Ok... Pamięta ktoś moją recenzję "Girl Online"? Mówiłam w niej, że nim zaczęłam czytać, byłam przekonana, że książka ma tak wysoką popularność, dzięki temu, że Zoe Sugg wszyscy znają z You Tuba. W tym przypadku było podobnie. W końcu nazwisko autorki na okładce jest większe od tytułu! Fakt, to że Cara jest modelką, aktorką i z tego co kojarzę ma nawet piosenkę tylko i wyłącznie promuję jej debiutancką powieść, ale sama w sobie jest naprawdę fajna... Tak, mam kilka zastrzeżeń, bo końcówka przypomina mi każdy odcinek Scooby Doo, ale ogółem wciągnęłam się w historię.
Książka opowiada o czwórce przyjaciół, którzy poznali się dzięki zespołowi. Każdy z nich ma jakiś problem: Red ma matkę alkoholiczkę i ojca, którego wiecznie nie ma w domu, Rose nie cierpi dziewczyny swojego taty - Amandy, prócz tego ukrywa straszne wspomnienia, brat Leo siedzi w więzieniu, a Naomi... Znika na samym początku. Osiem tygodni potem odnajdują ją nieprzytomną w jakimś porcie ( nie pamiętam dokładnie ) Dziewczyna ląduje w śpiączce farmakologicznej. Jedni uważają, że chciała popełnić samobójstwo, ale Red ma kilka innych teorii... Próbuje dowiedzieć się prawdy z pomocą Ashiry - siostry Naomi.
I teraz największy szok jaki przeżyłam czytając tę książkę:
Przez DWIEŚCIE PIĘĆDZIESIĄT STRON myślałam, że Red to chłopak, aż tu nagle ni z gruszki ni z pietruszki Rose mówi: "Red nie jestem taka jak ty. Jestem hetero. Nie całuje się z dziewczynami" Nie wiem, czy jestem jakaś nad wyraz tępa i dało się tego domyślić, ale szczęka mi opadła. W głowie miałam już obraz wulgarnej wersji Rona Weasleya, a tu coś takiego! W tej powieści było kilka takich momentów, kiedy miałam ochotę krzyknąć "O fuck! Co tu się stało?!" No bo umówmy się, Cara uwielbia zaskakiwać. Nie wiem też, jak wyglądała jej współpraca z Rowan Coleman, ale mam wrażenie, że niektóre opisy wstawiła tam właśnie ona. Sądzę tak, ponieważ są ubrane w takie metafory, że... Znaczy... Ja nie twierdzę, że Cara jest głupia. Co to, to nie. Uwielbiam ją w "Papierowych Miastach" i jej brwi wymiatają, ale... Wydaje mi się, że trzeba dużo ćwiczyć, by umieć tak dobrać słowa.
Sama fabuła jest nieprzewidywalna. Przynajmniej dla mnie. Byłam niemal pewna, że ktoś porwał Naomi, ale kiedy dowiedziałam się w jakich celach... Zmroziło mi krew w żyłach. Autorka przedstawiła to bardzo brutalnie, ale jestem w stanie w to uwierzyć, bo takie straszne rzeczy zdarzają się na świcie, natomiast tak jak wspominałam wcześniej... Końcówka... Grupka dzieciaków rozwiązała tajemnice, a Ash jest genialnym hakerem. Trochę bajkowo, ale ogółem podobało mi się i dobrze wiem, że nie zmarnowałam czasu. Mimo, że denerwowała mnie nieco rozpuszczona Rose, polubiłam Leo i Red (która okazała się mieć na imię Amy)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz