Jakieś dwa tygodnie temu wróciłam z obozu naukowego, który miał miejsce w Grecji. Konkretnie w miejscowości Velika. Opisuję to dopiero teraz bo tak naprawdę zapomniałam o tym opowiedzieć. Ogółem było naprawdę przepięknie, ale jeszcze przed wyjazdem najbardziej jarałam się zwiedzaniem Aten. No bo halo! Partenon i w ogóle! Miało być zarąbiście, chciałam pozwiedzać świątynie, kupić pamiątki, ale... Z resztą zacznę od początku.
Nasza pani kazała nam zabrać kremy z filtrem i spodenki bo ponoć w Atenach ZAWSZE jest gorąco. Więc wszyscy spakowaliśmy się wieczorem i o pierwszej w nocy ruszyliśmy spod pensjonatu. Pomijając to, że w nocy niemal zamarzłam zapowiadało się fajnie. Moja kumpela Pati, z którą miałam pokój, pożyczyła mi swoją bluzę, więc znowu udało mi się zasnąć na pół godziny. Po czym stwierdziła, że jej jednak też jest zimno i musiałam jej oddać ubranie służące mi za koc. Tak też resztę nocy spędziłam pod kurtką przeciwdeszczową.
O dziewiątej dotarliśmy na miejsce. Lało. Jak się okazało, ostatni raz padało tak bardzo piętnaście lat temu. W roku 2002, czyli moim roczniku. Fajnie, nie? Zobaczyliśmy stadion, ogrody, greków ubranych w buty z pomponami... Aż wreszcie dotarliśmy na szczyt Akropolu i moim oczom ukazał się Partenon! Tyle, że w okół było mnóstwo dźwigów i stelaży, które psuły cały klimat, a mnie nie wolno było dotknąć nawet kamienia! W dodatku przewodnik pozmieniał historię walki Ateny z Posejdonem o to miejsce i jeszcze bardziej się denerwowałam (uwielbiam mity 💗) Po zejściu z góry okazało się, że leje jeszcze bardziej. Miałam mokrą kurtkę, bluzę, koszulkę, leginsy, spodenki będące w plecaku, skarpetki, buty i plecak. Ale żeby tego było mało przesmyczyli nas jeszcze przez pół miasta. Uradowana, że w końcu kupię sobie koszulkę za 8€ myślałam, że się rozbeczę, kiedy kazali nam zostać w McDonaldzie. Zdesperowana ubłagałam pana od historii, żeby wziął mnie i moje koleżanki na sklepy. I wiecie co? Kupiłam tą durną koszulkę! Ba, nawet dwie, ale nie żałuję, bo nasza grupa w tym czasie siedziała dwie godziny próbując się suszyć, a ja zapierniczałam po deszczu wahając się między T-shirtem z Ateną, a Zeusem (wybrałam z Ateną)
Jeśli więc macie zamiar wybrać się kiedyś w wymarzoną podróż do Aten tak jak ja... Życzę wam więcej szczęścia 😂😉😂
Lociak
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Recenzja "Lalkarza z Krakowa" R. M. Romero
Czuję się dumna, że zagraniczny pisarz stworzył opowieść, której akcja dzieje się w Polsce 😊Dodatkowo w mieście leżącym niecałe dwie godzi...
-
Na prośbę mojego czytelnika, a także kolegi z wattpada, postanowiłam zrobić recenzję, jego opowiadania. Przyznam, że trochę bałam sie takieg...
-
Przeglądałam tak sobie filmy booktuberów i natknęłam się na tagi. Pomyślałam (tak, zdarzają się takie sytuację, w których myślę 😉 ) że w ...
-
Skoro minęły już prawie dwa tygodnie odkąd skończyłam czytać tą książkę, chyba ochłonęłam już na tyle, by napisać recenzję, choć i tak wiem,...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz