzeć. Książka opowiadała historię nastoletniej Penny, która spotyka się ze wschodzącą gwiazdą sceny muzycznej, Noah. Są w sobie ogromnie zakochani po tym co przeszli podczas świąt Bożego Narodzenia (czego nie wiem, bo nie przeczytałam jeszcze pierwszej części😞 Z naciskiem na jeszcze) Chłopak zabiera naszą bohaterkę na swoją pierwszą europejską trasę. Z początku ma być cudownie i wspaniale, ale wkrótce okazuję się, że nie do końca jest tak, jak sobie to zaplanowali.
Tyle mogę wam powiedzieć o fabule, żeby nie popsuć zabawy.

A teraz moje odczucia. Mogą pojawić się drobne spojlery!!!


To, co naprawdę podobało mi się w książce to fakt, że czyta się ją błyskawicznie z powodu krótkich rozdziałów. Ma naprawdę dobry styl i wciągające wątki. W pewnych momentach jest przewidywalna, ale mi to osobiście nie przeszkadzało. Bardzo utożsamiłam się z główną bohaterką, która momentami jest tak samo niezdarna jak ja. Wylewa na swojego chłopaka koktajl... Rozwala głośniki i... tym podobne.
Natomiast drażniła mnie jej naiwność. Dużo za szybko zaczynała ufać nowo poznanym ludziom i dawała im sobie wchodzić na głowę. No, bo sorry, gdyby mnie chłopak, po raz któryś z rzędu olał dla jakiejś tam wytwórni, to już dawno bym się wściekła, a nie potakiwała tylko miłosiernie i zgadzała się na wszystko. Nie zrozumcie mnie źle. Przez dwie ostatnie części pokochałam Noah, ale były momenty w których ja i raczej każda normalna dziewczyna, na miejscu Penny by się wkurzyła. Wkurzyłam się też mocno na koniec serii kiedy okazało się, że to Megan stała za całą tą sprawą z Leah (jeśli czytałeś wiesz o czym mówię xd)

Na koniec, chcę powiedzieć, że naprawdę dobrze się bawiłam czytając Girl Online i sama chciałam zostać offline, jak nasza droga Penny ;) Książka zdecydowanie warta uwagi 😋

                      Lociak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Recenzja "Lalkarza z Krakowa" R. M. Romero

 Czuję się dumna, że zagraniczny pisarz stworzył opowieść, której akcja dzieje się w Polsce 😊Dodatkowo w mieście leżącym niecałe dwie godzi...